porno porno porno izle sex izle

Antoni Płoszczyniec Trudna rzecz, czyli o „byciu pięknym”

I

Autor niniejszego tekstu nie jest ekspertem od bycia pięknym, ale właśnie dlatego nie znalazł lepszej formy wypowiedzi niż właśnie esej. Jak wskazuje tytuł, tekst będzie próbą podjęcia zagadnienia, na czym polega bycie pięknym, oraz próbą wyeksplikowania paru kwestii związanych z tym pojęciem.

Kwestia „bycia pięknym” zostanie ujęta z perspektywy popularnych trendów w kulturze, naznaczonych kultem samoakceptacji, samozadowolenia i pozytywnego myślenia: Don’t worry, be happy. Jak się zdaje, w sprawie bycia pięknym nie wszystko jest takie oczywiste, jak głosi choćby wiele tak zwanych „kobiecych” pism czy idące za trendem głosy, będące tubą współczesnych mass mediów.

Bezpośrednim bodźcem (a może raczej: pretekstem?) do spisania niniejszych rozmyślań było parę wpisów na temat definicji „bycia piękną”, zamieszczonych na blogu określającym się jako „kobiecy”. Swoje rozważania będę chciał ukazać na tle konfrontacji z poglądami tamże zamieszczonymi – niemniej niniejszego eseju nie należy traktować jako polemiki z blogerkami, chociażby ze względu na formę i charakter ich wpisów, a także przyjętą przez nie optykę. To jest esej filozoficzny, tamto – blog o tematyce rozwojowej.

 

II

Jak dowiadujemy się ze strony krufkowa.pl, jej autorka, Magda, jest 22-letnią studentką polonistyki. Skądinąd jest osobą sympatyczną. Na krufkowa.pl pisze „delikatnie i kobieco o kobietach i z kobietami”[1]. 25 lipca 2013 roku zapowiedziała nowy cykl na blogu: „Zaprosiłam do współpracy kilkanaście blogerek, niewykluczone, że wkrótce zaproszę kolejne. Chciałabym, żeby każda z nich podzieliła się swoją definicją piękna oraz sposobami na to, jak radzić sobie z kompleksami”[2].

Czego możemy dowiedzieć się od blogerek na temat tego, co to znaczy „być pięknym”? Najczęściej stawiany jest nacisk na samoakceptację, na to, żeby przyjmować siebie takim, jakim się jest. „Jestem piękna, bo jestem sobą”[3]. Nie znaczy to, żeby być doskonałą – chodzi o docenianie samej siebie i dostrzeganie tego, że te wszystkie niedoskonałości mogą łączyć się w piękną całość. Samoakceptacja łączy się z dbałością o swoje ciało i staraniami o dobre samopoczucie; jak pisze autorka blogu Happier at Life: „Akceptuję moje ciało, to dlatego delikatnie smaruję je, masuję szczotką do ciała, nakładam balsam, a później ubieram”[4]. Dbanie o siebie jest czynnością przyjemną, dającą wiele satysfakcji. „Bycie piękną” wiąże się z upiększaniem, które niekiedy przypomina rytuał w sensie kontemplacyjnym[5], ergo – „bycie piękną” zakłada pewien dynamizm, stawanie się tego piękna lub jego rozwój, bycie jeszcze piękniejszą. Samo zaś piękno jest przede wszystkim pięknem odczuwanym. Do „bycia piękną” nie jest wymagana figura modelki, bardziej liczy się osobowość i samoakceptacja, bycie pewną siebie. Wedle blogerek „bycie piękną” polega w znacznej mierze na byciu kobiecą, wręcz na promieniowaniu kobiecością, wyrażaniu jej, a także na wyrażaniu radości, wesołości, na uśmiechaniu się. Autorki wpisów dbają też o „własny styl” i podkreślają zadowolenie płynące z bycia niepowtarzalnym. Nie powinno się zbyt często porównywać do innych – przecież jesteś sobą i masz być sobą. Rzecz jasna – piękno to rzecz względna.

Wszystkie te uwagi są osadzone w dodatkowym kontekście wskazówek, jak radzić sobie z kompleksami, i jak się zdaje, właśnie ów kontekst wyznacza praktyczny charakter owych wpisów[6].

 

III

Niektóre uwagi blogerek są naprawdę godne uwagi. Przypominają o wielu banałach, które są jednak ważnymi banałami: żeby nie wyolbrzymiać własnych kompleksów, że nikt nie jest idealny itp. Niemniej jest parę rzeczy, z którymi zgodzić się nie można.

Zacznijmy od autentyczności. Jeszcze nigdy w europejskim i amerykańskim dyskursie egzystencjalno-aksjologicznym nie podkreślano tak znaczenia, wagi autentyczności jak obecnie – widomy znak popularyzacji życia codziennego oraz rozwoju społeczeństwa masowego. Bojowy obieg autentyczności na ustach i w mózgach ludzi XX i XXI wieku zapewne nie odbył się bez wpływu takich postaci jak Fryderyk Nietzsche[7] („Stań się tym, kim jesteś!”), Abraham Maslow[8], Meher Baba[9] czy egzystencjaliści spod znaku Sartre’a i Camusa[10]. Z kolei Charles Taylor, wybitny kanadyjski filozof, komunitarysta, wydał w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku The Ethics of Authenticity[11]. Co ciekawe, pewne wątki pozytywnego znaczenia „bycia sobą” pojawiały się już w filozofii średniowiecznej, np. u świętego Tomasza z Akwinu[12].

„Jestem piękna, gdy jestem sobą” – cóż, sprawa nie wydaje się taka prosta. Rzecz jasna, czyjeś piękno może czerpać z autentyczności, lecz piękno i autentyczność bynajmniej nie są tym samym, a samo bycie autentycznym nie implikuje bycia pięknym. Wielu ludzi jest szpetnych (w szerokim sensie tego słowa) właśnie przez to, że są tacy, jacy są. Gdyby coś w sobie zmienili, to może byliby piękni. Twierdzenie, że oni są „piękni na swój sposób”, niewiele mówi. Nierzadko bywa też, że piękno wiąże się właśnie z tym, co nieautentyczne, fałszywe i zwodnicze. Wystarczy wspomnieć o Gorgiaszowej koncepcji sztuki jako pięknej złudy. Jak to jest, że tak płynnie mówi się o pięknych kłamstwach, lecz coś zaczyna zgrzytać w języku, gdy się mówi o „pięknej prawdzie”? Często zresztą to fałszywe diamenty więcej błyszczą od prawdziwych.

W związku z powyższym zapytać można, czemu autentyczność miałaby być pięknem[13]. A jeśli nawet by była, to jak by ową autentyczność realizować, skoro staje się powszechnym przedmiotem dążenia oraz treścią promocji, jeśli nawet nie wprost: nakazem? Czyż ujmowanie „bycia sobą” w formę imperatywu nie przybiera formy paradoksalnej właśnie dlatego, że jest to imperatyw pochodzący „z zewnątrz”?[14] Na czym miałaby polegać autentyczność, jeśli tysiące gardeł nawołuje mnie do tego, abym był sobą? Czy skutkowałoby to przerostem indywidualizmu nad personalizmem, tego, co partykularne, nad tym, co osobowe?[15]

Niemniej są gruntowniejsze racje do podważenia znaku równości między autentycznością a pięknem. Bycie pięknym najogólniej polega na tym, że pewien przedmiot X posiada własność P (przez którą rozumieć będziemy piękno). Właśnie to mamy na myśli, gdy mówimy „O, jaki piękny obraz/widok/samochód/etc.” – my przypisujemy jakiejś rzeczy pewną własność lub własności, za sprawą których dana rzecz jest charakteryzowana jako piękna. O ile dana rzecz posiada bądź realizuje pewną wartość, o tyle można nazwać ją dobrem. Kiedy zaś określona rzecz jest rozpoznawana jako dobro, czyli rzecz wartościowa? Zawężając do przedmiotu naszych rozważań: jakie warunki muszą zostać spełnione, aby daną rzecz zidentyfikować właśnie jako piękną? Są przynajmniej dwa wymogi: 1) X musi faktycznie posiadać bądź realizować wartość P; 2) to, co uchodzi za X, rzeczywiście jest X-em. Pierwszy wymóg wyraża okoliczność, że dana rzecz jest wartościowa (np. piękna), drugi zaś wymóg wiąże się z autentycznością i stanowi warunek dla pierwszego wymogu, by móc adekwatnie zidentyfikować przedmiot wartościowy. Jeśli zachwycam się pewnym diamentem, to aby zdanie „Ten diament jest piękny” było słuszne, przedmiot mojego zachwytu musi być nie tylko faktycznie piękny, ale również musi być autentycznym diamentem, a nie kunsztownie pociętym cyrkonem. Pierwszy wymóg odnosi się do wartości, zaś drugi odnosi się do dobra, czyli rzeczy wartościowej. Wynika stąd, że utożsamianie piękna z autentycznością jest błędem utożsamienia rzeczy pięknej z warunkiem jej istnienia oraz mylnym utożsamieniem dobra i wartości.

Wbrew temu można utrzymywać, że każda rzecz jest piękna, ponieważ piękno jest jednym z transcendentaliów, a zatem każda rzecz jest piękna o tyle, o ile jest. Innymi słowy, „piękno” jest terminem, który przekracza granice wszelkich przedmiotów i który można stosować zamiennie z terminem „byt”[16]. Jednakże ujęcie piękna jako transcendentalnego jest poza zakresem niniejszych rozważań. Nie przesądzając o zasadności mówienia o pięknie jako cesze transcendentalnej, należy zwrócić uwagę, że na gruncie Lebensweltu, życia codziennego, gdy jakaś osoba wypowiada sąd, że „ten oto X jest piękny”, to jednocześnie ta osoba wyraża swoje przekonanie, że rzecz, o której się wypowiada, posiada pewną własność lub własności, za sprawą których ona jest piękna; pierwotne i intuicyjne rozumienie sądu „ten oto X jest piękny” wcale nie dotyczy sugerowania, że ów X jest piękny o tyle, o ile jest (bytem). Pierwotny sens owego sądu nie jest metafizyczny (gr. ta meta ta physika – to, co następuje po fizyce, ponad fizyką), lecz estetyczny, bo dotyczący spostrzeżeń (gr. aísthesis – wrażenie zmysłowe).

Akceptowanie siebie takim, jakim się jest, może dawać jakąś satysfakcję, przyjemność, a nawet pocieszenie i pozwala dowartościować się, ale to wcale nie czyni nas lepszymi ani tym bardziej piękniejszymi – to jedynie czyni nas bardziej znośnymi dla siebie samych. Człowiek szczęśliwy nie jest człowiekiem dobrym, dopiero człowieka zasługującego na szczęście można nazwać dobrym. Nie wszystko, z czym przyjemnie się obcuje, jest pięknem. Czując się lepiej ze sobą, nie jesteśmy lepszymi ludźmi, jedynie bardziej zadowolonymi z życia. Można pokusić się o stwierdzenie, że najgorliwszymi głosicielami wielkiego znaczenia autentyczności są ci, którzy bardzo dobrze czują się w swojej skórze (ze względu na własną wielką wartość bądź skłonność do pychy), albo ci, którym nie pozostaje do chwalenia się nic poza tym, że są właśnie sobą.

Co więcej, jakkolwiek zwrot „bycie sobą” lub „bądź sobą” wydaje się oczywisty, to trudno uchwycić sens zasadności tych zwrotów właśnie jako nakazów moralnych: „Po cóż tworzyć zasadę z tego, czem jesteście i być musicie?”[17]. Czy to może być pewien zabieg marketingowy, za sprawą którego kreuje się pewną sztuczną potrzebę? Zabieg, za sprawą którego rzecz, która wydaje się być normą lub koniecznością, nagle staje się powinnością?

W żadnym razie nie zaprzeczam, że autentyczność jest wartością. Neguję jedynie zbytnie wywyższanie autentyczności ponad inne wartości oraz staram się odróżniać stosowanie terminu „autentyczny” wobec dóbr od stosowania tego samego terminu wobec wartości. Nie twierdzę również, że samoakceptacja jest czymś godnym pożałowania. Wprost przeciwnie, ona często może stać się przyczynkiem do zmian na lepsze.

 

IV

Cytowane blogerki podkreślają pewne zdania, które zdają się implikować, że piękno jest czymś subiektywnym. „Jestem piękna, gdy jestem sobą”. Zwróćmy uwagę: nie „jest się pięknym, gdy jest się sobą”, lecz to „(ja) jestem piękna, gdy jestem sobą”. Bardzo dużo wypowiedzi mówi właśnie o czuciu się pięknym. Oto charakterystyczny fragment:

 

Poczułam się piękna, gdy w pewnym momencie zrozumiałam, że te wszystkie niedoskonałości, tworzą w gruncie rzeczy całkiem fajną – nieidealną całość. Jestem piękna, gdy jestem sobą. W zasadzie wszystkie elementy pasują do siebie i składają się na nie-perfekcyjną, ale piękną i jedyną w swoim rodzaju osobę. Przestałam analizować każdy szczegół swojego ciała, który mi się nie podobał, a zaczęłam patrzyć na siebie całościowo. I moim oczom ukazała się całkowicie wyjątkowa i unikalna kobieta. To była prawdziwa rewolucja w moim postrzeganiu samej siebie[18].

 

Dodatkowo te subiektywizujące rysy piękna są przetkane twierdzeniami lansującymi dopieszczanie i dbanie o siebie samego – rzecz jasna, w zdrowych granicach, bo autorki wpisów zachwycają skromnością i dystansem. Podkreśla się również względność piękna w myśl potocznego przekonania: „każda potwora znajdzie swojego amatora”. Z kolei autorka blogu Happier At Life podkreśla, że za czucie się kobiecą (a co za tym idzie, również piękną) odpowiedzialne są zmiany w sferze hormonalnej.

Wpierw należałoby wprowadzić pewne dystynkcje wobec samego rozumienia „subiektywności” piękna. Stwierdzenie, że „piękno jest czymś subiektywnym”, może 1) znaczyć to samo, co zdanie „piękno jest czymś, co istnieje w umyśle podmiotu postrzegającego, jest własnością jego spostrzeżeń, myśli lub wspomnień, a nie samych rzeczy”; 2) przyznawać występowanie piękna wyłącznie w aktualnych spostrzeżeniach i doznaniach i nigdzie poza nimi; 3) utożsamiać „czucie się pięknym” z „byciem pięknym” oraz uznawać, że nie można przenosić, rzutować własnego odczuwania piękna na inne osoby; 4) traktować subiektywność jako synonim relatywizmu i orzekać względność wszelkiego piękna – każdemu podoba się coś innego; 5) uznać piękno za coś, co nie może być sensownie ujęte jako coś niezależnego od wszelkiego obserwatora lub podmiotu. Różne te znaczenia piękna są obecne w tekstach wyżej wymienionych autorek. Warto zaznaczyć, że koncepcje te mogą być ze sobą łączone lub występować oddzielnie oraz że określenie 2) jest radykalizacją 1). Rzecz jasna, wymienione znaczenia nie wyczerpują wszystkich możliwych sposobów rozumienia „subiektywności” piękna.

W żadnym razie nie staram się rozstrzygnąć sporu o to, czy piękno jest subiektywne, czy obiektywne. I rzeczywiście, kwestia ta wydaje się być nadzwyczaj zagmatwana – czy można zupełnie wyabstrahować piękno od postrzegania jako coś obiektywnego? Czy ma sens mówienie, że choćby wyginęli ludzie i wszystkie rozwojowo wyższe rodzaje zwierząt, to kwiaty pokrywające bezludną planetę wciąż byłyby piękne, skoro już sam opis takiej hipotetycznej sytuacji zakłada podmiot opisujący ją?

Przyjmijmy te uwagi i uznajmy, że nadawanie pięknu znamion obiektywności jest co najmniej problematyczne. Niemniej, z fenomenologicznego punktu widzenia, wydaje się, że całkowita subiektywizacja piękna jest nieuprawniona. Gdyby piękno było w rzeczy samej czysto subiektywne (zwłaszcza w sensie 2.), to byłoby ono czymś konstytuowanym przez podmiot, czymś przez niego wytwarzanym. Fenomenologicznie zaś rzecz biorąc, gdy osoba Y przypisuje oglądanemu przez siebie przedmiotowi X własność P, to P jawi się Y-owi jako coś, co jest przez niego zastane lub znajdowane, a nie ustanawiane. W takim razie należałoby prędzej mówić, że piękno nie tyle ma charakter obiektywny (czyli że jest własnością rzeczy ujętej „samej w sobie”, niezależnie od wszelkiego podmiotu), co przedmiotowy (czyli że jest własnością tego, co „stoi naprzeciw” podmiotu, co jest własnością tego, względem czego ów podmiot jest charakteryzowany jako podmiot). W pewnym sensie można powiedzieć, że piękno jest obiektywne o tyle, o ile owo obiectum uczyni się przedmiotem dla jakiegoś podmiotu (lub o ile jest zdolne do stania się przedmiotem).

Wydaje się, że zbytnia subiektywizacja prowadzi do dwojakiej omyłki: po pierwsze, do mylenia posiadania P z tym, że myślę lub czuję, że mam P, a po drugie, do mylenia tego, że coś ma P, z tym, że ja myślę lub czuję, że to coś ma P. Porządek myśli i rzeczy nie jest ten sam. Można posiadać własność P, nie wiedząc o tym. Nie ma nic sprzecznego w sytuacji, w której piękna niewiasta z przekonaniem (a nie tylko z grzeczności) kwestionowałaby przypisywanie jej piękna. Owo zaprzeczanie nie czyni jej niepiękną. Niewiedza zawsze może się zakraść, a równie dobre zanegowanie piękna może być wynikiem pewnego złudzenia aksjologicznego zwanego resentymentem[19] lub innych „błędów” o charakterze zgoła „nie-poznawczym”. Zresztą w jaki sposób rzeczy takie jak samce pawi, masywy górskie, Mona Lisa albo Dezyderata mogłyby uchodzić za piękne, skoro one nie mogą być świadome tego, że takie są?

Analogicznie coś może posiadać P, choćbyśmy o tym nie wiedzieli lub twierdzili inaczej. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby sensownie przypisywać jakiejś rzeczy piękno, mimo rozbieżnych opinii na jej temat.

 

Relatywistyczna maksyma „de gustibus non est disputandum” nie może być rozumiana w tym sensie, iż jedna i ta sama wartość estetyczna jest dla jednej osoby czy też grupy osób pozytywna, a dla drugiej – negatywna. Może ona znaczyć tylko tyle, iż pewne wartości estetyczne są dla jednych dostępne, a dla innych niedostępne. Piękno może jawić się jedynie takim oczom, które są na nie otwarte[20].

 

Nie należy utożsamiać ze sobą piękna i przyjemności. Wystarczy wspomnieć, że czucie przyjemności może występować na najniższych szczeblach życia[21], zaś warunkiem postrzegania piękna wydaje się być przede wszystkim rozwinięty intelekt, pewna sublimacja pierwotnych popędów życia, a także coś, co zakłada obecność kultury lub rozwój osobowy człowieka.

Zbytnia subiektywizacja piękna prowadzi też do kilku niewiarygodnych rozstrzygnięć. Gdyby istotnie piękno było całkowicie subiektywne, ludzka jaźń byłaby zaprawdę boską siłą, która samą myślą zapełniałaby świat pięknem, a my sami żylibyśmy w cudownym miejscu, niczym nieskażonym. Zresztą to byłoby nadzwyczaj zabawne, gdyby ta sama kobieta była piękna o 19-tej, a o 20-tej już nie, podczas gdy zmieniło się jedynie jej postrzeganie siebie samej, a nie jej wygląd, usposobienie, charakter czy osobowość. Analogicznie byłoby w sytuacji, gdyby przekonanie zmieniła nie ona, lecz np. tłum czy grupa ludzi. Zbytnia subiektywizacja piękna odbiera również podstawę do dyskusji nad pięknem; piękno przestaje w ten sposób być intersubiektywne (łac. inter – między, wśród).

 

V

Niniejszy esej poświęcony jest kwestii ontologiczno-aksjologicznej, namysłowi dotyczącemu „bycia pięknym”. Nawet jeśli tak jest, że piękno to własność przedmiotowa (vel obiektywna), a nie subiektywna, to nadal wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Kwestie ściśle estetyczne, jak kryterium piękna, są poza zakresem niniejszych rozważań. Podobnie pytania: czym jest piękno (definicja piękna) oraz na czym ono polega (teoria piękna)?[22] Nie wiemy też, czy piękno jest własnością rzeczy, czy własnością lub współwłasnością samych własności tej rzeczy. Podać pod wątpliwość można też i to, że piękno w ogóle jest własnością.

Piękno jest tajemnicze. Na ową tajemniczość „składa się” to, że jest przed nami coś pięknego, choć pełnej eksplikacji wymyka się nam „co” i „jak” owego piękna. I być może właśnie w tym tkwi przyciągająca siła tego, co piękne, tajemniczość, która jest nie do wyczerpania, która stale jest poza naszym zasięgiem i językiem. W każdym razie nadal pozostaje prawdą to, co 2500 lat temu pisał Platon – że trudne są rzeczy piękne[23].

 

 

Abstract

 

Antoni Płoszczyniec

Being beautiful – a difficult thing

 

The article is an attempt to approximate the meaning of “being beautiful”. These contemplations, from the borderline of ontology and aesthetics, are set into the context of popular contemporary believes which present beauty from hedonistic and subjective perspective and identify it with self-acceptance and being authentic. Referring to the phenomenological method, I try to point out that accepting such concepts is incoherent, leads to oversimplification (e.g. identifying a condition of beauty with being beauty), obliterates the source meaning of objective character of beauty and leads up to narrowing varieties of beauty.

 



[1]             http://www.krufkowa.pl/ (data dostępu: 5 VIII 2013, godz. 2316).

[2]             http://www.krufkowa.pl/2013/07/moj-przepis-na-piekno-nowy-cykl-na-blogu.html (data dostępu: 5 VIII 2013, godz. 2318).

[3]             http://www.krufkowa.pl/2013/08/moj-przepis-na-piekno-happyholic.html (data dostępu: 5 VIII 2013, godz. 2347).

[4]             http://www.krufkowa.pl/2013/07/moj-przepis-na-piekno-happier-at-life.html (data dostępu: 5 VIII 2013, godz. 2359).

[5]             Ibidem.

[6]             Już z tego względu ten esej nie stanowi polemiki z uprzednio cytowanymi autorkami, ponieważ jego cele są stricte teoretyczne.

[7]             „Co mówi ci sumienie? – «Winieneś stać się tym, kim jesteś»” (F. Nietzsche, Wiedza radosna („La gaya scienza”), przeł. L. Staff, Warszawa 1907, § 270, s. 219).

[8]             Por. A. Maslow, Motywacja i osobowość, przeł. J. Radziecki, Warszawa 2006, passim.

[9]             Żyjący w latach 1894–1969 indyjski mistrz duchowny, który ogłosił się inkarnacją Boga. Od lipca 1925 roku do śmierci zachowywał ścisłe milczenie, komunikując się z ludźmi za pomocą tabliczki z alfabetem lub gestów. Jego częstym powiedzeniem było „Don’t worry, be happy”, które zainspirowało Bobby’ego MacFerrina do skomponowania popularnej piosenki pod tym tytułem.

[10]            Raczej nie należy wymieniać w tym kontekście Heideggera, u którego autentyczny modus bycia Dasein daleko odbiega od zwykłych określeń autentyczności, nie jest również związane z Sartre’owskim wyborem samego siebie i własnej absolutnej wolności. Sartre wprawdzie korzystał z Heideggera, ale ten utrzymywał, że nie ma z Sartre’em nic wspólnego i że autor Bytu i nicości niewiele z niego zrozumiał.

[11]            Wydania polskie: 1996 i 2002 rok.

[12]            „Stań się tym, czym jesteś – oto czego od nas wymaga natura. Staraj się zaktualizować aż do najdalszych granic wirtualności bytu rozumnego, którym jesteś” (E. Gilsen, Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu, przeł. J. Rybałta, Warszawa 2003, s. 321).

[13]            Podkreślam: użyte wyrażenie nie sugeruje, że autentyczność nigdy nie jest czymś pięknym, lecz wyraża przekonanie, że autentyczność nie jest z pięknem tożsama.

[14]            „Naśladowcy. — A: «Jakto ? Nie chcesz żadnych naśladowców?» B: «Nie chcę, by mnie w czemś naśladowano; chcę, by każdy chadzał śladem swej własnej ułudy, tak samo, jak ja to czynię». A : «Więc?»” (F. Nietzsche, op. cit., § 255, s. 215).

[15]            Por. J. Maritain, Jednostka a osoba, [w:] Filozofia i socjologia XX wieku, red. H. Krahelska, Warszawa 1965, s. 80–82.

[16]            Por. S.T. Kołodziejczyk, Granice pojęciowe metafizyki, Wrocław 2006, rozdział III (s. 108–157), gdzie znajduje się historyczna prezentacja średniowiecznych koncepcji transcendentaliów.

[17]            F. Nietzsche, Poza dobrem i złem, przeł. S. Wyrzykowski, Warszawa 1905, § 9, s. 15.

[18]            http://www.krufkowa.pl/2013/08/moj-przepis-na-piekno-happyholic.html (data dostępu: 7 VIII 1815). Rozstrzelenia moje – A.P.

[19]            M. Scheler, Resentyment a moralność, przeł. J. Garewicz, Warszawa 1997, passim, zwłaszcza s. 46.

[20]            W. Galewicz, N. Hartmann, Warszawa 1987, s. 173–174.

[21]            M. Scheler, Stanowisko człowieka w kosmosie, przeł. A. Węgrzecki, [w:] Pisma z antropologii filozoficznej i teorii wiedzy, przeł. A. Węgrzecki, S. Czerniak, Warszawa 1987, s. 50.

[22]            W. Tatarkiewicz, Dzieje sześciu pojęć: sztuka, piękno, forma, twórczość, odtwórczość, przeżycie estetyczne, Warszawa 1976, s. 140.

[23]            Platon, Hippiasz większy, [w:] Dialogi, przeł. W. Witwicki, t. 1, Kęty 2005, s. 199 (304E). Por. Platon, Państwo, przeł. W. Witwicki, Kęty 2003, s. 135 (435C).