porno porno porno izle sex izle

Małgorzata KolankowskaNarkoświat (cz. 1)

Biała koszula, levisy, gruby łańcuch, kilka złotych pierścieni z brylantami, buty ze strusiej skóry, włosy zaczesane do tyłu połyskujące od brylantyny, pozłacany rewolwer. Film? Nie. To typowe gadżety meksykańskich agricultores (rolników), czyli tych, którzy na co dzień zajmują się handlem narkotykami. Kim są? Skąd się wzięli? Dlaczego dzisiaj używa się pojęć NarcoMéxico i NarColombia?

 

Narkokultura

Hiszpański termin narcocultura nie został jeszcze wprowadzony do słownika Królewskiej Akademii Hiszpańskiej, ale wszedł już na stałe do języka powszechnego. W raporcie opublikowanym w 2010 roku w Meksyku przez Generalną Dyrekcję ds. Zapobiegania Przestępstwom i Zaangażowania Obywatelskiego czytamy, że jest to zjawisko związane z konstruowaniem pewnej tożsamości, opartej na manifestacji władzy i pieniędzy, widoczne zarówno w sferze sacrum, jak i profanum; dla niektórych (a może, jak postaram się pokazać w dalszej części, dla większości) stało się ono formą życia[1]. Wbrew pozorom, jak twierdzi kolumbijski eseista i wykładowca akademicki Omar Rincón[2], to zjawisko nie dotyczy jedynie osób bezpośrednio zaangażowanych w przemyt narkotyków, lecz dotyka całego społeczeństwa, ponieważ głęboko przeniknęło do świadomości społecznej zarówno Meksyku, jak i Kolumbii: „Jestem Kolumbijczykiem i nigdy nie byłem handlarzem narkotyków, ale czuję się częścią kultury narco”, dodaje. Latynoski dziennikarz podkreśla, że początkowo był to fenomen dotyczący głównie biednych i brzydkich, teraz stał się domeną bogatych i pięknych. Narkokultura rozprzestrzeniła się na całą Latynoamerykę, a w szczególności na Meksyk, stopniowa „kolumbizacja” obu tych obszarów stała się, zdaniem Rincóna, jednym z elementów unifikujących tę część świata: „Dlatego twierdzę, że wszyscy nosimy w sobie narco, co nie oznacza, że jesteśmy narcos: nie handlujemy narkotykami ani ich nie bierzemy, jedynie żyjemy w kulturach, w których sposoby myślenia, działania, marzenia o czymś, rozumienia i komunikowania przyjmują formę narco: każdą ustawę można kupić, wszystkie chwyty są dozwolone, aby podnieść swój status społeczny, szczęście oznacza teraz, że sukces należy pokazać poprzez konsumpcję, prawo jest dobre, jeśli mi służy, konsumpcja motywuje władzę, religia jest dobra, jeżeli chroni, moralność usprawiedliwia, bo nie mamy innej możliwości, aby istnieć na tym świecie”[3].

Świat handlarzy opiera się na walce o przetrwanie, a to główna cecha społeczeństw „wykluczonych”; to łatwa droga do bogactwa, do innego życia, rozrywki, pieniędzy, do których wielu przez lata nie miało dostępu z racji miejsca, jakie zajmowali w hierarchii społecznej.

Narko daje możliwość wybicia się, wyrwania z biedy, miernoty, często postrzegany jest jako świat z bajki, gdzie biedny staje się bogatym i mści się na tych, którzy go poniżali, i sam narzuca reguły gry.

Zdaniem Günthera Maiholda i Rosy Marii Sauter de Maihold[4] narkokultura łączy w sobie elementy kultury popularnej, kontrkultury oraz postkultury. Wyrasta z modernizmu, ale posiada również cechy premodernizmu i postmodernizmu. Jest zatem tworem eklektycznym, wewnętrznie sprzecznym, ale też interesującym z kulturoznawczego punktu widzenia.

 

Narkoestetyka

Narko to nie tylko sposób na życie, to również specyficzna estetyka. O przynależności do narkoświata świadczą przede wszystkim pieniądze, ale te pieniądze muszą być widoczne – to jest tak, jak opowiada mi (pragnący zachować anonimowość) znajomy, który wychował się w samym sercu regionu Sinaloa: że przejeżdża samochód i ty już wiesz, do kogo należy. Mijasz zwyczajne domy i za miastem widzisz pałace, i wiesz, do kogo należą. To nie jest zwykłe bogactwo, to jest „ociekanie” bogactwem, epatowanie bogactwem, podniesienie bezguścia do rangi sztuki, a wszystko opiera się, jak pisze Rincón, na zamiłowaniu do przesady: „I czym jest narkoestetyka? Jej podstawą jest przesada, składa się na nią to, co wielkie, głośne, wyzywające. To estetyka przedmiotów i architektury, szkaplerz i Najświętsza Panienka, muzyka non stop i na full, posrebrzana narco.toyota, pieniężny ekshibicjonizm. Reasumując, «zamiłowanie do przepychu, dużych objętości, chwalenie się przedmiotami [...]. Władza oparta na chełpieniu się»”[5]. Rincón wymienia za Alonsem Salazarem trzy kluczowe elementy: „dobry wygląd, dobry lakier, dobra laska”[6], a to z kolei przekłada się na łączenie stylów i epok: meble z czasów Ludwika XIV, figurki Buddy, porcelanowe bibeloty, jednym słowem pomieszanie z poplątaniem. Abad Faciolince uważa, że społeczeństwo kolumbijskie, obok narkoestetyki, charakteryzuje również la sicaresca, czyli nowa forma narracji, którą cechuje obecność sicarios (płatnych morderców), okrucieństwo i zamiłowanie do przesady[7]. To najczęściej powieść, zawierająca krwiste opisy brutalnych egzekucji, wymyślnych tortur, której bohaterowie nie mają żadnych skrupułów.

Wpływ estetyki narko zaznaczył się bardzo wyraźnie w architekturze. Szef mafii nie może mieszkać w zwykłym mieszkaniu – z daleka musi być widać, że tu mieszka nie byle kto. Domy czy raczej hacjendy budowane są na przedmieściach. Zgodnie z niepisaną zasadą tam nikt się nie bije, ponieważ wszystkie porachunki załatwiane są w terenie. Miejsce zamieszkania musi być odpowiednio duże, tak aby można było w nim swobodnie organizować rauty, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.

Obecność handlarzy narkotyków w pewnych regionach wpływa również, zdaniem Eloya Mendeza Sainza[8], na ich społeczne postrzeganie. Złe doświadczenia, morderstwa, porwania, okrucieństwo sprawiają, że miejsce przekształca się w nie-miejsce czy anty-miejsce, ponieważ tradycyjne dobre relacje, przywiązanie do miejsca i poczucie przynależności, w rozumieniu Yi-Fu Tuana, Aldo Rossi czy Marka Augé, zostają zaburzone. To przestrzenie, po których trzeba umieć się poruszać, i przestrzenie, do których się przyzwyczaja. Mój anonimowy rozmówca z Sinaloa mówi, że to uczucie można porównać do przebywania w oku cyklonu: „Widzisz, że wszystko wokół ciebie wiruje, wiatr zrywa dachy, ludzie krzyczą, ale w miejscu, w którym stoisz, panuje niezwykła cisza i spokój. To niesamowite uczucie. Nie wiesz, co wydarzy się za chwilę. Wiesz, że wokoło rozgrywa się dramat i jednocześnie nie możesz nic zrobić. Żyjesz jak gdyby nigdy nic, ale masz to gdzieś zakodowane w głowie”.

Z drugiej strony handlarze narkotyków często sponsorują budowy kościołów, centrów handlowych, co wpisuje się w schemat Janosika czy Robin Hooda: zdobywa pieniądze w nielegalny sposób, ale potrafi przeznaczyć je na szlachetne cele.

Narko widoczne jest również na ulicach w postaci graffiti. To jedna z form komunikowania, o których mowa w dalszej części artykułu. W mieście Meksyk, poza strefą turystyczną, na jednym z ogrodzeń znajduje się ogromny fresk pt. Mur nieobecnych, przedstawiający rzędy ludzi, pomiędzy którymi przejeżdża zaprzęg z Chrystusem, ciągniony przez lwy. To hołd złożony ofiarom mafii, ale tak naprawdę gloryfikujący handlarzy narkotyków, ponieważ został wykonany na zlecenie rodzin osób powiązanych ze środowiskami mafijnymi. Takich fresków jest w Meksyku więcej. Najczęściej uwieczniane są na nich twarze tych, którzy zostali zabici lub zamordowani, ale nie są to niewinne ofiary. Jak zaznacza Jon Sistiaga w swoim dokumencie, takie obrazy wpływają negatywnie na wyobraźnię młodych ludzi, którzy spacerują codziennie tymi ulicami. Budzi się w nich chęć naśladowania tych, którzy zostali uwiecznieni w formie graffiti, a to „źli podniesieni do rangi bohaterów”. To swoista forma kultu śmierci.

Narkoestetyka to również pewien styl ubierania się i uczesania. Mężczyźni przeważnie mają krótkie włosy lub półdługie i „przylizane” do tyłu. Noszą białe koszule, drogie garnitury. Często kamizelki. Bardzo ważne są gadżety: łańcuchy, bransoletki, sygnety, wyszukane i zawsze lśniące buty, broń – ta również nie byle jaka: posrebrzana, pozłacana, z inkrustacjami, srebrnymi kulami; ukryta w tradycyjnej kaburze lub w Biblii oraz „wypasiona” komórka, ozdobiona diamentami, złotem lub srebrem. W Meksyku, przy Sekretariacie ds. Bezpieczeństwa, od 1985 roku działa, zamknięte dla zwiedzających, Museo del Narco, w którym zgromadzono pokaźną kolekcję broni oraz innych gadżetów zabranych aresztowanym handlarzom narkotyków. Pozłacane rączki, płaskorzeźby w złocie, zdobiące rewolwery czy pistolety, to – zdaniem cytowanego w reportażu telewizyjnym[9] Laureana Carrillo – manifestacja siły i władzy mafiosa. Günter Maihold i Rosa Maria Sauter de Maihold dodają, że jest to „estetyka władzy, opartej na materialnych i symbolicznych środkach, które są w ich posiadaniu; to komunikat o bezkarności, byciu ponad prawem i zdolności narzucania swojej woli i swojej wizji sprawiedliwości”[10].

Kobiety w świecie narko muszą być przede wszystkim młode i, jak to bywa w kulturze macho, najlepiej, aby były dziewicami. Defloracja ma w męskim świecie narko dużą wartość. Kobieta przypominać powinna lalkę Barbie: szczupła, zgrabna, z długimi włosami, którymi kusi płeć przeciwną. Ale kluczem do jej sukcesu są piersi. Kult biustu przekroczył w Latynoameryce granice zdrowego rozsądku, czego dowodem jest jeden z najpopularniejszych filmów Sin tetas no hayparaíso (Bez cycków nie ma raju), w którym główna bohaterka cierpi z powodu małych piersi i jest gotowa zrobić wszystko, aby zdobyć pieniądze na zabieg plastyczny. Rincón pisze o kolumbijskiej obsesji na punkcie silikonu i mówi wręcz o tetavisión, czyli cyckotelewizji[11].

Innym typem postaci kobiecej jest kobieta-capo, jak w przypadku Królowej Południa, Teresa Mendoza, która z kobiety uległej stała się tą, która rozdawała karty najważniejszym mafiosom. To zaprzeczenie Kopciuszka, przykład modliszki, stojącej w opozycji do cukierkowych uległych lalek. W ten sam model wpisuje się również Rosario Tijeras.

 

Narko.tv

Świat narko lubi się lansować, pokazywać, błyszczeć. Strategie piarowe są niezwykle ważne. Media niejednokrotnie stają się formą komunikowania się pomiędzy poszczególnymi kartelami bądź pomiędzy mafią a ofiarami czy rodzinami ofiar. W tym miejscu należy bardzo wyraźnie rozgraniczyć filmy, a w szczególności telenowele, oparte na historiach często pisanych pod dyktando bossów, oraz materiały dziennikarskie, będące wynikiem szantażu. W dokumencie hiszpańskiego reportera Jona Sistiagi[12] pt. Narcoméxico podkreśla się wielokrotnie, że redakcje są nagabywane przez środowiska mafijne, zastraszane i zmuszane do publikowania określonych materiałów. Zdjęcia ciał z obciętymi głowami czy kończynami powinny być z góry odrzucone przez redaktora naczelnego ze względu na naruszenie godności ludzkiej, niemniej jednak pojawiają się często na pierwszej stronie dlatego, że dziennikarze zostali do tego zmuszeni. Mafii zależy na takich obrazach, bo jest to rodzaj darmowej reklamy, komunikat dla innego kartelu. Jon Sistiaga mówi wręcz o semiotyce narko, w której odcięte członki czy poderżnięte gardło niosą konkretny przekaz; na przykład tak zwany „kolumbijski krawat” (język wyciągnięty przez przeciętą tchawicę) u denata to znak, że został ukarany za zdradę, okazał się chivato. Ernesto López Portillo z meksykańskiego Instytutu ds. Demokracji i Bezpieczeństwa twierdzi, że „mamy do czynienia z przekształcaniem przemocy w widowisko”[13], a tym samym staje się ona „narzędziem służącym do wywoływania strachu u przeciwników”. Luis Astorga z Katedry UNESCO ds. Handlu Narkotykami uważa, że w narkoświecie „nie wystarczy zabić, trzeba poćwiartować ciało, aby zostawić informację, że jest się najgorszym z najgorszych na tym świecie”[14]. Przesyłki w postaci odciętych palców w przypadku porwanych to sygnał, że porwany żyje, ale jego dni są policzone. W powieści Rosario Tijeras Jorge Ramosa tytułowa bohaterka nosi przydomek Tijeras, czyli nożyczki, ponieważ mści się na mężczyznach, obcinając im przyrodzenie tymi narzędziami. Okaleczenie ciała jest komunikatem: „nigdy więcej nikogo nie przerżniesz, nie skrzywdzisz żadnej kobiety”. Narkoświat wykorzystuje media tradycyjne, Internet, „wrzucając” filmy na YouTube, ale także uliczne graffiti.

Z drugiej strony mamy do czynienia z serialami, które kreują ambiwalentny obraz handlarzy narkotyków. Świat przedstawiony nawiązuje do stylistyki baśniowej, w której zaznacza się podział na dobrych i złych, ale nie jest on zgodny z etycznymi wyznacznikami dobra i zła. W skrócie można by powiedzieć, że zawsze są co najmniej dwaj książęta i jedna księżniczka, co naturalnie wiąże się z rywalizacją pomiędzy nimi. Zanim dama stanie się damą, jest kopciuszkiem, najczęściej naiwnym i bogobojnym dziewczątkiem. Kopciuszek zakochuje się bez pamięci, ale dopiero po czasie dociera do niego, że książę tylko dla niej ma piękną twarz, a w środku skrywa bestię. Książę, czyli capo, szef mafii, zwykle powala urodą, często ma również seksowny głos i lekki trzydniowy zarost, całuje długo i słodko, a zabija bez mrugnięcia okiem i oczywiście jest boski w łóżku. To, że kocha jedną, nie oznacza, że nie ma innych, które grzeją mu łoże. Capo ma jedną słabość – matkę. Każdy mafioso kocha i szanuje matkę, co – jak się przypuszcza – należy wiązać z kultem maryjnym i szczególnym miejscem Matki Boskiej w kulturze latynoamerykańskiej. Dla rodzicielki jest dobry, przynosi jej pieniądze, pomaga, ale nie przyjmuje krytyki. Bardzo często postrzegany jest trochę jak Robin Hood, bo ma gest – lubi być szarmancki i potrafi być szczodry dla biednych, dlatego w ocenie społecznej nie zawsze jest odbierany negatywnie.

Niezwykle ważnym elementem życia w kręgu narko jest religia. Handlarze narkotyków zazwyczaj afiszują się ze swoją religijnością, zakładając duże krzyże lub medaliki z wizerunkami świętych. W przypadku Meksyku często pojawiają się ołtarzyki i świece, które zapalane są na przykład w momencie zapowiedzi zemsty, gdy bohater przyrzeka przed zdjęciem bliskiej osoby, że odnajdzie zabójcę.

Capo nigdy nie jest sam, ma grono zaufanych ludzi, przeważnie płatnych morderców. Nie znosi sprzeciwu, braku lojalności, samowolki. Głównymi tematami przedstawionymi w serialach są: porwania, morderstwa, gwałty, prostytucja, wojny karteli narkotykowych, przemyt. W tle zwykle pojawia się policja, z wyraźnie zarysowanym bohaterem, który nie zawsze jest czysty i niejednokrotnie działa niezgodnie z literą prawa.

Filmy pokazują również rezydencje oraz lokale objęte przez mafię. Najważniejsze rzeczy dzieją się, gdy jest ciemno. Bohaterowie najczęściej działają pod osłoną nocy; to czas, który sprzyja ich przestępczej działalności, rozgrywkom itp. Dzień zarezerwowany jest dla przyjemności, igraszek w łóżku, spacerów (bo i płatni mordercy bywają romantyczni), zakupów (bo kobiety capo muszą mieć piękne, drogie, markowe ciuchy) i negocjacji pokojowych.

Do najważniejszych filmów, które przedstawiają życie handlarzy narkotyków, należy zaliczyć: Sin tetas no hay paraíso, Rosario Tijeras, El cartel, La guaca, Pasión de gavilanes, Los protegidos, Inversiones ABC, El capo, Las fantásticas.

 

Narko i religia

Sfera religijna jest paradoksalnie bardzo ważna dla handlarzy narkotyków. Jak już wspomniano, otaczają się przedmiotami związanymi z religią katolicką.

Narkoświat ma swojego świętego Jesúsa Malverde, który był postacią historyczną – żył na przełomie XIX i XX wieku, co potwierdzono całkiem niedawno. Legenda powstała, kiedy capo Julio Escalante zażądał, aby ukarano jego syna, Raymunda, śmiercią za to, że działał bez jego wiedzy. Raymundo postrzelono w głowę, a jego ciało wrzucono do morza. Właśnie wtedy zaczął modlić się do Malverde i został uratowany przez rybaka. Był to więc pierwszy cud Jesúsa Malverde. Sam bohater miał, według podań, pomagać biednym, ukrywając się w górach i okradając bogatych. Jego nazwisko jest jednocześnie przydomkiem – jednym z ważnych elementów narkokultury. Jak wyjaśnia historyk, Wilfrido Ibarra[15], łączy ono dwa słowa: „mal” (zły) i „verde” (zielony), ponieważ Jesús ukrywał się na polach kukurydzy. W różnych częściach Meksyku i Kolumbii rozproszone są kaplice, w których oddaje się cześć temu świętemu. W centrum znajduje się popiersie lub figura Malverde: czarne włosy, charakterystyczny wąsik i biała marynarka. Wokół dużo kwiatów, zdjęć i tabliczek z podziękowaniami, właściwie całe ściany zapełniają podziękowania w stylu: „Dziękuję Bogu i Malverde za otrzymane łaski. Fernando Armenta Varela z rodziną”[16]. W „świątyni” panuje półmrok, palą się rzędy świec, które przynieśli wierni: „Pamiętam, jak zatrzymywaliśmy się z rodzicami przy kaplicy Malverde, aby się tam pomodlić. Mama zapalała trzy świeczki – za każdego z nas – i klękała, żeby się pomodlić. Była tam jeszcze chyba woda święcona, bo pamiętam jak przez mgłę, że czyniła mi jakiś znak na czole”[17]. W tle często rozbrzmiewa muzyka mariachi, wynajętych przez wiernych, którzy chcą podziękować za wysłuchanie modlitw. Wymowną formą czci oddawanej świętemu jest stworzenie marki piwa Jesús Malverde.

Drugą formą kultu praktykowaną głównie przez handlarzy narkotyków, ale nie tylko, jest oddawanie czci Świętej Śmierci (Santa Muerte). Kultura Meksyku już od czasów prekolumbijskich charakteryzuje się specyficznym podejściem do śmierci, która była traktowana jak naturalna kolej rzeczy, element cyklu[18]. Ma to związek z dawnymi zwyczajami kultur náhuatl i Majów. Hiszpańscy konkwistadorzy i ewangelizatorzy nie mogli pojąć, dlaczego składano ludzi w ofierze bogom, wyciągając bijące serce nożem z obsydianu. Nie rozumieli również, dlaczego ciała te spożywano później w domach. Byli przerażeni i zarazem obrzydzeni tym, co ujrzeli. Zadawanie śmierci i umieranie miały jednak bardzo głęboki wymiar religijny, czego bardzo długo nie pojmowano. Jak wyjaśnia badacz Alfredo López Austin[19], istnienie ludzi-bogów składanych w ofierze zapewniało krążenie boskiej substancji pomiędzy niebem i ziemią. Fray Bernardino de Sahagún[20], nazywany pierwszym antropologiem Meksyku, opisywał różne inne zwyczaje, jak na przykład karmienie zmarłych, zostawianie im jedzenia i przekonanie o ich obecności w życiu żywych. Niektórzy trzymali spopielone szczątki w domach (do tych zwyczajów w innych krajach Latynoameryki nawiązuje García Márquez w Stu latach samotności czy Allende w Domu duchów). Ślady tych obrzędów znajdujemy we współczesnej obyczajowości, w obrzędach związanych z Dniem Zadusznym, kiedy to przygotowuje się ołtarzyki ze zdjęciami zmarłych i stawia się przed nimi ulubione potrawy tych, którzy odeszli. Mitologia związana ze światem zmarłych była również bardzo rozbudowana. Krainą zmarłych, Mictlanem, zarządzała para bogów Mictlantecuhtli i Mictecacihuatl, którzy, podobnie jak pozostali z panteonu, mieli swoje świątynie, w których zwracano się o ich pomoc, poszukiwano mocy śmierci[21]. To dla nich zawieszano rzędy czaszek, tzw. Tzompantli, zdobiące świątynie (były to czaszki tych, których wcześniej złożono w ofierze). Czaszka jest również jednym z ważnych symboli pojawiających się w dawnych kodeksach.

Można więc powiedzieć, że kult śmierci jest bardzo głęboko wpisany w meksykańską rzeczywistość i nie budzi lęku – dzieci oswajane są z przedstawieniami śmierci, zjadają czekoladowe trupie czaszki czy słodkich truposzy. Kult Świętej Śmierci trafia więc na podatny grunt, przy czym, wbrew obrzędowości nawiązującej wyraźnie do katolicyzmu, zbliża się bardziej do sekt satanistycznych.

Święta Śmierć przedstawiana jest jako kościotrup okryty szatą, trzymający kosę, ale w przekonaniu wiernych nie jest to ani kobieta, ani siła, jak zaznaczają autorzy studium El culto a la Santa Muerte: une studio descriptivo[22], lecz pojęcie abstrakcyjne. Początki tego kultu wyznacza się na rok 1965 i miasto Hidalgo. Aktualnie kult ten rozpowszechniony jest również w innych stanach. Dniem przypisanym Świętej Śmierci jest 15 sierpnia. Budowane są dla niej kaplice i ołtarzyki w domach, jej wizerunki noszone są w formie medalików, szkaplerzy bądź tatuaży. W tych miejscach kultu muszą być zawsze zapalone świece i pozostawiony kawałek chleba. Santa Muerte przyjmuje prośby dobre i złe. Jej wyznawcy zwracają się do niej, prosząc o zdrowie, szczęście, powodzenie, ale także o właściwe pokierowanie kulą, tak aby dosięgła ofiary. Początkowo wiązano ten kult ze środowiskami przestępczymi, ale teraz profil wyznawców jest bardzo zróżnicowany. Są wśród nich i katolicy, którzy nie widzą sprzeczności w praktykowaniu obu typów obrzędów.

Co ciekawe, w modlitwach należy się do niej zwracać czule, niczym do wybranki serca, na przykład: „Piękna”, „Biała Panienko”, „Pani” itp., co wyraźnie nawiązuje do retoryki maryjnej. Mówi się o dwóch milionach wyznawców. Jest to, zdaniem Homera Aridjisa, grupa wyraźnie podzielona na dwa obozy: „Ludzi, którzy proszą o łaski lub cuda, aby otrzymać pracę, zdrowie lub jedzenie, oraz ludzi posiadających władzę ekonomiczną, polityczną lub kryminalną, którzy – co ciekawe – pragną zemsty lub śmierci”[23]. Zdaniem José Marii Infante dla handlarzy narkotyków to bóstwo idealne, ponieważ ich codzienność to ciągłe ścieranie się życia i śmierci[24]. Święta Śmierć chroni, wspiera i daje moc, ciemną, mroczną, której potrzebują. To brakujący element mozaiki narkoświata, jego ideologiczna podbudowa. Kult rozpowszechnił się również w więzieniach, na przykład w Reclusorio Norte, w którym większość przetrzymywanych ma wytatuowane wizerunki Santa Muerte. Warto zauważyć, że wśród ideologów najważniejszą osobą jest David Romo, który w 2012 roku został skazany na sześćdziesiąt sześć lat więzienia. Biała Panienka przyjmuje ofiary w postacie kwiatów, świec, ale także napoje alkoholowe, papierosy, marihuanę.

Kościół Katolicki jednoznacznie potępia tę sektę, podkreślając, że Chrystus pokonał śmierć, dlatego nazywanie jej świętą jest sprzeczne z religijnymi dogmatami[25].

 



[1]              Subsecretaría de Prevención y Participación Ciudadana. Dirección General de Prevención del Delito y Participación Ciudadana, Jóvenes y Narcocultura, 2010, s. 3, http://www.ssp.gob.mx/portalWebApp/ShowBinary?nodeId=/BEA%20Repository/1214169//archivo (dostęp: 8.07.2013).

[2]              O. Rincón, Todos llevamos un narco adentro. Un ensayo sobre la narco/cultura como modo de entrada a la modernidad, 2012 (artykuł niepublikowany, udostępniony przez autora).

[3]              Ibidem.

[4]              G. Maihold, R.M. Sauter de Maihold, Capos, reinas y santos – la narcocultura en México, „iMex. México Interdisciplinario, Interdisciplinary Mexico”, 2 (2012), nr 3, zima, http://www.imex-revista.com/imex-revista-ediciones/tercera/maihold.html (dostęp: 13.09.2013).

[5]              O. Rincón, Narco.estética y narco.cultura en Narco.olombia, „Nueva Sociedad” 2009, nr 222, lipiec–sierpień (www.nuso.org), s. 151.

[6]              Ibidem.

[7]              Ibidem.

[8]              E. Méndez-Sáinz, De anti-lugares, o la difusión de la narco arquitectura en Culiacán, „URBS Revista de Estudios Urbanos y Ciencias Sociales”, vol. 2, s. 44–45.

[9]              Bienvenido al Museo del Narco de México, http://www.rtve.es/noticias/20080509/bienvenido-museo-del-narco-mexico/48890.shtml (dostęp: 11.09.2013).

[10]             G. Maihold, R.M. Sauter de Maihold, op. cit.

[11]             O. Rincón, op. cit., s. 160.

[12]             J. Sistiaga, dokument Narcoméxico. Corrido para un degollado, wyprodukowany przez Noticias Cuatro, 2008.

[13]             Ibidem.

[14]             Ibidem.

[15]             Film dokumentalny Signos de los tiempos – Malverde, wyprodukowany przez telewizję Once TV Mexico.

[16]             Ibidem.

[17]             Rozmowa z pragnącym zachować anonimowość mieszkańcem regionu Sinaloa.

[18]             P. Araujo, A. Sandra, M. Barbosa Ramírez, S. Galván Falcón, A. García Ortiz, C. Uribe Ordaz, El culto a la Santa Muerte: un estudio descriptivo, http://www.udlondres.com/revista_psicologia/articulos/stamuerte.htm (dostęp: 13.09.2013).

[19]             M. Kolankowska, Koncepcja śmierci w kulturze azteckiej, [w:] Problemy współczesnej tanatologii, Wrocław 2003.

[20]                    [20] B. de Sahagún, Rzecz z dziejów Nowej Hiszpanii. Księgi I, II, III, przeł. K. Baraniecka, M. Leszczyńska, Kęty 2007, s. 258–265.

[21]             P. Araujo, A. Sandra, M. Barbosa Ramírez, S. Galván Falcón, A. García Ortiz, C. Uribe Ordaz, op. cit.

[22]             Ibidem.

[23]             Ibidem.

[24]             Ibidem.

[25]             La Santa Muerte en México, „Red Iberoamericana de Estudios de las Sectas”, 3.11.2009, http://infocatolica.com/blog/infories.php/0911030930-la-santa-muerte-en-mexico-del (dostęp: 13.09.2013).

Małgorzata Kolankowska

Narkoświat (cz. 1)

Biała koszula, levisy, gruby łańcuch, kilka złotych pierścieni z brylantami, buty ze strusiej skóry, włosy zaczesane do tyłu połyskujące od brylantyny, pozłacany rewolwer. Film? Nie. To typowe gadżety meksykańskich agricultores (rolników), czyli tych, którzy na co dzień zajmują się handlem narkotykami. Kim są? Skąd się wzięli? Dlaczego dzisiaj używa się pojęć NarcoMéxico i NarColombia?

Narkokultura

Hiszpański termin narcocultura nie został jeszcze wprowadzony do słownika Królewskiej Akademii Hiszpańskiej, ale wszedł już na stałe do języka powszechnego. W raporcie opublikowanym w 2010 roku w Meksyku przez Generalną Dyrekcję ds. Zapobiegania Przestępstwom i Zaangażowania Obywatelskiego czytamy, że jest to zjawisko związane z konstruowaniem pewnej tożsamości, opartej na manifestacji władzy i pieniędzy, widoczne zarówno w sferze sacrum, jak i profanum; dla niektórych (a może, jak postaram się pokazać w dalszej części, dla większości) stało się ono formą życia[1]. Wbrew pozorom, jak twierdzi kolumbijski eseista i wykładowca akademicki Omar Rincón[2], to zjawisko nie dotyczy jedynie osób bezpośrednio zaangażowanych w przemyt narkotyków, lecz dotyka całego społeczeństwa, ponieważ głęboko przeniknęło do świadomości społecznej zarówno Meksyku, jak i Kolumbii: „Jestem Kolumbijczykiem i nigdy nie byłem handlarzem narkotyków, ale czuję się częścią kultury narco”, dodaje. Latynoski dziennikarz podkreśla, że początkowo był to fenomen dotyczący głównie biednych i brzydkich, teraz stał się domeną bogatych i pięknych. Narkokultura rozprzestrzeniła się na całą Latynoamerykę, a w szczególności na Meksyk, stopniowa „kolumbizacja” obu tych obszarów stała się, zdaniem Rincóna, jednym z elementów unifikujących tę część świata: „Dlatego twierdzę, że wszyscy nosimy w sobie narco, co nie oznacza, że jesteśmy narcos: nie handlujemy narkotykami ani ich nie bierzemy, jedynie żyjemy w kulturach, w których sposoby myślenia, działania, marzenia o czymś, rozumienia i komunikowania przyjmują formę narco: każdą ustawę można kupić, wszystkie chwyty są dozwolone, aby podnieść swój status społeczny, szczęście oznacza teraz, że sukces należy pokazać poprzez konsumpcję, prawo jest dobre, jeśli mi służy, konsumpcja motywuje władzę, religia jest dobra, jeżeli chroni, moralność usprawiedliwia, bo nie mamy innej możliwości, aby istnieć na tym świecie”[3].

Świat handlarzy opiera się na walce o przetrwanie, a to główna cecha społeczeństw „wykluczonych”; to łatwa droga do bogactwa, do innego życia, rozrywki, pieniędzy, do których wielu przez lata nie miało dostępu z racji miejsca, jakie zajmowali w hierarchii społecznej.

Narko daje możliwość wybicia się, wyrwania z biedy, miernoty, często postrzegany jest jako świat z bajki, gdzie biedny staje się bogatym i mści się na tych, którzy go poniżali, i sam narzuca reguły gry.

Zdaniem Günthera Maiholda i Rosy Marii Sauter de Maihold[4] narkokultura łączy w sobie elementy kultury popularnej, kontrkultury oraz postkultury. Wyrasta z modernizmu, ale posiada również cechy premodernizmu i postmodernizmu. Jest zatem tworem eklektycznym, wewnętrznie sprzecznym, ale też interesującym z kulturoznawczego punktu widzenia.

Narkoestetyka

Narko to nie tylko sposób na życie, to również specyficzna estetyka. O przynależności do narkoświata świadczą przede wszystkim pieniądze, ale te pieniądze muszą być widoczne – to jest tak, jak opowiada mi (pragnący zachować anonimowość) znajomy, który wychował się w samym sercu regionu Sinaloa: że przejeżdża samochód i ty już wiesz, do kogo należy. Mijasz zwyczajne domy i za miastem widzisz pałace, i wiesz, do kogo należą. To nie jest zwykłe bogactwo, to jest „ociekanie” bogactwem, epatowanie bogactwem, podniesienie bezguścia do rangi sztuki, a wszystko opiera się, jak pisze Rincón, na zamiłowaniu do przesady: „I czym jest narkoestetyka? Jej podstawą jest przesada, składa się na nią to, co wielkie, głośne, wyzywające. To estetyka przedmiotów i architektury, szkaplerz i Najświętsza Panienka, muzyka non stop i na full, posrebrzana narco.toyota, pieniężny ekshibicjonizm. Reasumując, «zamiłowanie do przepychu, dużych objętości, chwalenie się przedmiotami [...]. Władza oparta na chełpieniu się»”[5]. Rincón wymienia za Alonsem Salazarem trzy kluczowe elementy: „dobry wygląd, dobry lakier, dobra laska”[6], a to z kolei przekłada się na łączenie stylów i epok: meble z czasów Ludwika XIV, figurki Buddy, porcelanowe bibeloty, jednym słowem pomieszanie z poplątaniem. Abad Faciolince uważa, że społeczeństwo kolumbijskie, obok narkoestetyki, charakteryzuje również la sicaresca, czyli nowa forma narracji, którą cechuje obecność sicarios (płatnych morderców), okrucieństwo i zamiłowanie do przesady[7]. To najczęściej powieść, zawierająca krwiste opisy brutalnych egzekucji, wymyślnych tortur, której bohaterowie nie mają żadnych skrupułów.

Wpływ estetyki narko zaznaczył się bardzo wyraźnie w architekturze. Szef mafii nie może mieszkać w zwykłym mieszkaniu – z daleka musi być widać, że tu mieszka nie byle kto. Domy czy raczej hacjendy budowane są na przedmieściach. Zgodnie z niepisaną zasadą tam nikt się nie bije, ponieważ wszystkie porachunki załatwiane są w terenie. Miejsce zamieszkania musi być odpowiednio duże, tak aby można było w nim swobodnie organizować rauty, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz.

Obecność handlarzy narkotyków w pewnych regionach wpływa również, zdaniem Eloya Mendeza Sainza[8], na ich społeczne postrzeganie. Złe doświadczenia, morderstwa, porwania, okrucieństwo sprawiają, że miejsce przekształca się w nie-miejsce czy anty-miejsce, ponieważ tradycyjne dobre relacje, przywiązanie do miejsca i poczucie przynależności, w rozumieniu Yi-Fu Tuana, Aldo Rossi czy Marka Augé, zostają zaburzone. To przestrzenie, po których trzeba umieć się poruszać, i przestrzenie, do których się przyzwyczaja. Mój anonimowy rozmówca z Sinaloa mówi, że to uczucie można porównać do przebywania w oku cyklonu: „Widzisz, że wszystko wokół ciebie wiruje, wiatr zrywa dachy, ludzie krzyczą, ale w miejscu, w którym stoisz, panuje niezwykła cisza i spokój. To niesamowite uczucie. Nie wiesz, co wydarzy się za chwilę. Wiesz, że wokoło rozgrywa się dramat i jednocześnie nie możesz nic zrobić. Żyjesz jak gdyby nigdy nic, ale masz to gdzieś zakodowane w głowie”.

Z drugiej strony handlarze narkotyków często sponsorują budowy kościołów, centrów handlowych, co wpisuje się w schemat Janosika czy Robin Hooda: zdobywa pieniądze w nielegalny sposób, ale potrafi przeznaczyć je na szlachetne cele.

Narko widoczne jest również na ulicach w postaci graffiti. To jedna z form komunikowania, o których mowa w dalszej części artykułu. W mieście Meksyk, poza strefą turystyczną, na jednym z ogrodzeń znajduje się ogromny fresk pt. Mur nieobecnych, przedstawiający rzędy ludzi, pomiędzy którymi przejeżdża zaprzęg z Chrystusem, ciągniony przez lwy. To hołd złożony ofiarom mafii, ale tak naprawdę gloryfikujący handlarzy narkotyków, ponieważ został wykonany na zlecenie rodzin osób powiązanych ze środowiskami mafijnymi. Takich fresków jest w Meksyku więcej. Najczęściej uwieczniane są na nich twarze tych, którzy zostali zabici lub zamordowani, ale nie są to niewinne ofiary. Jak zaznacza Jon Sistiaga w swoim dokumencie, takie obrazy wpływają negatywnie na wyobraźnię młodych ludzi, którzy spacerują codziennie tymi ulicami. Budzi się w nich chęć naśladowania tych, którzy zostali uwiecznieni w formie graffiti, a to „źli podniesieni do rangi bohaterów”. To swoista forma kultu śmierci.

Narkoestetyka to również pewien styl ubierania się i uczesania. Mężczyźni przeważnie mają krótkie włosy lub półdługie i „przylizane” do tyłu. Noszą białe koszule, drogie garnitury. Często kamizelki. Bardzo ważne są gadżety: łańcuchy, bransoletki, sygnety, wyszukane i zawsze lśniące buty, broń – ta również nie byle jaka: posrebrzana, pozłacana, z inkrustacjami, srebrnymi kulami; ukryta w tradycyjnej kaburze lub w Biblii oraz „wypasiona” komórka, ozdobiona diamentami, złotem lub srebrem. W Meksyku, przy Sekretariacie ds. Bezpieczeństwa, od 1985 roku działa, zamknięte dla zwiedzających, Museo del Narco, w którym zgromadzono pokaźną kolekcję broni oraz innych gadżetów zabranych aresztowanym handlarzom narkotyków. Pozłacane rączki, płaskorzeźby w złocie, zdobiące rewolwery czy pistolety, to – zdaniem cytowanego w reportażu telewizyjnym[9] Laureana Carrillo – manifestacja siły i władzy mafiosa. Günter Maihold i Rosa Maria Sauter de Maihold dodają, że jest to „estetyka władzy, opartej na materialnych i symbolicznych środkach, które są w ich posiadaniu; to komunikat o bezkarności, byciu ponad prawem i zdolności narzucania swojej woli i swojej wizji sprawiedliwości”[10].

Kobiety w świecie narko muszą być przede wszystkim młode i, jak to bywa w kulturze macho, najlepiej, aby były dziewicami. Defloracja ma w męskim świecie narko dużą wartość. Kobieta przypominać powinna lalkę Barbie: szczupła, zgrabna, z długimi włosami, którymi kusi płeć przeciwną. Ale kluczem do jej sukcesu są piersi. Kult biustu przekroczył w Latynoameryce granice zdrowego rozsądku, czego dowodem jest jeden z najpopularniejszych filmów Sin tetas no hayparaíso (Bez cycków nie ma raju), w którym główna bohaterka cierpi z powodu małych piersi i jest gotowa zrobić wszystko, aby zdobyć pieniądze na zabieg plastyczny. Rincón pisze o kolumbijskiej obsesji na punkcie silikonu i mówi wręcz o tetavisión, czyli cyckotelewizji[11].

Innym typem postaci kobiecej jest kobieta-capo, jak w przypadku Królowej Południa, Teresa Mendoza, która z kobiety uległej stała się tą, która rozdawała karty najważniejszym mafiosom. To zaprzeczenie Kopciuszka, przykład modliszki, stojącej w opozycji do cukierkowych uległych lalek. W ten sam model wpisuje się również Rosario Tijeras.

Narko.tv

Świat narko lubi się lansować, pokazywać, błyszczeć. Strategie piarowe są niezwykle ważne. Media niejednokrotnie stają się formą komunikowania się pomiędzy poszczególnymi kartelami bądź pomiędzy mafią a ofiarami czy rodzinami ofiar. W tym miejscu należy bardzo wyraźnie rozgraniczyć filmy, a w szczególności telenowele, oparte na historiach często pisanych pod dyktando bossów, oraz materiały dziennikarskie, będące wynikiem szantażu. W dokumencie hiszpańskiego reportera Jona Sistiagi[12] pt. Narcoméxico podkreśla się wielokrotnie, że redakcje są nagabywane przez środowiska mafijne, zastraszane i zmuszane do publikowania określonych materiałów. Zdjęcia ciał z obciętymi głowami czy kończynami powinny być z góry odrzucone przez redaktora naczelnego ze względu na naruszenie godności ludzkiej, niemniej jednak pojawiają się często na pierwszej stronie dlatego, że dziennikarze zostali do tego zmuszeni. Mafii zależy na takich obrazach, bo jest to rodzaj darmowej reklamy, komunikat dla innego kartelu. Jon Sistiaga mówi wręcz o semiotyce narko, w której odcięte członki czy poderżnięte gardło niosą konkretny przekaz; na przykład tak zwany „kolumbijski krawat” (język wyciągnięty przez przeciętą tchawicę) u denata to znak, że został ukarany za zdradę, okazał się chivato. Ernesto López Portillo z meksykańskiego Instytutu ds. Demokracji i Bezpieczeństwa twierdzi, że „mamy do czynienia z przekształcaniem przemocy w widowisko”[13], a tym samym staje się ona „narzędziem służącym do wywoływania strachu u przeciwników”. Luis Astorga z Katedry UNESCO ds. Handlu Narkotykami uważa, że w narkoświecie „nie wystarczy zabić, trzeba poćwiartować ciało, aby zostawić informację, że jest się najgorszym z najgorszych na tym świecie”[14]. Przesyłki w postaci odciętych palców w przypadku porwanych to sygnał, że porwany żyje, ale jego dni są policzone. W powieści Rosario Tijeras Jorge Ramosa tytułowa bohaterka nosi przydomek Tijeras, czyli nożyczki, ponieważ mści się na mężczyznach, obcinając im przyrodzenie tymi narzędziami. Okaleczenie ciała jest komunikatem: „nigdy więcej nikogo nie przerżniesz, nie skrzywdzisz żadnej kobiety”. Narkoświat wykorzystuje media tradycyjne, Internet, „wrzucając” filmy na YouTube, ale także uliczne graffiti.

Z drugiej strony mamy do czynienia z serialami, które kreują ambiwalentny obraz handlarzy narkotyków. Świat przedstawiony nawiązuje do stylistyki baśniowej, w której zaznacza się podział na dobrych i złych, ale nie jest on zgodny z etycznymi wyznacznikami dobra i zła. W skrócie można by powiedzieć, że zawsze są co najmniej dwaj książęta i jedna księżniczka, co naturalnie wiąże się z rywalizacją pomiędzy nimi. Zanim dama stanie się damą, jest kopciuszkiem, najczęściej naiwnym i bogobojnym dziewczątkiem. Kopciuszek zakochuje się bez pamięci, ale dopiero po czasie dociera do niego, że książę tylko dla niej ma piękną twarz, a w środku skrywa bestię. Książę, czyli capo, szef mafii, zwykle powala urodą, często ma również seksowny głos i lekki trzydniowy zarost, całuje długo i słodko, a zabija bez mrugnięcia okiem i oczywiście jest boski w łóżku. To, że kocha jedną, nie oznacza, że nie ma innych, które grzeją mu łoże. Capo ma jedną słabość – matkę. Każdy mafioso kocha i szanuje matkę, co – jak się przypuszcza – należy wiązać z kultem maryjnym i szczególnym miejscem Matki Boskiej w kulturze latynoamerykańskiej. Dla rodzicielki jest dobry, przynosi jej pieniądze, pomaga, ale nie przyjmuje krytyki. Bardzo często postrzegany jest trochę jak Robin Hood, bo ma gest – lubi być szarmancki i potrafi być szczodry dla biednych, dlatego w ocenie społecznej nie zawsze jest odbierany negatywnie.

Niezwykle ważnym elementem życia w kręgu narko jest religia. Handlarze narkotyków zazwyczaj afiszują się ze swoją religijnością, zakładając duże krzyże lub medaliki z wizerunkami świętych. W przypadku Meksyku często pojawiają się ołtarzyki i świece, które zapalane są na przykład w momencie zapowiedzi zemsty, gdy bohater przyrzeka przed zdjęciem bliskiej osoby, że odnajdzie zabójcę.

Capo nigdy nie jest sam, ma grono zaufanych ludzi, przeważnie płatnych morderców. Nie znosi sprzeciwu, braku lojalności, samowolki. Głównymi tematami przedstawionymi w serialach są: porwania, morderstwa, gwałty, prostytucja, wojny karteli narkotykowych, przemyt. W tle zwykle pojawia się policja, z wyraźnie zarysowanym bohaterem, który nie zawsze jest czysty i niejednokrotnie działa niezgodnie z literą prawa.

Filmy pokazują również rezydencje oraz lokale objęte przez mafię. Najważniejsze rzeczy dzieją się, gdy jest ciemno. Bohaterowie najczęściej działają pod osłoną nocy; to czas, który sprzyja ich przestępczej działalności, rozgrywkom itp. Dzień zarezerwowany jest dla przyjemności, igraszek w łóżku, spacerów (bo i płatni mordercy bywają romantyczni), zakupów (bo kobiety capo muszą mieć piękne, drogie, markowe ciuchy) i negocjacji pokojowych.

Do najważniejszych filmów, które przedstawiają życie handlarzy narkotyków, należy zaliczyć: Sin tetas no hay paraíso, Rosario Tijeras, El cartel, La guaca, Pasión de gavilanes, Los protegidos, Inversiones ABC, El capo, Las fantásticas.

 

Narko i religia

Sfera religijna jest paradoksalnie bardzo ważna dla handlarzy narkotyków. Jak już wspomniano, otaczają się przedmiotami związanymi z religią katolicką.

Narkoświat ma swojego świętego Jesúsa Malverde, który był postacią historyczną – żył na przełomie XIX i XX wieku, co potwierdzono całkiem niedawno. Legenda powstała, kiedy capo Julio Escalante zażądał, aby ukarano jego syna, Raymunda, śmiercią za to, że działał bez jego wiedzy. Raymundo postrzelono w głowę, a jego ciało wrzucono do morza. Właśnie wtedy zaczął modlić się do Malverde i został uratowany przez rybaka. Był to więc pierwszy cud Jesúsa Malverde. Sam bohater miał, według podań, pomagać biednym, ukrywając się w górach i okradając bogatych. Jego nazwisko jest jednocześnie przydomkiem – jednym z ważnych elementów narkokultury. Jak wyjaśnia historyk, Wilfrido Ibarra[15], łączy ono dwa słowa: „mal” (zły) i „verde” (zielony), ponieważ Jesús ukrywał się na polach kukurydzy. W różnych częściach Meksyku i Kolumbii rozproszone są kaplice, w których oddaje się cześć temu świętemu. W centrum znajduje się popiersie lub figura Malverde: czarne włosy, charakterystyczny wąsik i biała marynarka. Wokół dużo kwiatów, zdjęć i tabliczek z podziękowaniami, właściwie całe ściany zapełniają podziękowania w stylu: „Dziękuję Bogu i Malverde za otrzymane łaski. Fernando Armenta Varela z rodziną”[16]. W „świątyni” panuje półmrok, palą się rzędy świec, które przynieśli wierni: „Pamiętam, jak zatrzymywaliśmy się z rodzicami przy kaplicy Malverde, aby się tam pomodlić. Mama zapalała trzy świeczki – za każdego z nas – i klękała, żeby się pomodlić. Była tam jeszcze chyba woda święcona, bo pamiętam jak przez mgłę, że czyniła mi jakiś znak na czole”[17]. W tle często rozbrzmiewa muzyka mariachi, wynajętych przez wiernych, którzy chcą podziękować za wysłuchanie modlitw. Wymowną formą czci oddawanej świętemu jest stworzenie marki piwa Jesús Malverde.

Drugą formą kultu praktykowaną głównie przez handlarzy narkotyków, ale nie tylko, jest oddawanie czci Świętej Śmierci (Santa Muerte). Kultura Meksyku już od czasów prekolumbijskich charakteryzuje się specyficznym podejściem do śmierci, która była traktowana jak naturalna kolej rzeczy, element cyklu[18]. Ma to związek z dawnymi zwyczajami kultur náhuatl i Majów. Hiszpańscy konkwistadorzy i ewangelizatorzy nie mogli pojąć, dlaczego składano ludzi w ofierze bogom, wyciągając bijące serce nożem z obsydianu. Nie rozumieli również, dlaczego ciała te spożywano później w domach. Byli przerażeni i zarazem obrzydzeni tym, co ujrzeli. Zadawanie śmierci i umieranie miały jednak bardzo głęboki wymiar religijny, czego bardzo długo nie pojmowano. Jak wyjaśnia badacz Alfredo López Austin[19], istnienie ludzi-bogów składanych w ofierze zapewniało krążenie boskiej substancji pomiędzy niebem i ziemią. Fray Bernardino de Sahagún[20], nazywany pierwszym antropologiem Meksyku, opisywał różne inne zwyczaje, jak na przykład karmienie zmarłych, zostawianie im jedzenia i przekonanie o ich obecności w życiu żywych. Niektórzy trzymali spopielone szczątki w domach (do tych zwyczajów w innych krajach Latynoameryki nawiązuje García Márquez w Stu latach samotności czy Allende w Domu duchów). Ślady tych obrzędów znajdujemy we współczesnej obyczajowości, w obrzędach związanych z Dniem Zadusznym, kiedy to przygotowuje się ołtarzyki ze zdjęciami zmarłych i stawia się przed nimi ulubione potrawy tych, którzy odeszli. Mitologia związana ze światem zmarłych była również bardzo rozbudowana. Krainą zmarłych, Mictlanem, zarządzała para bogów Mictlantecuhtli i Mictecacihuatl, którzy, podobnie jak pozostali z panteonu, mieli swoje świątynie, w których zwracano się o ich pomoc, poszukiwano mocy śmierci[21]. To dla nich zawieszano rzędy czaszek, tzw. Tzompantli, zdobiące świątynie (były to czaszki tych, których wcześniej złożono w ofierze). Czaszka jest również jednym z ważnych symboli pojawiających się w dawnych kodeksach.

Można więc powiedzieć, że kult śmierci jest bardzo głęboko wpisany w meksykańską rzeczywistość i nie budzi lęku – dzieci oswajane są z przedstawieniami śmierci, zjadają czekoladowe trupie czaszki czy słodkich truposzy. Kult Świętej Śmierci trafia więc na podatny grunt, przy czym, wbrew obrzędowości nawiązującej wyraźnie do katolicyzmu, zbliża się bardziej do sekt satanistycznych.

Święta Śmierć przedstawiana jest jako kościotrup okryty szatą, trzymający kosę, ale w przekonaniu wiernych nie jest to ani kobieta, ani siła, jak zaznaczają autorzy studium El culto a la Santa Muerte: une studio descriptivo[22], lecz pojęcie abstrakcyjne. Początki tego kultu wyznacza się na rok 1965 i miasto Hidalgo. Aktualnie kult ten rozpowszechniony jest również w innych stanach. Dniem przypisanym Świętej Śmierci jest 15 sierpnia. Budowane są dla niej kaplice i ołtarzyki w domach, jej wizerunki noszone są w formie medalików, szkaplerzy bądź tatuaży. W tych miejscach kultu muszą być zawsze zapalone świece i pozostawiony kawałek chleba. Santa Muerte przyjmuje prośby dobre i złe. Jej wyznawcy zwracają się do niej, prosząc o zdrowie, szczęście, powodzenie, ale także o właściwe pokierowanie kulą, tak aby dosięgła ofiary. Początkowo wiązano ten kult ze środowiskami przestępczymi, ale teraz profil wyznawców jest bardzo zróżnicowany. Są wśród nich i katolicy, którzy nie widzą sprzeczności w praktykowaniu obu typów obrzędów.

Co ciekawe, w modlitwach należy się do niej zwracać czule, niczym do wybranki serca, na przykład: „Piękna”, „Biała Panienko”, „Pani” itp., co wyraźnie nawiązuje do retoryki maryjnej. Mówi się o dwóch milionach wyznawców. Jest to, zdaniem Homera Aridjisa, grupa wyraźnie podzielona na dwa obozy: „Ludzi, którzy proszą o łaski lub cuda, aby otrzymać pracę, zdrowie lub jedzenie, oraz ludzi posiadających władzę ekonomiczną, polityczną lub kryminalną, którzy – co ciekawe – pragną zemsty lub śmierci”[23]. Zdaniem José Marii Infante dla handlarzy narkotyków to bóstwo idealne, ponieważ ich codzienność to ciągłe ścieranie się życia i śmierci[24]. Święta Śmierć chroni, wspiera i daje moc, ciemną, mroczną, której potrzebują. To brakujący element mozaiki narkoświata, jego ideologiczna podbudowa. Kult rozpowszechnił się również w więzieniach, na przykład w Reclusorio Norte, w którym większość przetrzymywanych ma wytatuowane wizerunki Santa Muerte. Warto zauważyć, że wśród ideologów najważniejszą osobą jest David Romo, który w 2012 roku został skazany na sześćdziesiąt sześć lat więzienia. Biała Panienka przyjmuje ofiary w postacie kwiatów, świec, ale także napoje alkoholowe, papierosy, marihuanę.

Kościół Katolicki jednoznacznie potępia tę sektę, podkreślając, że Chrystus pokonał śmierć, dlatego nazywanie jej świętą jest sprzeczne z religijnymi dogmatami[25].



[1]              Subsecretaría de Prevención y Participación Ciudadana. Dirección General de Prevención del Delito y Participación Ciudadana, Jóvenes y Narcocultura, 2010, s. 3, http://www.ssp.gob.mx/portalWebApp/ShowBinary?nodeId=/BEA%20Repository/1214169//archivo (dostęp: 8.07.2013).

[2]              O. Rincón, Todos llevamos un narco adentro. Un ensayo sobre la narco/cultura como modo de entrada a la modernidad, 2012 (artykuł niepublikowany, udostępniony przez autora).

[3]              Ibidem.

[4]              G. Maihold, R.M. Sauter de Maihold, Capos, reinas y santos – la narcocultura en México, „iMex. México Interdisciplinario, Interdisciplinary Mexico”, 2 (2012), nr 3, zima, http://www.imex-revista.com/imex-revista-ediciones/tercera/maihold.html (dostęp: 13.09.2013).

[5]              O. Rincón, Narco.estética y narco.cultura en Narco.olombia, „Nueva Sociedad” 2009, nr 222, lipiec–sierpień (www.nuso.org), s. 151.

[6]              Ibidem.

[7]              Ibidem.

[8]              E. Méndez-Sáinz, De anti-lugares, o la difusión de la narco arquitectura en Culiacán,URBS Revista de Estudios Urbanos y Ciencias Sociales”, vol. 2, s. 44–45.

[9]              Bienvenido al Museo del Narco de México, http://www.rtve.es/noticias/20080509/bienvenido-museo-del-narco-mexico/48890.shtml (dostęp: 11.09.2013).

[10]             G. Maihold, R.M. Sauter de Maihold, op. cit.

[11]             O. Rincón, op. cit., s. 160.

[12]             J. Sistiaga, dokument Narcoméxico. Corrido para un degollado, wyprodukowany przez Noticias Cuatro, 2008.

[13]             Ibidem.

[14]             Ibidem.

[15]             Film dokumentalny Signos de los tiempos – Malverde, wyprodukowany przez telewizję Once TV Mexico.

[16]             Ibidem.

[17]             Rozmowa z pragnącym zachować anonimowość mieszkańcem regionu Sinaloa.

[18]             P. Araujo, A. Sandra, M. Barbosa Ramírez, S. Galván Falcón, A. García Ortiz, C. Uribe Ordaz, El culto a la Santa Muerte: un estudio descriptivo, http://www.udlondres.com/revista_psicologia/articulos/stamuerte.htm (dostęp: 13.09.2013).

[19]             M. Kolankowska, Koncepcja śmierci w kulturze azteckiej, [w:] Problemy współczesnej tanatologii, Wrocław 2003.

[20]                    [20] B. de Sahagún, Rzecz z dziejów Nowej Hiszpanii. Księgi I, II, III, przeł. K. Baraniecka, M. Leszczyńska, Kęty 2007, s. 258–265.

[21]             P. Araujo, A. Sandra, M. Barbosa Ramírez, S. Galván Falcón, A. García Ortiz, C. Uribe Ordaz, op. cit.

[22]             Ibidem.

[23]             Ibidem.

[24]             Ibidem.

[25]             La Santa Muerte en México, „Red Iberoamericana de Estudios de las Sectas”, 3.11.2009, http://infocatolica.com/blog/infories.php/0911030930-la-santa-muerte-en-mexico-del (dostęp: 13.09.2013).