porno porno porno izle sex izle

Michał Wolski„Gwiezdne wojny. Część III: Zemsta Sithów” i ciągi dalsze. Zamknięty krąg?

Gdy 30 października 2012 roku przedstawiciele firmy Lucasfilm poinformowali opinię publiczną o jej przejęciu przez koncern Disneya i zapowiedzieli przy tym kolejny epizod Gwiezdnych Wojen, spowodowało to nagły wzrost zainteresowania tematem „gwiezdnej sagi”[1]. Choć jak dotąd niewiele wiadomo o nowej części, wielbiciele tego typu rozrywki z napięciem czekają na kolejne doniesienia odnośnie do scenariusza, obsady czy osoby reżysera. Obok głosów entuzjazmu często pojawiają się też wypowiedzi pełne niepokoju[2]. Twórca i reżyser większości epizodów „gwiezdnej sagi”, George Lucas, wielokrotnie podkreślał w wywiadach, że jego opus magnum zamykać się będzie na sześciu częściach i nie przewiduje ani nie zakłada powstania kolejnych. Historia, którą chciał opowiedzieć, kończyła się na epizodzie trzecim – Zemście Sithów (Revenge of the Sith, reż. G. Lucas, 2005) – filmie wzbudzającym wiele mieszanych odczuć i kontrowersji. Być może warto więc poddać Zemstę… próbie analizy, by – zanim światło dzienne ujrzą kolejne doniesienia na temat nowych epizodów – ustalić, w jakim miejscu zatrzymała się gwiezdnowojenna kinematografia i z jakiego pułapu oczekiwań (i obaw) odbiorców startować będą twórcy kolejnych części.

Katarzyna Kaczor i Jerzy Szyłak w swoim eseju poświęconym Gwiezdnym Wojnom stwierdzili, że daty premier nowej trylogii „wyznaczały moment triumfu i zarazem kresu rewolucji zapoczątkowanej [...] w 1977 roku”[3], z której narodziło się Kino Nowej Przygody. Choć stwierdzenie to wydaje się nieco śmiałe – od 2005 roku nakręcono wszak wiele obrazów realizujących i rozwijających nowoprzygodową konwencję – w pewnym sensie trudno odmówić mu zasadności. Oryginalne Gwiezdne wojny (Star Wars, reż. G. Lucas, 1977) – przemianowane w edycji VHS na Nową nadzieję – uznaje się obok nakręconych w tym samym czasie Bliskich spotkań trzeciego stopnia (Close Encounters of the Third Kind, reż. S. Spielberg, 1977) za pierwsze filmy należące do nurtu Kina Nowej Przygody, które „było propozycją ucieczki od skomplikowanych problemów społecznych, nawarstwiających się od początku lat 60. i znajdujących odbicie także w utworach ekranowych. Było także propozycją ucieczki od dotychczasowych form filmowej rozrywki, skompromitowanych w wyniku ujawnienia ich ideologicznych podtekstów. Przede wszystkim zaś było ucieczką od realizmu [w treści, nie w narracji – przyp. M.W.], od dwustu lat uważanego za uprzywilejowany i najwłaściwszy sposób mówienia o rzeczywistości. Była to ucieczka nie tylko do wyimaginowanych światów, ale i do dobrze znanych konwencji opowiadania, bezpiecznych, bo rozpoznawalnych jako konwencje. A zarazem – nieco paradoksalnie – była to ucieczka od schematycznych rozwiązań stosowanych na mocy przywoływanych konwencji. Oto bowiem oferowano widzowi widowisko, którego bohater pokonywał liczne przeszkody, niepomyślne zdarzenia i hordy przeciwników, wychodząc cało z każdej opresji i nieuchronnie zmierzając do szczęśliwego zakończenia, jakie zapewniała konwencja”[4]. Zgodnie z zamiarem odwoływania się do konwencji filmów telewizyjnych, na których się wychował, reżyser „zaproponował radosną zabawę elementami konwencji, bez jakichkolwiek roszczeń do naukowości czy nawet powagi”[5]. Na fali fascynacji Nową Duchowością powstawać zaczęły natchnione, pełne mitologicznych odniesień filmy przygodowe trafiające do wyobraźni masowego odbiorcy. Lucas, który przed Gwiezdnymi wojnami wyreżyserował przede wszystkim dystopijny film science fiction THX 1138 (1971) i kontestujące Amerykańskie graffiti (American Graffiti, 1973), dzięki Nowej nadziei zasłynął jako wizjoner popkultury, znawca psychiki i potrzeb młodego pokolenia czy wreszcie twórca funkcjonującego do dziś modelu biznesowego, stosowanego przez amerykański przemysł filmowy. Mając tego świadomość i – co więcej – wierząc w prawdziwość i słuszność przypisywanych sobie ról, Lucas zasiadł wpierw do napisania, później nakręcenia nowej trylogii Gwiezdnych Wojen, w tym Zemsty Sithów, mającej spajać nowe filmy z klasyczną trylogią[6].

Pod kątem wykorzystywanych konwencji jest więc Zemsta Sithów bardzo silnie zakorzeniona w najczystszej odmianie Kina Nowej Przygody ze wszystkimi tego konsekwencjami. Film ukazuje wydarzenia fantastyczne, rozgrywające się w nieistniejącej, acz nacechowanej elementami cudowności przestrzeni (tu: galaktyce, w której najnowocześniejsza technologia współistnieje z tradycjonalistycznymi wartościami i mistyczną, na poły magiczną Mocą), prezentowanej jednak za pomocą transparentnej, realistycznej narracji. „Świat przedstawiony na ekranie jest [...] ukazywany z pełną powagą i zaplanowany do ostatniego szczegółu”[7].

Pod kątem fabularnym natomiast obraz ma ukazywać finalny upadek rycerza Jedi, Anakina Skywalkera, jego przejście na ciemną stronę Mocy, widowiskowy pojedynek z dawnym mistrzem i przyjacielem, Obi-Wanem Kenobim, oraz przemianę w znanego z klasycznej trylogii Dartha Vadera. Obok tych wydarzeń istotne jest niejako przygotowanie gruntu pod fabułę kolejnych epizodów (choć chronologicznie wcześniej nakręconych[8]); widz obserwuje więc narodziny Luke’a Skywalkera i Leii Organy, wygnanie mistrza Yody i proklamację Galaktycznego Imperium. Wszystkie te elementy fabuły wynikają z zachowania ciągłości przyczynowo-skutkowej ze starymi epizodami, są więc czymś oczekiwanym przez potencjalnych odbiorców filmu. Obok tego pojawiła się jednak konieczność powiązania oczekiwań wynikających ze znajomości klasycznej trylogii Gwiezdnych Wojen z rozwiązaniami fabularnymi zastosowanymi w poprzednich epizodach nowej trylogii: Mrocznym widmie (The Phantom Menace, reż. G. Lucas, 1999) i Ataku klonów (Attack of the Clones, reż. G. Lucas, 2002). Zagęszczenie akcji zostało więc wymuszone przez konieczność połączenia obu trylogii – starej i nowej – w jedną całość.

Fabuła Zemsty Sithów jest zbudowana na wydarzeniach z poprzednich filmów oraz z szeregu innych tekstów kultury składających się na gwiezdnowojenną franczyzę. Lucasfilm wprowadził w życie imponującą kampanię marketingową, która wykorzystywała fakt, iż zarówno między historiami pokazywanymi w częściach drugiej i trzeciej, jak i między premierami obu filmów mijają trzy lata. Stąd też cała zapowiadana w Ataku klonów tzw. wojna klonów stała się multimedialnym wydarzeniem, które można było śledzić niemalże w czasie rzeczywistym za pośrednictwem – stylizowanego na dziennik wojenny – portalu HolonetNews.com, a także licznych książek, komiksów, gier komputerowych i seriali animowanych. Stąd też przyjęte przez Lucasa założenie, że ekspozycja postaci w Zemście Sithów jest niepotrzebna. Widz powinien oswoić się już z bohaterami w poprzednich filmach, a ponadto miał z nimi niemal codzienny kontakt za pośrednictwem innych produktów franczyzy. Dlatego film wrzuca nas od razu w zawrotne tempo wydarzeń. Wszystko zaczyna się więc od kosmicznej bitwy nad planetą Coruscant między siłami Republiki i Separatystów, ci drudzy bowiem – dowodzeni przez hrabiego Dooku i generała Grievousa – porwali Kanclerza Palpatine’a. Anakin Skywalker i Obi-Wan Kenobi wyruszają na ratunek i w wywiązującej się walce Skywalker zabija Dooku, obaj płoszą też Grievousa i ratują Kanclerza. Po wygranej bitwie wszyscy wracają na Coruscant, gdzie w uznaniu zasług Anakin zostaje członkiem Rady Jedi; ma w niej reprezentować stanowisko Kanclerza. Równocześnie jednak Rada prosi go, by informował ją o poczynaniach Palpatine’a, co Anakin odczytuje jako akt zdrady. Ponadto dowiaduje się, że jego żona, Padmé, jest w ciąży i zaczynają dręczyć go sny o jej śmierci. Palpatine (znany też jako Darth Sidious) wykorzystuje to i mami Anakina obietnicą ratunku dla Padmé, jeśli ten zgodzi się służyć jemu i zakonowi Sithów. Gdy Obi-Wan odnajduje i zabija Grievousa, członkowie Rady idą aresztować Palpatine’a, ale w ostatniej chwili pojawia się Anakin i ratuje Kanclerza, potwierdzając swoją lojalność wobec niego. Kanclerz wydaje klonom rozkaz 66, który nakazuje im zabić wszystkich Jedi, Anakin zaś rusza ze szturmem na świątynię Jedi. Obi-Wan i mistrz Yoda ratują się z zasadzek i lecą na Coruscant, gdzie Palpatine – już jako Imperator – proklamuje powstanie Galaktycznego Imperium. Yoda postanawia zmierzyć się z Imperatorem, Obi-Wan leci natomiast powstrzymać Anakina, wysłanego na planetę Mustafar celem dobicia ocalałych przywódców Separatystów. Tam Anakin wyżywa się na Padmé, która nie może uwierzyć, że przeszedł na ciemną stronę Mocy, walczy też z Obi-Wanem, który go pokonuje i zostawia na pewną śmierć. Sam natomiast leci ocalić życie Padmé, ta jednak umiera, rodząc bliźniaki. Poparzonego i ledwo żywego Anakina odnajduje Imperator i celem podtrzymania jego życia zakuwa go w czarną zbroję. Obi-Wan i Yoda decydują się ukryć bliźniaki – Luke’a i Leię – i poczekać, aż dorosną i będą w stanie pomóc im obalić Imperium.

Jak widać, w filmie dzieje się dużo, nie wszystko jest logiczne i konsekwentne, wiele rzeczy wynika natomiast z poprzednich filmów, a także komiksów, gier i książek. A co ważniejsze, całość pod względem konstrukcyjnym ma – w zamierzeniach twórców – uwzględniać to, co zdaniem Lucasa jest najważniejsze w Kinie Nowej Przygody: wzorowany na mitach rozwój bohatera.

Lucas nigdy nie krył, że swoją koncepcję przygód bohatera filmowego zaczerpnął z antropologicznych badań Josepha Campbella, autora m.in. istotnej dla współczesnego religioznawstwa (oraz scenopisarstwa) monografii Bohater o tysiącu twarzy. „Star Wars to przede wszystkim opowieść o rodzinie, o wyruszeniu w podróż, o Czasie Przejścia. Tym trudniej ją opowiadać, że jest to opowieść dla dzieci – one są szczególnie wyczulone na fałsz. Lucas mówi, że tworzy Sagę głównie dla siebie, dla zaspokojenia potrzeby podzielenia się tymi przemyśleniami z innymi. Dawne kwestie nie są dziś modne, wartości wyblakły, ale trwają gdzieś w głębi każdego z nas. Mity próbują nam pokazać nasze miejsce w świecie, są pomocne w podróży, dzięki nim łatwiej jest odnaleźć własną tożsamość. Przypominają nam też, że jesteśmy częścią większej całości, a jej dobro jest naszym. Każdy może być bohaterem”[9]. By w możliwie najpełniejszy sposób uwiarygodnić motywację postaci, Lucas zadbał o odpowiednie zaplecze psychologiczne i mitologiczne, konstruując fabułę „gwiezdnej sagi” w oparciu o teorię monomitu Campbella. „Lucas i Campbell zaprzyjaźnili się, kiedy filmowiec, w poczuciu długu, jaki zaciągnął wobec książek Campbella, zaprosił uczonego na pokaz trylogii Gwiezdne Wojny. Campbell rozkoszował się odkrywaniem w pełnych rozmachu współczesnych obrazach, defilujących przez ogromny ekran, starożytnych tematów i wątków mitologicznych. Podczas tych właśnie odwiedzin Joe [...] ze szczególnym ożywieniem mówił o tym, że Lucas «tchnął zupełnie nowego i potężnego ducha» w klasyczną opowieść o bohaterze”[10]. O ile w klasycznej trylogii nie ma problemu z wykrystalizowaniem postaci spełniającej model bohatera opisany przez Campbella, o tyle w późniejszych filmach Lucasa cały mechanizm ulega zatarciu; główny bohater Gwiezdnych Wojen, którym okazuje się grany tu przez Haydena Christensena Anakin Skywalker, ostatecznie przechodzi na ciemną stronę Mocy i staje się Darthem Vaderem, odwracając się od wszystkich, których kochał, i zaprzepaszczając jakąkolwiek szansę na szczęśliwe życie. Wprawdzie Campbell zakładał możliwość przemiany protagonisty w antagonistę wskutek zdrady lub zaprzepaszczenia wyznawanych przez siebie wartości, ale trudno oczekiwać od widzów, że utożsamią się z taką przemianą[11]. Dlatego niejako głównym bohaterem „pozytywnym” Zemsty Sithów jest nie Anakin Skywalker, a – grany przez Ewana McGregora – Obi-Wan Kenobi[12].

Obie role – zarówno Christensena, jak i MacGregora – należy rozpatrywać nie tylko w kontekście ich dotychczasowego dorobku aktorskiego, ale również (czy raczej przede wszystkim) ze względu na miejsce ich bohaterów w fabule Gwiezdnych Wojen. Zemsta Sithów – jak już wiemy – to nie tylko ostatnia część nowej trylogii, ale również swoiste zwieńczenie całej sagi. Niezmiernie istotne w obu granych postaciach – Anakinie i Obi-Wanie – rozwinięcie dotychczasowych charakterystyk i powiązanie ich ze swoimi odpowiednikami w klasycznej trylogii. Mamy więc z jednej strony motywy, które skłoniły Anakina do przejścia na ciemną stronę (lęk przed utratą ukochanej, rozczarowanie postawą Jedi wobec Kanclerza Republiki, urażona ambicja), a z drugiej wydarzenia (zagłada Zakonu Jedi, upadek przyjaciela, powstanie Imperium), które skłoniły Obi-Wana do walki ze swoim dawnym uczniem oraz dobrowolnego wygnania na planetę Tatooine, gdzie miał czuwać nad synem Skywalkera, Lukiem. W wielu scenach mamy do czynienia z chwytami dość jednoznacznie odsyłającymi nas do poprzednich epizodów Gwiezdnych Wojen. Moment pojedynku Anakina i Obi-Wana z hrabią Dooku poprzedza komentarz Kenobiego odnośnie do zapalczywości Skywalkera, będący odniesieniem do ich walki pod koniec Ataku klonów. W tej samej scenie Obi-Wan przyznaje, że „lordowie Sithów to jego specjalność”, czym nawiązuje do pojedynku z Darthem Maulem w Mrocznym widmie. Co więcej, wszystkie działania Kenobiego wynikają ze znanych pobudek (chęci zakończenia wojny i zaprowadzenia pokoju), dzięki którym na przestrzeni nowej trylogii możemy obserwować, jak rozwija się jego spryt i odwaga; od postawy niepozornego i nieco ignoranckiego ucznia z Mrocznego widma rozwija się on w stronę sarkastycznego, ale pogodnego mistrza Jedi w Ataku klonów i tę linię charakterologiczną utrzymuje aż do finalnego konfliktu ze swoim byłym uczniem. Działaniami Anakina kierują – podobnie jak w epizodzie drugim – senne wizje przyszłości, w których umiera jego żona, Padmé; ulega on też ciągle wpływowi Kanclerza Republiki, Palpatine’a. Poddając się temu, co jest od niego niezależne, Skywalker staje się de facto narzędziem w rękach Kanclerza i ciemnej strony Mocy; niezdolność do przyjęcia swojego przeznaczenia sprowadza na niego zagładę. Przed ich przejmującą, efektowną i niezwykle dynamiczną walką na planecie Mustafar obaj byli przyjaciele przeprowadzają krótką rozmowę i, co znamienne, pobudki Obi-Wana są logiczne i konsekwentne, natomiast Anakin sprawia wrażenie, jakby nie do końca wiedział, co mówi (wspomina niemal w jednym zdaniu o ucieczce w bardziej spokojne miejsca, przejęciu władzy w Republice, deklaracji chęci rządzenia Imperium i nienawiści do Jedi, choć nic z tego nie wynika z jego wcześniejszych motywacji). Może to wynikać z faktu, że scena ich rozmowy została napisana jako pierwsza i potem nie do końca wpasowana w resztę scenariusza[13], można jednak na jej podstawie wywnioskować, jaka jest dynamika obu postaci.

Ta dynamika wpływa rzecz jasna na konstrukcję samego filmu, która – podobnie jak Atak klonów – ma kompozycję dwudzielną[14]. W obu przypadkach – a w Zemście Sithów jest to bardziej wyraziste – główne działania związane z odkrywaniem intrygi i posuwaniem fabuły do przodu leżą po stronie Obi-Wana. Anakin natomiast, choć to jego działania de facto rozwiązują akcję, jest bierny, mało dynamiczny i zależny od zewnętrznych uwarunkowań. To Obi-Wan wyrusza w pościg za generałem Grievousem, przywódcą walczących z Republiką Separatystów, to on go zabija i ostatecznie kładzie kres wojnie, by później – gdy rozpoczyna się czystka Jedi – ocalić tych, którzy mogli przeżyć, i odnaleźć byłego ucznia. To on też poświęca się, by do końca życia (o czym wiemy z Nowej nadziei) czuwać nad potomkiem Anakina, Lukiem. Wątek Anakina – o czym już sobie powiedzieliśmy – niemal bezpośrednio prowadzi do jego upadku i jest w dużym stopniu zaaranżowany przez Kanclerza Palpatine’a.

W postaci Obi-Wana – najbardziej klasycznej pod względem konstrukcji bohatera Kina Nowej Przygody – kanalizuje się koncepcja prowadzenia fabuły wynikająca z tagline’u Zemsty Sithów: „The circle is now complete”. Można zauważyć, że w trzeciej części Gwiezdnych Wojen mamy do czynienia z niemal całkowitym odwróceniem kolejności poszczególnych sekwencji znanej z części czwartej. Warto w tym miejscu przypomnieć, według jakiego schematu rozwijała się fabuła Nowej nadziei:

1. Dążenie do ukrycia (księżniczka Leia ukrywa plany Gwiazdy Śmierci w pamięci R2-D2).

2. Ucieczka (R2-D2 i C-3PO uciekają na planetę Tatooine i znajdują schronienie na farmie, na której mieszka Luke Skywalker).

3. Rozpoznanie wroga (księżniczka Leia dowiaduje się, że została pojmana na polecenie Dartha Vadera).

4. Masakra (poszukujący planów szturmowcy mordują załogę Jawów i opiekunów Luke’a: Owena i Beru Larsów).

5. Działanie w tajemnicy (podróż Luke’a i Obi-Wana Kenobiego do Mos Eisley, spotkanie z Hanem Solo).

6. Rozpoznanie dylematów bohaterów (rozmowa na pokładzie „Sokoła Millennium”).

7. Popis pilotażu (Han Solo ucieka przed deszczem asteroid i zestrzeliwuje wrogi myśliwiec).

8. Połknięcie przez „bestię” („Sokół Millennium” zostaje ściągnięty na pokład Gwiazdy Śmierci i bohaterowie muszą walczyć, by z niej uciec).

9. Kosmiczna bitwa (bitwa o Yavin IV, podczas której Luke Skywalker niszczy Gwiazdę Śmierci).

W Zemście Sithów (zwłaszcza w wątku Obi-Wana) mamy do czynienia z dokładnie odwrotnym schematem:

1. Kosmiczna bitwa (bitwa o Coruscant między Republiką a Separatystami).

2. Połknięcie przez „bestię” (przedarcie się Anakina i Obi-Wana na pokładzie „Niewidzialnej Ręki”, okrętu flagowego Separatystów).

3. Popis pilotażu (lądowanie połową „Niewidzialnej Ręki” na powierzchni Coruscant; warto zauważyć, że w tym miejscu zawsze pierwsze skrzypce gra postać drugoplanowa).

4. Rozpoznanie dylematów bohaterów (podejrzenia Obi-Wana odnośnie do Kanclerza i przemożna chęć zakończenia wojny).

5. Działanie w tajemnicy (sekretne lądowanie Obi-Wana na planecie Utapau i pościg za dowodzącym Separatystami generałem Grievousem).

6. Masakra (masakra dzieci w świątyni Jedi dokonana przez Anakina/Vadera, czystka Jedi oraz rzeź przywódców Separatystów na Mustafar).

7. Rozpoznanie wroga (nagranie w świątyni Jedi ujawniające tożsamość Palpatine’a oraz zdradę Anakina, potwierdzoną rozmową i pojedynkiem na Mustafar).

8. Ucieczka (Obi-Wan, Yoda i senator Bail Organa uciekają z Padmé do kliniki na Polis Massa, gdzie kobieta rodzi Luke’a i Leię).

9. Dążenie do ukrycia (Obi-Wan i Bail Organa ukrywają bliźniaki na Tatooine i Alderaanie).

Nietrudno zauważyć, że do pewnego momentu schemat ten jest tożsamy zarówno z działaniami Anakina, jak i Obi-Wana (w punkcie 5. za działanie w tajemnicy można uznać konsultacje Skywalkera z Kanclerzem Palpatine’em), jednak wraz ze zdradą Skywalkera analogie się rozpadają, Anakin zostaje Darthem Vaderem, czyli antagonistą zarówno w Zemście Sithów, jak i całej klasycznej trylogii. Tego typu odwrócenie sekwencji zdarzeń można potraktować jako swego rodzaju próbę odświeżenia formuły proponowanej przez Lucasa, ale znaczenie tego zabiegu może być jeszcze inne. Zemsta Sithów była planowana jako ostatni film „gwiezdnej sagi”. W związku z tym – i zgodnie z postulowaną przez Campbella regułą wiecznego powrotu – część trzecia powinna kończyć się w momencie, w którym zaczyna się część czwarta, stąd też nieco prostolinijne, ale widoczne odwrócenie sekwencji wydarzeń, mające uspójnić wizję całości.

Choć fabuła rozwija się głównie wokół wątku Obi-Wana i Anakina, trzeba wspomnieć jeszcze o innych postaciach pełniących istotną rolę w prezentowanych wydarzeniach. Taką bohaterką jest niewątpliwie Padmé Amidala, żona Anakina pełniąca również obowiązki senatora planety Naboo. W porównaniu do Ataku klonów tutaj ewidentnie ograniczono jej rolę; w większości scen jest bierna i niewiele wnosi do fabuły, pełniąc głównie funkcję interlokutorki innych postaci. To ona komentuje powstanie Imperium, to w rozmowach z nią dowiadujemy się, na czym polegał spisek Sithów oraz jak daleko Anakin zagubił się w ciemnej stronie Mocy, ona też wypowiada przed śmiercią słowa będące w kolejnych częściach idée fixe Luke’a Skywalkera, do końca wierzącego, że w jego ojcu wciąż jest dobro. Jej brak aktywności częściowo tłumaczy fakt, że przez cały film jest ona w ciąży, a wpływa ona na fabułę tak naprawdę jedynie wtedy, gdy – nieświadomie – sprowadza Obi-Wana na Mustafar, gdzie dochodzi do jego konfliktu z Anakinem. Brak innego pomysłu na tę postać (czego najbardziej jaskrawym dowodem jest fakt, iż umiera ona „tracąc wolę życia”[15]) w połączeniu z brakiem zaangażowania odtwórczyni jej roli – Natalie Portman – doprowadził do tego, że w zasadzie żadna ze scen z jej udziałem nie zapada w pamięć, a jeśli nawet, to raczej w negatywnym sensie[16]. Winę za taki stan rzeczy najprawdopodobniej ponosi reżyser, Portman bowiem ma na koncie szereg dobrych i docenionych kreacji, istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że w przypadku Zemsty Sithów po prostu nie potrafiła się odnaleźć, a Lucas jej w tym nie pomógł.

Nie da się tego powiedzieć o Ianie McDiarmidzie grającym Kanclerza Palpatine’a/Dartha Sidiousa, występującego jeszcze w klasycznych filmach (a ściślej w Powrocie Jedi i w Imperium kontratakuje w wersji DVD z 2004 roku, gdzie przemontowano rozmowę Vadera z Imperatorem i zastąpiono oryginalnie grającą tam aktorkę (sic!) postacią McDiarmida) i doskonale odnajdującego się w roli głównego antagonisty oraz manipulatora serii. Odtwórca roli Palpatine’a to aktor z wieloletnim doświadczeniem – także teatralnym – który w przeciwieństwie do Portman nie miał problemu z wcieleniem się w odgrywaną przez siebie postać, ujawniającą się w Zemście Sithów jako spiritus movens całego konfliktu, skutecznie i bezpardonowo knujący, w jakiś sposób obalić zakon Jedi i przejąć władzę nad galaktyką. Sceny kuszenia Anakina zarówno na okręcie generała Grievousa, jak i potem na Coruscant są jednymi z najlepszych w nowej trylogii. Sytuacja zmienia się, gdy Palpatine zaczyna zachowywać się agresywnie; od momentu próby aresztowania go przez Jedi po pojedynek z mistrzem Yodą postać ta wiele traci. Odpowiada za to w znacznej mierze scenariusz, w którym Lucas koniecznie chciał ukazać całą potęgę Dartha Sidiousa, zwłaszcza w porównaniu z Yodą. W efekcie widz jest świadkiem pojedynku w sali obrad senatu, podczas którego obaj przeciwnicy miotają w siebie lożami senatorów, odbijają błyskawice i skaczą wokoło, przy okazji walcząc na miecze świetlne. W scenie tej Sidious/Imperator traci wiele ze swojej tajemniczości, przestaje być manipulatorem i zręcznym geniuszem zła, wykracza poza swoją archetypową rolę nie proponując nic w zamian. W chwili gdy sięga po miecz, staje się bowiem groteskowy i przestaje sprawiać wrażenie przebiegłego mistrza ciemnej strony. McDiarmid prawdopodobnie sam nie do końca wiedział, jak popisy fechtunku połączyć z wypracowaną przez siebie charakterystyką Sidiousa, stąd jego przerysowana mimika, częste nieartykułowane dźwięki i nieco pokraczne, teatralne gesty. W kilku ujęciach – zwłaszcza podczas pojedynku z mistrzem Windu – można zauważyć, że stara się on nawiązać do kreacji Hannibala Lectera z Milczenia owiec (The Silence of the Lambs, reż. J. Demme, 1991), jest to jednak ulotne i w dynamicznym filmie przygodowym wypada nieco karykaturalnie; tym bardziej że choć aktorstwo McDiarmida wypada przyzwoicie, to jednak daleko mu do kunsztu Anthony’ego Hopkinsa. Tym samym Imperator/Darth Sidious – geniusz zła, od początku „gwieznej sagi” manipulujący bohaterami i bezdusznie wykorzystujący ich słabości, intrygant i mistrz ciemnej strony Mocy – stracił w Zemście Sithów wiele ze swojej magii.

Podobnie zresztą wygląda sytuacja mistrza Yody, w klasycznej trylogii mentora i nauczyciela, mędrca wykładającego Luke’owi – i widzom – filozofię Mocy, ubierającego w zgrabne maksymy przesłanie Lucasa. Tutaj Yoda (już od drugiej części generowany komputerowo i przemawiający głosem Franka Oza) sięga po miecz co najmniej trzykrotnie, i choć cały czas można go uznać za porte-parole reżysera, to jednak częste sekwencje pojedynków w jego wykonaniu (które zasadniczo niewiele wnoszą do wymowy filmu) sprawiają, że przestaje on się wyróżniać. Najlepszym tego przykładem wspomniana walka w sali obrad senatu, będąca w pewnym sensie metaforą walki ideologicznej, bardzo jednak spłaszczoną i nie do końca jednoznaczną w wymowie; co jest jeszcze bardziej wyraziste ze względu na fakt, że jej rozstrzygnięcie również budzi wiele wątpliwości. Wprawdzie widz mógł być już przyzwyczajony do widoku walczącego Yody ze względu na scenę pojedynku z Dooku w Ataku klonów i szereg seriali animowanych czy komiksów, w których również sięga on po miecz, nie da się jednak ukryć, że przez to słabnie poczucie, iż Yoda tak naprawdę jest trochę ponad rozgrywającymi się wydarzeniami i funkcjonuje w fabule po to, by tłumaczyć mistyczno-metaforyczną stronę Gwiezdnych Wojen. Dlatego też wszystko, co mówi Yoda, nieco bardziej dosłownie komentuje fabułę i trochę na siłę ma widzowi wpoić to, czym Zemsta Sithów ma być. To on bowiem komentuje przejście na ciemną stronę Anakina w słowach, które później Obi-Wan powtórzy – de facto kłamiąc – Luke’owi Skywalkerowi. On też naprostowuje kwestię duchów Jedi z klasycznej trylogii, sugerując, że jego i Obi-Wana nauczył tego Qui-Gon Jinn, główny bohater Mrocznego widma, przebywający w zaświatach. To on wreszcie wyraża wprost filozofię życia Lucasa w rozmowie z Anakinem, mówiąc mu, że musi się nauczyć odpuszczać i godzić się z losem, co jest kwintesencją buddyzmu i filozofii Zen, których to Lucas był wyznawcą podczas tworzenia klasycznej trylogii[17].

Ciekawą postacią jest natomiast grany przez Samuela L. Jacksona mistrz Jedi Mace Windu. Jego rola w pierwotnych założeniach była skonstruowana zupełnie inaczej; dość powiedzieć, że postać o tym imieniu pojawia się we wczesnych wersjach scenariusza pierwszych Gwiezdnych wojen i w nowej trylogii z początku funkcjonowała głównie na zasadzie nawiązania. Jackson, który prywatnie jest ogromnym wielbicielem Gwiezdnych Wojen i Kina Nowej Przygody, namówił Lucasa na rozpisanie postaci mistrza Jedi Mace’a Windu, najpierw poprzez niuanse (takie jak jedyny w „gwiezdnej sadze” miecz świetlny o fioletowym ostrzu), a potem funkcje istotne z punktu widzenia fabuły. To bowiem brak zaufania Mace’a i jego otwarty konflikt z Anakinem wpychają Skywalkera pod wpływ Palpatine’a, ale też to mistrz Windu jest tym, któremu udaje się pokonać Kanclerza w otwartej walce. To jego też unieszkodliwia Anakin, ratując Palpatine’a i tym samym pieczętując swoje przejście na ciemną stronę.

Nie można ponadto zapomnieć o dwóch droidach, C-3PO i R2-D2, granych przez Anthony’ego Danielsa i Kennetha Bakera. W przeciwieństwie do klasycznej trylogii, gdzie byli oni integralną częścią drużyny głównych bohaterów, i pozostałych epizodów nowej trylogii, w których mieli żywotny udział w akcji (chociaż niejako obok głównych wydarzeń), tutaj ich rola jest zmarginalizowana. Wprawdzie w początkowej sekwencji uwalniania Kanclerza R2-D2 znakomicie radzi sobie z przeciwnikami i pomaga w walce z poplecznikami generała Grievousa (można zadać pytanie, czy nie jest on w tym zbyt zręczny), jednak później – choć oba droidy cały czas są obecne w tle – nie odczuwa się tak ich ingerencji, nie wprowadzają żadnego komizmu ani też nie ratują bohaterów z opresji, jak to miało miejsce w innych częściach „gwiezdnej sagi”. Można odnieść wrażenie, że ich obecność ma przede wszystkim spinać narrację Zemsty Sithów z resztą Gwiezdnych Wojen (w myśl teorii, że cała fabuła jest opowiadana z ich perspektywy), jednak Lucas nie pozwolił im na rozwój charakterologiczny, obawiając się, że atmosfera filmu stanie się przez to zbyt lekka. W rezultacie jedynymi wartymi zapamiętania aspektami obecności C-3PO i R2-D2 na ekranie jest fakt, że ten pierwszy dorobił się wreszcie znanej z klasycznej trylogii złotej obudowy, a temu drugiemu pod koniec filmu nie wykasowano pamięci; tym samym R2-D2 w klasycznej trylogii staje się niejako postacią tragiczną, świadom jest bowiem całego heroizmu Obi-Wana, rozpaczy Padmé i upadku Anakina, i nie ma szans podzielić się tym z Lukiem ani Leią.

Obok rozwiązań fabularnych wynikających z konstrukcji bohaterów równie ważne – a nieraz i ważniejsze – dla Kina Nowej Przygody są zabiegi operatorskie, które w pewnym stopniu naruszają transparentną narrację, zawsze jednak celem ukazania pewnych ściśle określonych emocji. Lucas od początku kręcenia nowej trylogii zdawał sobie sprawę, jakie emocje mają wywoływać poszczególne zabiegi filmowe (nie zawsze mu się to jednak udawało, jak np. stylizowane na Casablancę dialogi między dwójką kochanków w Ataku klonów, które współcześnie – i w wykonaniu Christensena oraz Portman – rażą sztywnością i brakiem wyczucia), jednak dopiero w Zemście Sithów mógł sobie pozwolić na bardziej bezpośrednie nawiązania do poprzednich filmów i zrealizować pomysły, na które wcześniej zabrakło miejsca.

Najbardziej wyrazistym przykładem takiego zabiegu jest słynna sekwencja otwierająca film z oddalającymi się w głąb przestrzeni kosmicznej, żółtymi napisami, po której następuje przesunięcie obrazu w stronę jakiejś planety i pojawienie się – najczęściej zza kadru – statku kosmicznego, mniej lub bardziej znaczącego dla fabuły. Takie rozpoczęcie filmu jest już klasyczne i trudno wyobrazić sobie Gwiezdne Wojny zaczynające się inaczej. W Zemście Sithów scena ta wykorzystuje natomiast pełnię ówczesnych możliwości cyfrowych efektów specjalnych, rozpoczynając film długim, dynamicznym ujęciem ukazującym manewry lotnicze dwóch myśliwców wśród dziesiątek walczących ze sobą okrętów. Jest to swoista nowość w prowadzeniu kamery w Gwiezdnych Wojnach, z reguły bowiem Lucas sięgał po rozwiązania operatorskie podpatrzone w innych filmach, jak np. wyścigi rydwanów w Ben Hurze (Mroczne widmo) czy walki myśliwskie w filmach Kurosawy (Nowa nadzieja). Można domniemywać, że po nieczytelności tego typu nawiązań w nowej trylogii zdecydował się on na zwiększenie dynamiki i pokazanie równie widowiskowych scen w inny sposób (wkrótce po długim ujęciu przedstawiającym lot myśliwców Anakina i Obi-Wana tempo przyspiesza i montaż staje się bardziej dynamiczny). Nie uciekł jednak całkowicie od inspiracji klasyką, stąd też walki okrętów kosmicznych przypominają bitwy morskie: działa laserowe wyglądają na inspirowane okrętowymi armatami, a po swoim zniszczeniu okręty „toną”, opadając w dół kadru (z punktu widzenia fizyki jest to irracjonalne).

Podobnych nawiązań jest oczywiście więcej. Pod kątem montażu i ustawień kamery pojedynek między Anakinem i Obi-Wanem a Dooku rozgrywa się podobnie w epizodzie drugim i trzecim, co wynika ze wspomnianej już konieczności przedstawienia zmiany, jaka się dokonała w bohaterach od końca Ataku klonów, ale również ze względu na fakt, iż odgrywający hrabiego Dooku Christopher Lee nie nadawał się już fizycznie do scen walk, stąd w dalszych planach zastępuje go dubler, a zbliżenia na twarz są rzadkie i raczej statyczne. Sam pojedynek w obecności Palpatine’a ma dużo elementów analogicznych względem podobnego konfliktu, już między Lukiem Skywalkerem a Darthem Vaderem w Powrocie Jedi. Identyczny jest nawet fotel, w którym siedzi Kanclerz, choć w Zemście Sithów udaje on więźnia.

Kolejnym nawiązaniem do Powrotu Jedi jest sekwencja bitwy na planecie Kashyyyk, w której biorą udział znani jak dotąd tylko z The Star Wars Holiday Special (reż. D. Acomba, S. Bilder, 1978) przedstawiciele rasy Wookiee. Pierwotnie taka scena miała znaleźć się właśnie w epizodzie szóstym, jednak ze względu na trudności realizacyjne podmieniono ją na wersję z Ewokami. Co więcej, w Powrocie Jedi miała ona symulować – w nieco nieudany sposób – wojnę w Wietnamie, w Zemście Sithów natomiast otwarcie nawiązuje do lądowania w Normandii. W obu przypadkach jednak dochodzi do nieco niezrozumiałego rozdzielenia ról tego konfliktu (na plażach Kashyyyk lądują Separatyści, nie zaś – przedstawiana do czasu jako pozytywna – armia Republiki), aczkolwiek pewne rozwiązania scenariuszowe są podobne. Do tego dochodzi personalne nawiązanie w postaci Chewbaki, jednego z głównych bohaterów klasycznej trylogii, choć w Zemście Sithów nieodgrywającego żadnej znaczącej roli.

Warto też zastanowić się nad stylizacją postaci zupełnie nowej, jaką jest generał Grievous. Samo wprowadzenie tego antagonisty było motywowane przez twórców jako chęć wprowadzenia swego rodzaju immoralisty; cyborga, który byłby ogniwem pośrednim między na poły mechanicznym Vaderem a innymi postaciami (stąd np. jego kaszel, który ma nawiązywać do oddechu Dartha Vadera). Tłumaczenie to jest dość pokrętne i wydaje się, że prawdziwym powodem była niechęć do eksploatowania Christophera Lee jako hrabiego Dooku; postaci, która pełni w „gwiezdnej sadze” rolę dość niejasną: pojawia się pod koniec części drugiej, by zginąć na początku trzeciej. Można zaryzykować stwierdzenie, iż Lucas bał się, że Lee umrze podczas zdjęć, ale wydaje się to zbyt zachowawcze nawet jak na tego twórcę; tym bardziej że inni reżyserzy korzystający z usług Christophera Lee (jak np. Peter Jackson) nie czynili podobnych założeń. Możliwe więc, że pojawienie się Grievousa było motywowane głównie czynnikami marketingowymi; postać ta znakomicie nadawała się na wszelkiego rodzaju figurki, zabawki i gadżety, tym bardziej że razem z tą postacią pojawia się szereg gadżetów (myśliwiec, biegający motor) zupełnie nieumotywowanych i nieopisanych. Sam Grievous natomiast ewidentnie wzorowany jest na immoralistach charakterystycznych dla literatury i filmu pulpowego, porusza się i zachowuje tak sugestywnie, jakby pochodził z zupełnie innego gatunku filmowego (gdyby miał jeszcze inne atrybuty immoralisty, jak np. monokl i wąs, analogia byłaby pełna). Oczywiście nie dotyczy to sytuacji, w których chodzi jak pająk albo wyrastają mu kolejne dwie ręce, te bowiem wydają się jedynie przedłużeniem jego merkantylnego potencjału.

Nawiązań jest oczywiście więcej, choć mają raczej charakter skojarzeniowy. Film kończy sekwencja scen z różnych miejsc, zapowiadająca znane już wydarzenia w Nowej nadziei: obserwujemy więc Alderę, stolicę zniszczonej w części czwartej planety Alderaan, budowę Gwiazdy Śmierci (gdzie pojawia się ważny dla fabuły epizodu czwartego moff Tarkin) czy przekazanie Luke’a jego przyszłym opiekunom: Owenowi i Beru Larsom. Ostatnia scena jest tu najbardziej symboliczna, ukazuje bowiem oboje Larsów wpatrzonych w zachodzące nad Tatooine dwa słońca, co jest bezpośrednim powtórzeniem analogicznej sceny z Nowej nadziei, bodaj najbardziej znanej z całego filmu. Wcześniej poprzez montaż symultaniczny mamy do czynienia z narodzinami Luke’a i Leii oraz – równolegle – powstaniem Dartha Vadera; wszyscy oni wszak staną się głównymi bohaterami przygód znanych z klasycznej trylogii. Pierwsze kroki Vadera nasuwają skojarzenia z filmami o Frankensteinie, ucieczka Yody z Kashyyyka jest natomiast cytatem filmowym z E.T. (E.T.: The Extra-Terrestrial, reż. S. Spielberg, 1982).

Montaż symultaniczny okazuje się w pewnej chwili podstawową koncepcją konstrukcyjną poszczególnych sekwencji. Tak właśnie pokazane są reperkusje rozkazu 66, który nakazał klonom zamordować swoich generałów Jedi (co żołnierze wykonali bez wahania, okazując się bardziej bezdusznymi istotami od np. wykorzystywanych przez Separatystów droidów). Tak samo jest również pokazana walka Anakina z Obi-Wanem, przeplatająca się z pojedynkiem między Yodą a Palpatine’em w sali senatu. Na podobnej zasadzie ukazany jest niepokój Anakina i Padmé, którzy są w różnych miejscach, ale patrzą w swoich kierunkach na tle jaskrawego, krwawo zachodzącego słońca (gra kolorów sugeruje tutaj brutalność przyszłych wydarzeń, w tym masakry dzieci dokonanej przez Skywalkera).

Osobną wartość w Zemście Sithów – jak zresztą we wszystkich Gwiezdnych Wojnach – stanowi muzyka. John Williams konsekwentnie i świadomie konstruował leitmotivy muzyczne w całej nowej trylogii, doprowadzając je do pełnego wybrzmienia właśnie w części trzeciej. Miłosny motyw muzyczny z Ataku klonów wybrzmiewa na dalszym planie, do głosu dochodzą powoli pompatyczne, marszowe dźwięki znane z Imperium kontratakuje, sceny na Coruscant przesączone są niepokojącą oprawą dźwiękową, wykorzystującą nieartykułowane szepty i szmery. Całość zaś wieńczy przejmujący, tragiczny motyw walki Anakina i Obi-Wana, na płycie ze ścieżką dźwiękową filmu zatytułowany Battle of the Heroes. Film kończy się pod względem muzycznym przejściami do motywów znanych z klasycznej trylogii (które uspójniają przejście z jednej stylistyki do drugiej).

Na zakończenie warto wspomnieć o paru ciekawostkach. W całym filmie odciętych zostaje łącznie osiem kończyn. W scenie lądowania bohaterów przed senatem można dostrzec lecącego w oddali „Sokoła Millennium” z klasycznej trylogii. George Lucas osobiście pojawia się w jednym z ujęć, gdzie ma fantazyjny strój i niebieską skórę (grana przez niego postać nazywa się Baron Papanoida[18]). Kilka ujęć później można dostrzec Greetę i Rystall, dwie inne postacie z tła, które pojawiły się już w Powrocie Jedi, w scenach z pałacu Jabby (obok Chewbaki są to chyba najbardziej wyraziste postacie znane z klasycznej trylogii, a niewpływające na przebieg historii). Tytuł filmu nawiązuje do pierwotnego tytułu wspomnianego już Powrotu Jedi, który miał brzmieć Revenge of the Jedi; plotka głosi, że na pewnym etapie pisania scenariusza Lucas uznał, że „zemsta” nie leży w naturze Jedi, tytuł został więc zmieniony. Okręty Separatystów – których armia fundowana jest przez wielkie, kapitalistyczne korporacje – noszą nazwy zaczerpnięte z pojęć ekonomicznych, jak np. „Niewidzialna Ręka” czy „Krzywa Przychodu XII”; efekt można uznać za kuriozalny. Portal moviemistakes.com rejestruje 180 filmowych błędów, duża część dotyczy jednak niedopowiedzeń fabularnych, a ponad połowa wynika z nieuważnego oglądania; de facto więc w Zemście Sithów mamy do czynienia z około czterdziestoma niedociągnięciami. Wreszcie część trzecia jako zwieńczenie całej „gwiezdnej sagi” wykorzystuje szereg pomysłów odrzuconych podczas kręcenia wcześniejszych filmów, od fantazyjnych robotów bojowych Separatystów poprzez nowe maski szturmowców na wspomnianym już generale Grievousie i walce czterema mieczami świetlnymi skończywszy. Można wręcz odnieść wrażenie, że Lucas chciał przemycić do filmu tyle wczesnych koncepcji, ile tylko mógł, co z jednej strony wpływa na bogactwo świata przedstawionego, z drugiej jednak przytłacza widza.

Krytycy nie przyjęli filmu szczególnie entuzjastycznie, dostrzegając w nim wiele ułomności, których nie dało się zamaskować zabiegami scenariuszowymi ani efektami specjalnymi. Rozbudowanie scen wykorzystujących możliwości CGI (co było możliwe dzięki temu, że znakomitą większość scen kręcono na zielonym lub niebieskim ekranie) „spowolniło jednak rozwój fabuły i uczyniło z nowych Gwiezdnych Wojen widowisko dość nużące nadmiarem atrakcji, tym bardziej że jego finał był z góry znany oglądającym. W wielu momentach, patrząc na ekran, widz może odnieść wrażenie, że ogląda sceny z gry komputerowej, w której gracz sterujący postacią Anakina musi zręcznie unikać seryjnie pojawiających się zagrożeń”[19]. Zemsta Sithów osiągnęła jednak ogromny sukces komercyjny, zarabiając na całym świecie prawie 849 milionów dolarów[20] i tym samym będąc najbardziej dochodowym filmem 2005 roku. Udało jej się również wygrać nagrodę Saturna za najlepszy film science fiction i otrzymać nominację do Oscara za najlepszą charakteryzację. Wydaje się jednak, że ostatnie (jak dotąd) Gwiezdne Wojny „pomimo oszołamiających efektów komputerowych i olbrzymiego sukcesu komercyjnego przyniosły wychowanym na oryginalnej trylogii widzom rozczarowanie. Większość odbiorców, którzy pamiętali starszą serię, nie potrafiła już odnaleźć się w jeszcze bardziej zinfantylizowanym świecie futurystycznej baśni”[21]. Wynik finansowy wydaje się więc bardziej efektem udanej kampanii promocyjnej i uznanej marki niż atrakcyjności fabularnej i formalnej samego obrazu.

Z dzisiejszej perspektywy pewne jest, że Zemsta Sithów nie wieńczy „gwiezdnej sagi” i że wiele uchybień i niedopowiedzeń może znaleźć jeszcze rozwinięcie w kolejnych Gwiezdnych Wojnach, czy to kontynuujących dzieje rodu Skywalkerów, czy też będących od nich swego rodzaju spin-offami[22]. Niektóre elementy fabuły Zemsty Sithów pozostawiły niedosyt[23], również od strony formalnej ciekawsze efekty mogą uzyskać twórcy wychowani na klasycznej trylogii, którzy jednak rozwinęli swój warsztat reżyserski ponad to, co reprezentował George Lucas. W perspektywie finansowej nawet średnie lub słabe filmy z tej serii wydają się zapewniać sukces komercyjny, czego najlepszym dowodem jest właśnie Zemsta Sithów: obraz rozpięty między tradycją i nostalgią klasycznej trylogii a dynamiką i przepychem formalnym nowej, w którym nagromadzenie wątków i brak jednolitej wizji reżyserskiej doprowadziły do powstania dzieła nierównego i pełnego niewykorzystanego potencjału.

 



[1]              Największy w Polsce – a zapewne i w Europie – serwis internetowy poświęcony Gwiezdnym Wojnom, czyli Bastion Polskich Fanów Star Wars, odnotował pod informacją o przejęciu Lucasfilmu 12 419 indywidualnych wejść, czyli średnio pięciokrotnie więcej niż pod każdą inną wiadomością. Zob. www.gwiezdne-wojny.pl/news.php?15575,disney-kupuje-lucasfilm-bedzie-epizod-vii.html (dostęp: 21.01.2013).

[2]              Zob. ibidem.

[3]              K. Kaczor, J. Szyłak, Gwiezdne wojny, [w:] Kino Nowej Przygody, red. J. Szyłak i in., Gdańsk 2011, s. 107.

[4]              J. Szyłak, Kino Nowej Przygody – jego cechy i granice, [w:] Kino Nowej…, op. cit., s. 17.

[5]              Ibidem, s. 10.

[6]              Decyzję o samodzielnym reżyserowaniu nowej trylogii Gwiezdnych Wojen Lucas podjął w znacznej mierze ze względu na finalny kształt Powrotu Jedi (Return of the Jedi, reż. R. Marquand, 1983). Jak pisze O. Denker: „Podczas zdjęć zdarzały się momenty, kiedy Lucas myślał: «Cholera, gdybym tylko mógł się wtrącić i uregulować całą sprawę…». Przeglądając niektóre sceny w pokoju montażowym zgrzytał zębami. Wiedział jednak, że film był inny, ale niekoniecznie gorszy. «Gdybym chciał mieć taki film, który mi się podoba, powinienem sam reżyserować»”. O. Denker, Gwiezdne Wojny. Jak powstała kosmiczna trylogia, przeł. J. Skórzewska, Poznań 1997, s. 152.

[7]              K. Kaczor, J. Szyłak, op. cit., s. 102.

[8]              Omawiając Zemstę Sithów będziemy – poza uzasadnionymi przypadkami – posługiwać się chronologią wewnętrzną, a więc uwzględniającą kolejność wydarzeń pokazywanych w „gwiezdnej sadze”, nie zaś kolejność kręcenia filmów.

[9]              B. Solarewicz, Ukryte pod maską. Gwiezdne Wojny – współczesna mitologia i jej psychoedukacyjne znaczenie dla młodego pokolenia, niepublikowana praca magisterska, promotor: K. Węgłowska-Rzepa, Wrocław 2004, s. 58.

[10]             B. Moyers, Nota redaktora, [w:] J. Campbell, Potęga mitu. Rozmowy Billa Moyersa z Josephem Campbellem, przeł. I. Kania, Kraków 2007, s. 11.

[11]             Wynika to zarówno z uwarunkowań konstrukcyjnych filmów wykorzystujących konwencję fantasy lub science fiction, gdzie musi się zawsze pojawić postać reprezentująca stan wiedzy widza i zdolna go wprowadzić w obce mu realia, jak również z opisanego przez Campbella faktu, że odbiorca filmu reprezentuje społeczność, na rzecz której działa bohater. Do projekcji-identyfikacji z taką postacią nie dojdzie, jeśli wyznawać ona będzie wartości odmienne od swojego audytorium, traci wtedy bowiem – w warunkach Kina Nowej Przygody – status bohatera.

[12]             Co znajduje potwierdzenie w werdyktach Golden Raspberry Award Foundation, która dwukrotnie przyznała Christensenowi Złotą Malinę w kategorii „najgorszy aktor drugoplanowy” za role Anakina w drugiej i trzeciej części Gwiezdnych Wojen.

[13]             Pojawia się w niej dodatkowo pewna niekonsekwencja, która polega na tym, że wypowiadając swoje – stylizowane na szekspirowskie – kwestie, obaj bohaterowie ściągają szaty i szykują się do pojedynku, jakby zupełnie nie rozważali innej możliwości (choć ich dialog może sugerować co innego).

[14]             Matthew W. Stover w książkowej adaptacji Zemsty Sithów wykorzystał – na wzór tragedii greckich – kompozycję trójdzielną, będzie o tym jednak jeszcze mowa. Zob. M.W. Stover, Gwiezdne Wojny. Część III. Zemsta Sithów, przeł. M. Szymański, Warszawa 2005.

[15]             W czym poniekąd manifestuje się ukryty maskulinizm Zemsty Sithów; główna oś fabuły kręci się wokół męskiej przyjaźni, a kobieta umiera, gdy nie ma już dla niej miejsca w życiu jej męża.

[16]             Na premierowym, nocnym pokazie Zemsty Sithów we wrocławskim kinie Helios 19 maja 2005 roku sekwencja rozmowy Padmé z Anakinem na Mustafar wywoływała wśród widzów salwy śmiechu.

[17]             Znamienne, że nową trylogię nakręcił już po przejściu na protestantyzm, co też wpłynęło na kształt mistycznej sfery Gwiezdnych Wojen.

[18]             W Gwiezdnych Wojnach zwykle niemal wszystkie postacie z tła, statyści i epizodyści mają swoje imiona, funkcje i historie, opisywane potem w szeregach książek, komiksów czy seriali animowanych.

[19]             K. Kaczor, J. Szyłak, op. cit., s. 110.

[20]             Zob. http://www.boxofficemojo.com/movies/?id=starwars3.htm.

[21]             S.J. Konefał, Topika religijna w nurcie fantastycznonaukowym Kina Nowej Przygody, [w:] Kino Nowej…, op. cit., s. 61.

[22]             Zob. http://www.gwiezdne-wojny.pl/news.php?16344,spin-offy-czyli-bedzie-nowy-kolejny-film-star-wars.html.

[23]             Problem przepowiedni Jedi, dalsze losy Chewbaki itp.