porno porno porno izle sex izle

Jarosław PetrowiczGrüss Gott, Mock. O niemczyźnie w powieściach Marka Krajewskiego

Wokół kryminału

Książki Marka Krajewskiego to imponujący fenomen końca XX i początku XXI wieku. Ich popularność i duże nakłady są sukcesem wydawniczym. Wśród wielu czynników wpływających na ten sukces znajdują się niewątpliwie talent i rzetelna pisarska robota. Wpływ na to mają także zainteresowanie przedwojenną i wojenną przeszłością Wrocławia, żeby nie powiedzieć: głód wiedzy. Wprawdzie utwory Krajewskiego są fikcjonalne, ale miejsca, w których toczy się akcja, odmalowane są z pasją wytrawnego historyka-regionalisty. Także bohaterowie, choć przecież istnieją na prawach fikcyjnych, miewają coś wspólnego z realnymi postaciami dawnego nadodrzańskiego grodu. Właśnie to zakotwiczenie w realności staje się dodatkową i trudną do przecenienia wartością powieści Krajewskiego. Zachęca ono bowiem do lektury nie tylko miłośników literatury popularnej, ale także osoby związane ze szczególnym miejscem, jakim jest Wrocław. Prowokuje także do refleksji na temat jego historii, każąc skonfrontować własne doświadczenie z iluzją wytworzoną przez pisarza. Umiłowanie szczegółu i wierność historycznemu konkretowi powodują, że realne osoby reagują na fikcję literacką, jakby przeglądały się w lustrze. Profesor prawa w Getyndze, Erwin Deutsch, pisze w liście do autora: „W powieści Widma w mieście Breslau opisuje Pan małego chłopca, który jest synem dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej. Ten chłopiec to ja”[1]. Profesor literatury z Wrocławia, Andrzej Zawada, pisze szkic pt. Czytając „Festung Breslau”[2], w którym snuje refleksję na temat budynków przy Zwingerplatz (gdzie mieszka Mock) i placu Teatralnego (gdzie mieszkał w czasach studenckich autor szkicu), a następnie przechodzi do zagadnień znacznie przekraczających granice rozważań o literaturze rozrywkowej. Poniższy szkic jest refleksją na temat jednego z aspektów specyficznego ukształtowania językowego powieści Krajewskiego, który, jak sądzę, ma wpływ nie tylko na styl, ale także na sposób konstruowania świata przedstawionego. Zanim jednak przejdę do analiz językowych, parę słów tytułem wprowadzenia.

Dominantą kompozycyjną kryminałów napisanych przez Marka Krajewskiego jest oczywiście zbrodnia, jej dokonanie, wyjaśnienie przyczyn oraz ujawnienie sprawcy i ukaranie go. Protagonistą całego cyklu jest Eberhard Mock, który jako „mściwy pies gończy” ściga mordercę, by wymierzyć mu sprawiedliwość[3]. Wśród pozostałych bohaterów są jego współpracownicy, przełożeni i podwładni, a także mordercy, powiązani ze zbrodnią ludzie oraz osoby podejrzane. Powieści wrocławskiego pisarza określa się mianem kryminałów retro albo retrokryminałów, gdyż ich akcja dzieje się w przeszłości, zazwyczaj w czasach przedwojennych i wojennych. Autora Śmierci w Breslau krytycy zestawiają czasem z Raymondem Chandlerem, jednym z czołowych przedstawicieli tzw. czarnego kryminału amerykańskiego. Świat Breslau jest bowiem mroczny, ponury i naznaczony zbrodnią. Czyny przestępcze najczęściej popełniają osoby z elit społecznych: baronowie, hrabiowie, skorumpowani oficerowie, policjanci etc. Czasem stoją za nimi kobiety. Mock postępuje wbrew prawu, wymuszając zeznania, bijąc, a nawet zabijając swych przeciwników. W mrocznym świecie korupcji i występku musi tak postępować, by być skutecznym. Mamy w tych powieściach do czynienia z czarną wizją świata, choć opisywaną w sposób realistyczny. Breslau, choć to wprawdzie nie Chicago, ale nadodrzańska metropolia, daje duże możliwości zrobienia kariery w świecie przestępczym. Sam Krajewski zresztą w Festung Breslau napisał: „Breslau nigdy nie było miastem grzechu i występku na miarę Chicago” (FB, s. 115)[4]. Choć oczywiście tego grzechu i występku, jako się rzekło, nie brakuje także w nadodrzańskiej metropolii.

Breslau to miasto tajnych stowarzyszeń, sekt – „dobra ziemia” dla przemytników i alfonsów. Kapryśna Odra od czasu do czasu pochłania jakieś zwłoki, w domach o wspaniałej historii kryją się zamurowane trupy. Martwe ciała można także znaleźć w hotelach, piwnicach, a także w parku na świeżym powietrzu. Sceny gwałtu i przemocy są chlebem powszednim dla protagonisty, który nie opuści Breslau, bo to jest jego miasto (FB, s. 128). Jednakże Mock nie mógłby demaskować przestępców, gdyby nie jego umiejętność dedukcji, spostrzegawczość, zdolność łączenia faktów. Same utwory, jak przystało na powieści kryminalne, „przybierają postać gry między przestępcą a detektywem, stając się zarazem rodzajem zagadki intelektualnej proponowanej odbiorcy”[5]. Przez wzgląd na prowadzenie śledztwa, sposób wnioskowania detektywa (i podążającego za nim czytelnika) oraz szczegółowość świata przedstawionego mówić tu można o pewnym rodzaju prawdopodobieństwa zdarzeń. W powieściach Krajewskiego mamy bowiem do czynienia z werystyczną wizją świata. Właśnie w tej dbałości o prawdopodobieństwo, w budowaniu iluzji realności, Marek Krajewski wykorzystuje niemczyznę. Ponieważ przed wojną nadodrzańska metropolia należała do Rzeszy, więc realia w niej przedstawione winny mieć charakter niemiecki. Stąd szczególne nacechowanie języka powieści niemieckimi zapożyczeniami, przede wszystkim zaś cytatami z tego języka. Te słowa są stosowane w pewnych charakterystycznych okolicznościach i spełniają określone funkcje.

 

Wokół imion i nazwisk

Krajewski wyznał Mariuszowi Czubajowi: „Mocka znalazłem na półce u mojego wuja, w Dzienniku Urzędowym Miasta Wrocławia z 1927 roku. Był kandydatem do śląskiego Landtagu, na dodatek z ramienia NSDAP. Mock – krótkie, mocne nazwisko”[6]. Zatem postać fikcyjna nosi nazwisko osoby realnej. Tak jest z większością bohaterów Krajewskiego, który wyszukuje nazwiska swoich postaci z przedwojennych ksiąg adresowych[7]. Niektóre nazwiska bohaterów fikcyjnych można odnaleźć także w popularnych wydawnictwach, na przykład w Encyklopedii Wrocławia. W powieściach pojawiają się oczywiście nazwiska postaci historycznych, np.: minister spraw wewnętrznych i przełożony pruskiej policji Hermann Göring (ŚwB, s. 26), założyciel ogrodu Botanicznego we Wrocławiu Heinrich Göppert (ŚwB, s. 33), piosenkarka Marlena Dietrich (ŚwB, s. 44), dowódca SS na Śląsku Udo von Woyrsch (ŚwB, s. 49), przywódca NSDAP na Śląsku Helmuth Brückner (ŚwB, s. 49), dowódca SA na Śląsku Edmund Heines (ŚwB, s. 49), kanclerz Paul von Hindenburg i oczywiście Adolf Hitler. Większość z nazwisk ma niemiecki charakter, niektóre mają brzmienie szlacheckie z partykułą von, np. Wilhelm von Köpperlingk (ŚwB, s. 23), Eduard von Grützner (ŚwB, s. 25), Heinrich von Grappersdorff (ŚwB, s. 45), Olivier von der Malten (ŚwB, s. 75), Marietta von der Malten, Günter von Rodewald (FB 238), Mathilde von Bockenheim und Bielau (WwmB, s. 121), Gertruda von Mogmitz (FB, s. 50). Wśród nazwisk pojawiają się także polskie czy szerzej – słowiańskie. Czasami są one pisane z niemiecka, ale ich brzmienie nie pozostawia wątpliwości: Aleksiej von Orloff (KśwB, s. 26), Helmut Warschkow (WwmB, s. 44), Jörg Hanuschek (FB, s. 8), Klara Mesletzky (FB, 121), Gawlitzek (WwmB, s. 283), Morawjetz (WwmB, s. 200), Albert Lewkowitz (DwB, s. 234), Walter Piontek (ŚwB, s. 61), Smetana (ŚwB, s. 137), Karl Hadamitzky (WwmB, s. 244), Bilkowsky (WwmB, s. 100), Bielick (WwmB, s. 94), Buhrack (WwmB, s. 213), Fritz Patschkowsky (KśwB, s. 21, zmieni się w Fryderyka Paczkowskiego), Teresa Jankewitsch-Hartner (ŚwB, s. 137). Oczywiście brzmienie nazwisk nie potwierdza wystarczająco tożsamości narodowej. Ponadto może być wskazówką pochodzenia tylko w linii męskiej (po mieczu). Nie zmienia to jednak obrazu Wrocławia jako miasta wielokulturowego, które zaludniają nie tylko Niemcy i Słowianie, ale także inne narodowości, przede wszystkim licznie reprezentowani Żydzi, np. syn rabina Hans Kleinfeld (ŚwB, s. 23) czy właściciel sklepu zoologicznego Isidor Friedlӓnder (ŚwB, s. 63) i jego córka Lea (ŚwB, s. 79) lub gestapowiec Hans Bresler (FB, s. 271).

Niektóre nazwiska mają szczególne znaczenie dla rozwoju akcji. Odkrycie ich porządku pozwala na postępy w śledztwie. Na przykład w spisie wypożyczeń książek w czytelni znajdują się nazwiska postaci historycznych, które widnieją w Auli Leopoldyńskiej, np.: „Urban Papst, czyli papież Urban VIII, Franz Wentzl, Peter Canisius, Johann Carmer, Carl von Hoym” (KśwB, s. 236). Pozwalają one policjantowi snuć podejrzenia w związku z osobami wypożyczającymi znaczącą dla śledztwa książkę Antiquitates Silesiacae Barthesiusa (KśwB, s. 235) i w efekcie naprowadzają na trop mordercy.

Refleksja lingwistyczna na temat nazwisk pomaga Mockowi w identyfikacji przestępcy. Mock, tropiąc mordercę Berty Flogner, przypomina sobie rozmowę w piwiarni z kamratem ze studiów Horstem Paetzoldem. Kolega twierdził, że nazwiska żydowskie informują o miejscach, skąd wywodzą się dane rodziny. „Na przykład rodzina sprzedawcy cygar Glatzera na pewno pochodziła z Glatzu, a mojego znajomego Izraela Hamburgera z Hamburga. A co powiesz o Georgu Breslauerze? On jest prawdziwym mieszkańcem Breslau – ironizował Poetzold” (FB, s. 216). Stąd w głowie Mocka pojawiło się skojarzenie „Bresler – Breslauer – obrzezanie”, co pozwala mu na odkrycie, że Hans Gnerlich to Żyd o nazwisku Bresler. Zatem wiedza lingwistyczna przydaje się w pracy detektywa, i to wielokrotnie.

Imiona, nawet jeśli ich pochodzenie jest w istocie łacińskie, greckie czy inne, mają zdecydowanie niemieckie zapisy: Franz, Erich, Erika, Kurt, Hans, Helmut, Hermann, Manfred, Hildegarda. Dbałość o niemieckie brzmienie wykazuje Krajewski nawet w pisowni imion, które na gruncie polskim brzmią bardzo podobnie albo identycznie jak w niemczyźnie: jeśli Artur to zapisane Arthur, jeśli Zygfryd to Siegfried, nie Katarzyna, lecz Caterina, nie Eleonora, lecz Eleonore, nie Matylda, lecz Mathilde itd. Są oczywiście imiona żydowskie, takie jak Achim.

 

Wokół nazw topograficznych

Krzysztof Masłoń napisał, że w kryminałach Marka Krajewskiego topografia decyduje o wszystkim[8]. Już same tytuły utworów Marka Krajewskiego zawierają niemiecką nazwę Breslau, gdyż wrocławski pisarz, zdając sobie sprawę z oczywistej prawdy historycznej, iż przeszłość nie jest taka sama jak teraźniejszość, używa nazwy stosownej do okresu Trzeciej Rzeszy. Podobne przesłanki przyjmują Norman Davies i Roger Moorhouse w książce pt. Mikrokosmos[9]. To te właśnie założenia decydują o tym, że utwory Marka Krajewskiego są w znacznym stopniu nasycone niemieckimi nazwami. Są to szczególnie nazwy własne występujące w roli cytatów. Funkcjonują one na innych zasadach niż nazwy pospolite. Zachowują one najczęściej oryginalną pisownię ze znakami graficznymi obcymi polskiemu alfabetowi, np.: ä, ü, ö. Jest w cytatach wyraźnie zaznaczona obcość graficzno-fonetyczna, a czasem także brak adaptacji morfologicznej i składniowej. Są one wyraźnie odczuwane jako obce czy osobliwe.

Zdecydowana większość nazw topograficznych przyjmuje w tekście przedwojenne brzmienie i znaczenie. Aby czytelnik mógł się zorientować w dawnym i obcym nazewnictwie, książki zaopatrzone zostały w spisy ulic, placów, rzek, dzielnic, miejscowości i obiektów, zawierające przedwojenne nazwy i ich współczesne polskie odpowiedniki. Śmierć w Breslau ma w indeksie blisko 49 nazw, Koniec świata w Breslau – 99, Widma w mieście Breslau – 55, Festung Breslau – 62, Dżuma w Breslau – 87. Większość się powtarza, ale razem niedublujących się nazw w tych indeksach jest ponad 250. Gdyby jednak przygotować pełny spis nazw urzędów, organizacji i instytucji oraz różnego rodzaju przedsiębiorstw, fabryk, sklepów, zakładów usługowych, pralni, trafik, cukierni, pasmanterii, gospód, banków, kawiarni, restauracji, knajp, piwiarni, szkół, hoteli, szpitali, agencji, pałaców, dworów, jadłodajni, domów rozrywki, aptek, kamienic etc., byłby on wielokrotnie dłuższy od istniejących skorowidzów. Zazwyczaj topograficzne nazwy własne pochodzą od nazwisk właścicieli (np. browar Haasego) albo mają nazwy nadane (np. hotel „Vier Jahreszeiten”). Tych nazw jest z pewnością w powieściach Krajewskiego ponad 100.

W Śmierci w Breslau znajduje się wiele nazw instytucji: fabryki Linkego, Hofmanna, Lauchhammera (ŚwB, s. 14), salon samochodowy Kotschenreuthera i Waldschmidta (ŚwB, s. 14), dom towarowy Wertheima (ŚwB, s. 24), palarnia kawy Ottona Stieblera, Dresdener Bank (ŚwB, s. 33), sklep obuwniczy Speiera (ŚwB, s. 33), sklep galanteryjny Dünowa (ŚwB, s. 33), sklep zoologiczny Friedlӓndera (ŚwB, s. 34), dom handlowy „Eichborn i Spółka” (ŚwB, s. 61), restauracja Kahlerta (ŚwB, s. 85), bank Allgemeine Deutsche Credit-Anstalt (ŚwB, s. 87), piwiarnia Orlicha „Orwi” (ŚwB, s. 119), piekarnia Hirschlika (ŚwB, s. 120), trafika Deutschmanna (ŚwB, s. 126), domy towarowe Petersdorffa i braci Baraschów (ŚwB, s. 128), restauracja „Pod Lessingiem” (ŚwB, s. 128), knajpa Gustava Thiela, kino „Deli” (ŚwB, s. 37), Deutsche Bank (ŚwB, s. 158), frachtowiec „Prinz Heinrich” (ŚwB, s. 140). Nie znaczy to, że Krajewski nie używa nazw polskich, np.: Szkoła Sztuk Pięknych (ŚwB, s. 13), Piwnica Biskupia (ŚwB, s. 25), Dwór Śląski (ŚwB, s. 25), gospoda „Pod Zielonym Polakiem” (ŚwB, s. 37), kościół Chrystusa Króla i św. Karola Boromeusza (ŚwB, s. 61), Muzeum Sztuk Pięknych (ŚwB, s. 87), „Nadślężański zameczek” (ŚwB, s. 93), Szwedzki Bastion w Lasku Osobowickim (ŚwB, s. 115), „Dom Zdrojowy” w Sopocie (ŚwB, s. 118), hotel „Pod Złotą Gęsią” (ŚwB, s. 125), gorzelnia Kani (ŚwB, s. 133), katedra Jana Chrzciciela (ŚwB, s. 178). Jest ich jednak mniej od nazw germańskich.

W Końcu świata w Breslau autor użył następujących nazw: restauracja hotelowa „Residenz” (KśwB, s. 12), restauracja Sӓngera (KśwB, s. 17), kwiaciarnia Apelta (KśwB, s. 25), knajpa Grajecka (KśwB, s. 40), sklep czekoladowy Schaala (KśwB, s. 50), winiarnia „Lamli” (KśwB, s. 58), dom towarowy Wertheima (KśwB, s. 70), sklep Beckego (KśwB, s. 77), pralnia na Topfkram (KśwB, s. 77), szynk Noacka (KśwB, s. 103), dom towarowy Messowa i Waldschmidta (KśwB, s. 103), variétés „Wappenhof” (KśwB, s. 123), drukarnia Böhm & Taussig (KśwB, s. 126), knajpa Truscha w kamienicy „Pod Czarnym Kozłem” (KśwB, s. 138), wytwórnia pieców Liebchena (KśwB, s. 138), Landtag (KśwB, s. 147), hotel „Königshof” (KśwB, s. 149), trafika Spingerna (KśwB, s. 149), winiarnia „Ente” (KśwB, s. 190), knajpa „Hankӓs mit Musik” (KśwB, s. 190), „Kӓfer’s Bistro” (KśwB, s. 192), hotel „Nassauer Hof” (KśwB, s. 205), szpital „Bethanien” (KśwB, s. 245), dom handlowy braci Baraschów (KśwB, s. 249), pasmanteria Hartmanna (KśwB, s. 254), cyrk Buscha (KśwB, s. 255), „Sierociniec Schiffkego” (KśwB, s. 276), „B. Brewing Fahrradschlosserei” (KśwB, s. 299), knajpa Linkego (KśwB, s. 301). Pojawiają się także nazwy łacińskie, np.: cukiernia „Silesia” (KśwB, s. 252).

W Widmach w mieście Breslau znajdują się następujące nazwy: gmach Technische Hochschule (WwmB, s. 7), trafika Afferta (WwmB, s. 9), sklep Proskauera (WwmB, s. 10), sklep Kühnela (WwmB, s. 10), „Deutsche Seefischhandels-Aktiengesellschaft” (WwmB, s. 10), kawiarnia Heymanna (WwmB, s. 10), cukiernia „S. Brunies” (WwmB, s. 11), zakład madame Blaschke (WwmB, s. 21), trafika Dutschmanna (WwmB, s. 32), port rzeczny Cӓsar Wollheim, Stocznia Rzeczna i Towarzystwo Żeglugowe w Kozanowie (druga część nazwy już po polsku, WwmB, s. 37), okręt pasażerski „Wodan”( WwmB, s. 38), SMS „Breslau” (WwmB, s. 40), fabryka powozów Hermanna Lewina (WwmB, s. 86), farbiarnia Kellinga (WwmB, s. 88), fabryka cygar Thiemann & Co. (WwmB, s. 106), „Dom Piękności” Hoppego (WwmB, s. 121), trafika Franza Krziwanie (WwmB, s. 127), hotel „Sieh dich für” (WwmB, s. 129), hotel „Stadt Leipzig” (WwmB, s. 141), fabryka kapeluszy Hitzego (WwmB, s. 144), szpital Wenzla-Hanckego (WwmB, s. 174), firma spedycyjna Binkraut & Eberstein (WwmB, s. 178), gospoda Bartscha (WwmB, s. 179), kawiarnia Orlicha (WwmB, s. 180), młyn wodny Phӧnix (WwmB, s. 182), browar Schultheiss (WwmB, s. 183), sklep meblowy Hirscha (WwmB, s. 185), Dom Zdrojowy „Fridrichsbad” (WwmB, s. 215). Są także nazwy polskie: piwiarnia „Pod Trzema Koronami” (WwmB, s. 123), hotel „Król Węgierski” (WwmB, s. 121), gospoda Opieli (WwmB, s. 145), restauracja „Na Przystani dla Parowców” przy moście Piaskowym (WwmB, s. 49).

W Festung Breslau mamy: hotel „Kӓrntnerhof” (FB, s. 7), restauracja „Schlesierland” (FB, s. 62), Volkstribunal w Breslau (FB, s. 80), agencja detektywistyczna Theodora Borka (FB, s. 82), fabryka Famo (FB, s. 91) Fahrzeug und Motorenwerke, produkująca w latach trzydziestych traktory i czołgi[10], restauracja „Gauhaus” (FB, s. 120), Deutsche Bank (FB, s. 120), pałac Hatzfeldów (FB, s. 121), warsztat Willmanna (FB, s. 144), Jahrhunderthalle (FB, s. 158), gospoda Reimera (FB, s.187), fabryka wyrobów kartonowych Bredelli (FB, s. 188), lody u Andersa (FB, s. 196), zakład fotograficzny „Photo-Waage” (FB, s. 210), kawiarnia „Villa Josephsburg” (FB, s. 267), gmach Technische Hochschule (FB, s. 270). Wśród nazw polskich pojawia się na przykład gmach Rządu Śląskiego (FB, s. 121).

W Dżumie w Breslau Krajewski użył następujących nazw instytucji: gospoda Laugnera (DwB, s. 27), dom rozrywki „Friedeberg” (DwB, s. 29), hotel „Fürstenhof” (DwB, s. 38), browar Haasego i fabryka mydła Tellmanna (DwB, s. 49), sklep wielobranżowy „Jung&Lindig”(DwB, s. 57), lody w ogrodzie Schaffgotschów (DwB, s. 62), hotel „Vier Jahreszeiten” (DwB, s. 66), szwalnia Meyera (DwB, s. 95), piwiarnia Kisslinga z napisem „Conrad Kissling” (DwB, s. 177), klub szachowy „Anderssen” (DwB, s. 198) nazwany na część jednego z najlepszych szachistów niemieckich XIX wieku, pochodzącego z Breslau Adolfa Anderssena[11], firma produkująca kafelki Glufke&Szyndzielorz (DwB, s. 199), statek „Wölsung” (DwB, s. 216), „Grünfeld&Co. Produkcja Drzwiczek do Pieców” (DwB, s. 234), restauracja „Pod Tauentzienem” (DwB, s. 240), galeria Stenzla (DwB, s. 241), luksusowy sklep Wilhelma Kornatzkiego (DwB, s. 251), fabryka cementu Gogolin-Gorasdze (DwB, s. 140), zakłady wodociągowe „Am Weidendamme” (s. 243), zakład szklarski Berneta (DwB, s. 14), gospoda „Der Schwarze Adler” (DwB, s. 14), kawiarnia Franka (DwB, s. 20), rzeźnia „Carnis” (DwB, s. 72). Mock szyje marynarkę u Leo Nathana (s. 131), a królem likierów i wódek jest Schirdewan, twórca znakomitej śląskiej żytniówki (DwB, s. 243). Polskie są: piwiarnia „Pod Dzwonem” (s. 75), firma spedycyjna „Bronisław Hirszbein i Spółka” (DwB, s. 80), jadłodajnia „Pieczona Kiełbaska spod Dzwonka” (DwB, s. 81), „Fabryka Uniformów i Ubrań Męskich” (DwB, s. 98), Poczta Paczkowa (DwB, s. 101), Nadprezydium Finansowe (DwB, s. 102), hotel „Warszawski Dwór” (DwB, s. 125), knajpa „Pod Wesołą Godziną” (DwB, s. 154), knajpa Pudelki (DwB, s. 156–157), hotelik „Pod Rucianym Wiankiem” (DwB, s. 199), budynek Rejencji Śląskiej (DwB, s. 209), Komendantura Generalna Wojska (DwB, s. 243), Teatr Miejski (DwB, s. 243), Akademia Sztuk i Rzemiosł Artystycznych (DwB, s. 216), klub „Brama Odrzańska” (DwB, s. 229), hotel „Germania” (DwB, s. 37). Z pewnością antyczne pochodzenie ma nazwa apteki „Higieja” (DwB, s. 178).

O ile w nazwach ulic Krajewski stara się być konsekwentny i podaje ich brzmienia niemieckie (wyjątkiem jest ulica Rzeźnicza, WwmB, s. 112), o tyle inne nazwy bywają spolszczone, np. obok „Vier Jahreszeiten” pojawia się „Cztery Pory Roku”. Ale są też inne nazwy polskie: Dom Koncertowy Dworzec Główny, Prezydium Policji, Nadślężański zameczek, Poczta Główna, Biblioteka Uniwersytecka, hotel „Pod Złotą Gęsią”. Jest ich też dosyć dużo.

 

Wokół artykułów spożywczych i monopolowych

Kolejną liczną grupę cytatów z niemczyzny stanowi kilkadziesiąt nazw produktów i marek, przede wszystkim spożywczych. Swoje oryginalne marki mają piwo, czekoladki, cygara, papierosy, wódka, woda mineralna, kosmetyki, alkohole, ale także urządzenia – z nieśmiertelną maszyną do szycia Singer (KśwB s. 188). Pojawiają się także nazwy polskie, angielskie, włoskie i inne.

W Śmierci w Breslau są to: woda kolońska od Welzla (ŚwB, s. 17), piwo od Kipkego, piwo od Haasego (ŚwB, s. 27), czekoladki Wienera (ŚwB, s. 50), piwo Heselbacha (ŚwB, s. 58), cygara „Bairam” od Przedeckiego (ŚwB, s. 145), cygaro „Ahnuri Shu” firmy Przedecki (ŚwB, s. 104), papierosy „Bergmann Privat” (ŚwB, s. 106), woda mineralna Deinerta (ŚwB, s. 108), aparat „Zeiss” (ŚwB, s. 127).

W Końcu świata w Breslau: piwo z napisem „E. Haase” (KśwB, s. 13), kalendarz „Universal” (KśwB, s. 27), „kalendarzyk Liebesa” (KśwB, s. 43), flaszka reńskiego spӓtburgundera (KśwB, s. 20), proszek „Phӧnix” (KśwB, s. 21), krem „Peri” (KśwB, s. 21), „woda kolońska od Welzla” (KśwB, s. 21), likier z ziół alpejskich Guttentaga (KśwB, s. 29), cygara od Przedeckiego (KśwB, s. 37), różane sole Hagera (KśwB, s. 38), perfumy „Tosca” (KśwB, s. 91), likier czereśniowy od Fachego (KśwB, s. 154), papierosy „Astoria” (KśwB, s. 154), grzane wino „Appelwoi” (KśwB, s. 190), wiśniówka od Kupferhammera (KśwB, s. 223), wódka Schirdewana (KśwB, s. 250), papierosy „Salem” (KśwB, s. 273), guma Wrigley (KśwB, s. 266), papierosy „Bergmann Privat” (KśwB, s. 43), tytoń „Austria” (KśwB, s. 185).

W Widmach w mieście Breslau mamy następujące nazwy: butelka porteru z nalepką gospody „Biernoth” (WwmB, s. 43), chleb od Malgutha (WwmB, s. 59), cytrynówka Krsinsika (WwmB, s. 79), tytoń Badia (WwmB, s. 31), tytoń Virginia (WwmB, s. 140), papierosy Silano (WwmB, s. 145), „Willy Simson. Prawdziwe bawarskie piwo franciszkańskie” (WwmB, s. 155), kawa Kainz (WwmB, s. 168), filiżanki z napisem TPM z wałbrzyskiej porcelany (WwmB, s. 168), papierosy Reichsadler (WwmB, s. 216), Gold-Flake (WwmB, s. 216), gdański likier Łosoś (WwmB, s. 242), proszek Ergon (WwmB, s. 243), cygara Hacifa, karafka Edelbranntwein (WwmB, s. 268), nalewka ziołowa litewska Triżdiwinis (WwmB, s. 271), pióro marki Colonia (WwmB, s. 274).

W Festung Breslau są: kawa zbożowa Seeliga (FB, s. 25), buty od Andritschkego (FB, s. 33), krawat od Amelunga (FB, s. 40), maszyna „Singer” (FB, s. 41), gdańska wódka „Goldwasser” (FB, s. 55), likier ziołowy „Rübezahl” (FB, s. 63), zegarek marki „Schaffhausen” (FB, s. 75), piwo Haasego (FB, s. 181), papierosy laurensy (FB, s. 214), woda kolońska „Royal” (FB, s. 239), papierosy nile (FB, s. 239), „kościana obsadka w kuflu z nadrukiem Festiwal Piwa Breslau 1935” (FB, s. 243). Papierosy „Górnik” (FB, s. 19).

W Dżumie w Breslau: błyszczące od oleju maszyny „Pieffke, Woolf, Ruffer, Zoelly” (DwB, s. 7), złoty sygnet mistrza kolońskiego Zieglera (DwB, s. 13), lody „Lagnese” (DwB, s. 21), sękacz od Mikscha (DwB, s. 21), likier katedralny od Galewskiego (DwB, s. 25), tytoń „Ihra” (DwB, s. 72), piwo „Engelhardt” (DwB, s. 75), maszyna „Rheinita Record” (DwB, s. 92), papieros „Salem Alejkum” (DwB, s. 96), piwo „Kulmbacher” (DwB, s. 97) albo małą literą – kulmbacher (DwB, s. 178), konfitury pana Pohla (DwB, s. 99), pasta Kiwi (DwB, s. 99), czekoladki „Frankonia” (DwB, s. 140), pastylki odświeżające Neumanna (DwB, s. 148), wędzony łosoś z „Altony” (DwB, s. 158), herbata Obsta na ischias (DwB, s. 177), miejscowy winiak „Stary Szczep” (DwB, s. 178), gdańska „Goldwasser” (DwB, s. 186), polskie piwo Fortuna (DwB, s. 186), lemoniada „Sinalco” (DwB, s. 186), cygaro „Sultan” (DwB, s. 241).

 

Wokół służb mundurowych

Dość liczną grupę w powieściach Krajewskiego stanowią nazwy stopni wojskowych i policyjnych. Są one często – jako niemieckie rzeczowniki – pisane wielką literą, a zachowanie oryginalnej formy obcego wyrazu przejawia się także w stosowaniu obcych znaków graficznych. Jest to podyktowane, jak sądzę, dbałością o precyzję znaczeniową. Sprawia wrażenie oficjalności czy urzędowości. W Śmierci w Breslau pojawiają się: Obergruppenführer SA (ŚwB, s. 13), Hauptsturmführer (ŚwB, s. 40), Kriminalassistent (ŚwB, s. 53), Standartenführer SS (ŚwB, s. 69), Kriminaldirektor (ŚwB, s. 158), Kriminalkommissar; w Widmach w mieście Breslau: hauptmann (WwmB, s. 38); w Końcu świata w Breslau: oberpolicmajster (KśwB, s. 255), policmajster (KśwB, s. 259), Kriminalrat (KśwB, s. 103). Najwięcej jest ich w Festung Breslau ze względu na to, że akcja powieści toczy się w czasie wojny: Hauptmann Und Polizei-Hauptsturmfürer (FB, s. 24), SS-Brigadeführer (FB, s. 25), Führer (FB, s. 25), Kriminaldirektor (FB, s. 29), SS-Obersturmbannführer (FB, s. 50), Obergruppenführer SS (FB, s. 56), SS-Sturmbannführer (FB, s. 95), Kriminalwachtmeister (FB, s. 96), SS-Obersturmführer (FB, s.106), Hauptscharführer (FB, s. 123), Oberbefehlshaber der SS Und Polizei (FB, s. 181), feldmarszałek (FB, s.187), feldfebel (FB, s. 200), gauleiter (FB, s. 218). W Dżumie w Breslau są: Hauptwachtmeister (DwB, s. 35), Reviervorstehender (DwB, s. 155). Czasami na tych stopniach zbudowane jest pouczenie, np. G. von Rodewald mówi do Krausa: „Co wolno Führerowi, tego nie wolno Sturmbannführerowi…” (FB, s. 247). Przywołuje to na myśl polskie przysłowie: „Co wolno wojewodzie…”. Znajdujemy też nazwy członków danej formacji: esesman (FB, s. 117), volkssturmowcy (FB, s. 195), volkssturmista (FB, s.207).

Z wojskiem są związane nazwy niemieckich instytucji militarnych i policyjnych, oddziałów oraz nazwy broni czy elementów umundurowania, a także pojazdów. Należą do tej grupy skróty, np. Stasi (ŚwB, s. 7), SA (ŚwB, s. 13), RuSHA – „Rassen- Und Siedlungshauptamt der SS w Breslau” (FB, s. 99), drzwi z napisem „Rassen- Und Siedlungshauptamt der SS Abteilung in Breslau” (FB, 101), SS (FB, s. 241), NSDAP, kripo (FB, s. 51), a także pełne nazwy: Abwehra (ŚwB, s. 59), Hitlerjugend (ŚwB, s. 71), gestapo (ŚwB, s.49), Volkssturm (FB, s. 31), Polizeidirektion (FB, s. 8), Wasserpolizei (WwmB, s. 22), Bahnschutz (ŚwB, s. 19), Fischereipolizei (ŚwB, s. 19), dywizja SS-Totenkopf (FB, s. 67), Garde-Kavallerie-Schützen-Division (WwmB, s. 124), Waffen SS (FB, s. 252), Kriminalpolizeileitstelle (ŚwB, s. 43), sturmgewehry (FB, s. 32), luger (KśwB, s. 71), mauser (KśwB, 71) lub mauzer (WwmB, s. 39), schmeisser (FB, s. 118), Walther (pistolet, KśwB, s. 303), manlichery (karabiny, DwB s. 233), nebelwerfery (miotacze pocisków, FB, s. 20), pancerfaust (FB, s. 148), kruppowskie armaty 8,8 (FB, s. 111), działo przeciwlotnicze flakvierling (FB, s. 180), haubica (FB ), freikorpus, freikorpser (WwmB, s. 38), żołnierze freikorpsu (WwmB, s. 37), szpicel (WwmB, s. 51), motocykl zündapp (FB, s.81), adler (ŚwB, s. 60), kibelwagen (FB, s. 106), daimler (WwmB, s. 73), horch (WwmB, s. 107), opel (WwmB, s. 83), łodzie podwodne typu „Seehund” (FB, 260), kugelhauba (ŚwB, s. 49), sztyblety (FB, s 43), szpicruta (FB, s. 58), polowe panterki Waffen SS (FB, s. 252), pikielhauby (DwB, s. 24), „okrągłe polowe czapki bez daszka, zwane Einheitsfeldmützen” (WwmB, s. 123), kenkarta (FB, s. 111), Arbeitskarte der Festung Breslau (FB, s. 168), Rassenschande (zbrodnia przeciw rasie, FB, 117), żydowska partia „Bund” i bundowcy (KśwB, s.196) i stowarzyszenie gimnastyczne „Frisch auf” (WwmB, s. 268). Pojawia się także sławny pruski „Ordnung” (ŚwB, s. 194).

Dla dodania niejako autentyczności, wiarygodności, prawdopodobieństwa, Krajewski wkłada w usta bohaterów niemieckie frazy. Są to zwroty grzecznościowe typu „Herr Kriminaldirektor” (ŚwB, s. 159), „Mein lieber Kriminaldirektor” (ŚwB, s. 158) „Herr Kriminalassistent” (WwmB, s. 193), „Herr Ober” (DwB, s. 184), okrzyki „Sieg heil!” (KśwB, s. 260), ale także powitania „Heil Hitler!” (FB, s. 101). Okrzyk „Heil Hitler” traktowany jest też rzeczownikowo, np. „Obaj wykonali przepisowe «heil Hitler!» i wyszli z kwatery von Rodewalda” (FB, s. 148), pozdrowienie „Grüss Gott, Mock” (KśwB, s. 275). W ten sposób Krajewski ewokuje oficjalną sferę językowej komunikacji. Na drugim biegunie niejako znajdują się potoczne zastosowania niemczyzny, np. przekleństwa „Scheisse” (KśwB, s. 208), czy poganianie: „– Zack, zack, [...] twoje zdrowie Rühtgard” (WwmB, s. 79).

 

W kręgu muzyki

Czasami epizodyczne postaci śpiewają piosenki. Dobiega śpiew jednej z najbardziej znanych kolęd niemieckich, autorstwa Johannesa Daniela Falka:

 

„O du fröhliche, o du selige

O du fröhliche, o du selige

Gnadenbringende Weihnachtszeit!

Welt ging verloren, Christ ward geboren:

Freue, Freud dich, o Christenheit!

O du fröhliche, o du selige…” (KśwB, s. 297)

 

O radosne, o błogie

O radosne, o błogie

Przynoszące łaskę Boże Narodzenie

Świat był zgubiony, lecz Chrystus zrodzony

Raduj się, raduj, świecie chrześcijański

O radosne, o błogie… (tłum. – J.P.)

 

Dopełnienie się czasu w opowieści biblijnej staje się też obrazem dopełnienia czasu zbrodni. Zbliża się czas narodzin Chrystusa, analogicznie nadchodzi czas zbrodni na Lei, ale także dni mordercy stają się policzone. Melodia tej kolędy jest w Polsce używana do pieśni zapisanej w śpiewniku kościelnym Siedleckiego jako Modlitwa sycylijskich żeglarzy z 1803 r.

Wcześniej Mock w domu towarowym braci Baraschów słyszy, jak kwartet smyczkowy gra popularną kolędę pt. O, Tannenbaum (KśwB, s. 250). Inna piosenka ma charakter górniczego hymnu:

 

„Glück auf! Glück auf!

Der Steiger kommt!

Und er hat sein helles Licht

Und er hat sein helles Licht

Bei der Nacht

Schon angezundt” (WwmB, s. 263)

 

(Szczęść Boże! Szczęść Boże!

Nadchodzi sztygar!

On swoje jasne światło

On swoje jasne światło

Już zapali)

 

Zwrot Glück auf! jest odpowiednikiem polskiej apostrofy do św. Barbary.

Przestrzeń dźwiękowa w powieściach Krajewskiego jest oczywiście o wiele bogatsza. W każdym utworze dochodzą do głosu arcydzieła muzyki klasycznej, a także przeboje niemieckiej muzyki rozrywkowej, przy czym tło muzyczne często kontrastuje z tym, co się dzieje. W czasie orgii u barona von Kӧpperlingka wybrzmiewa Kwartet cesarski Haydna (ŚwB, s. 100). Słychać także piosenkę Marleny Dietrich: „Ich bin vom Kopf bis Fuss auf Liebe eingestellt…” („Jestem nastawiona na miłość od stóp do głów”) (ŚwB, s. 44), a beznogi żebrak śpiewa hymn partii NSDAP pt. „Horst-Wessel-Lied” (ŚwB, s. 159).

W Końcu świata w Breslau Sophie nuci pod nosem sentymentalne tango „Ich hab dich einmal geküsst” („Raz kiedyś cię pocałowałem”), gra Beethovena, ale także gra Popołudnie fauna Debussy’ego, a w jej głowie rozbrzmiewa muzyka III Symfonii Mahlera. Jej przyjaciółka Elizabeth ćwiczy partię pierwszych skrzypiec kwartetu Śmierć i dziewczyna Schuberta, a także gra Gnosienne Erika Satie. Jedna z ofiar, Eduard Geissen, uwielbia opery Wagnera. Opera Pierścień Nibelungów wybrzmiewała podczas spełniania pragnień ofiary. Opera Wagnera pt. Tannhӓuser odgrywana w Teatrze Miejskim będzie także tłem dla ważnych ustaleń policyjnych. Tu w loży nr 12 spotyka się Eberhard Mock z dyrektorem kryminalnym Heinrichem Mühlhausem: „– Tu nas nikt nie usłyszy, Mock – powiedział Mühlhaus i nabrał tchu, jakby chciał zawtórować chórowi syren Naht euch dem Strande” (Zbliżyć się do brzegu, KśwB, s. 268), a później jego głos wtórował arii Tannhӓusera: Dir tӧne Lob (KśwB, s. 269). Warto przy tym wspomnieć, że „gmach zyskał sławę jako siedziba nocy wagnerowskich; zaczęło się od przedstawienia Tannhӓusera w 1852 roku”[12].

Muzyka rozbrzmiewa nie tylko w domach i operze, ale także na zapleczu sklepu jubilerskiego, gdzie subiekt śpiewa kuplet Ottona Reuttera pt. Wie reizend sind die Frauen (Jak czarujące są kobiety, KśwB, s. 104). Nie sposób też, żeby muzyki nie było w lokalach. Wrocławska Josephine Baker śpiewa piosenkę zaczynającą się od słów: „Wenn die beste Freundin mit ’ner besten Freundin…” (Kiedy najlepsza przyjaciółka z najlepszą przyjaciółką…, s. 129), a „[...] wszyscy poznali słynny szlagier o dwóch nierozłącznych przyjaciółkach, śpiewany w berlińskich teatrzykach przez Marlenę Dietrich i Claire Waldoff” (KśwB, s. 125).

W Widmach w mieście Breslau orkiestra na nabrzeżu Odry w porcie gra Marsz pod pełnymi żaglami (WwmB, s. 40), potem Niemiecki marsz obecności (WwmB, s. 42) i W górę niemiecką flagę (WwmB, s. 43). Żona Rühtgarda na fortepianie „malowała krystaliczne pejzaże Wariacji Goldbergowskich i wykonywała precyzyjne cięcia ze zbioru Das wohltemperierte Klavier” (WwmB, s. 73). Rühtgard nuci kuplet z operetki O czym marzą dziewczęta Aschera (WwmB, s. 168). Natomiast rytm Pieśni Ślązaka staje się znakiem porozumiewawczym dla policjantów. Wystukują rytm tej melodii w drzwi pokoju (WwmB, s. 201). Mock, kiedy nie słyszy reakcji, śpiewa: Kehr ich einst zur Heimat wieder (I po raz kolejny wrócić do domu, WwmB, s. 258). W Darłówku Mock gwiżdże piosenkę z opery Frau Luna Paula Linckego (WwmB, s. 214), a ojciec ukochanej przez Mocka Eriki grał Karnawał zwierząt Saint-Saënsa (s. 225). Tę dźwiękową polifonię dopełniają piosenki kataryniarza o Mocku.

W Festung Breslau na koncertowe emocje raczej nie ma szans. „Nad miastem grały organy Stalina, a przyczepione do latarń głośniki, zwane harfami Goebbelsa, podtrzymywały obrońców na duchu” (FB, s. 207). Jedynie Mock nuci patetyczny fragment Tannhӓusera. A w ramie kompozycyjnej, w czasie powojennym, jest już miejsce na polskie piosenki, np. na wrocławski przebój Marii Koterbskiej pt. Mkną po szynach niebieskie tramwaje (FB, s. 15).

W Dżumie w Breslau akordeonista wyśpiewuje „zjadliwą satyrę o kwaśnym winie Grünbergu” (DwB, s. 76), ale „nie zdąży dokończyć frazy, że wino z Grünbergu wydłuża ludziom oblicza” (DwB, s. 77). W knajpie mężczyźni śpiewają: „spotkamy się kiedyś na nadodrzańskim brzegu” (DwB, s. 177). Muzycy ze Schlesichses Landesorchester i chór Orchester-Verein (DwB, s. 206) w teatrze Lobego „zamiast planowanej Pasji według świętego Jana Bacha publiczność wysłucha Piątej symfonii Mahlera i uwertury Leonora Beethovena, a orkiestrą będzie dyrygował sam Georg Dohrn” (DwB, s. 207).

 

W kręgu słowa pisanego

Oprócz dźwięku język niemiecki obecny jest w postaci graficznej. Pierwsze, co się niejako narzuca, to teksty miasta: szyldy, plakaty, napisy na murach. Nad bramą wisi szyld „B. Brewing Fahrradschlosserei” (KśwB, s. 299), który być może wyjaśnia tożsamość bohaterów. Na bramie obozu w Breslau znajduje się napis: „Arbeit macht frei” (FB, s. 48). Drzwi domu publicznego ozdobiono sloganem reklamowym: „Das beste aller Welt, der letzte Schluck bei Gabi Zelt” („Najlepsza rzecz na świecie – ostatni łyk u Gabi Zelt”, KśwB, s.139). Na poniemieckiej kamienicy spod łuszczącej się farby przebija się napis „Credit-Anstalt” (FB, s. 19). Ponadto możemy mówić nie tylko o tekstach miasta, ale także o tekstach rzeczy. Bywa, że jakiś przedmiot jest opatrzony tekstem, np. wojskowy bagnet podoficerski z wygrawerowanym napisem: „Zur Erinnerung an meine Dienstzeit” („Na pamiątkę mojej służby wojskowej”, KśwB, s. 159). Mock zawija uciętą rękę Berty Flogner w ręcznik z napisem „Erwache und lache” („Obudź się i uśmiechnij”, FB, s. 85), a na jej grobie umieszczono krzyż z napisem „Berta Flogner 1928–1945 R.I.P.” (FB, s. 86). Na makatce jednego z mieszkań znajduje się napis „Morgenstunde hat Gold im Munde” (Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje, WwmB, s. 191). Mock przegląda ulotki zachęcające do wstąpienia do Garde-Kavallerie-Schützen-Division (WwmB, s. 124).

Forma pisana to jednak przede wszystkim dokumenty i książki. W cyklu powieściowym Krajewskiego znajduje się wiele, jak na kryminały, tytułów książek i cytatów. Na przykład cytat na przeglądanej przez Mocka ulotce pochodzi z Ernsta von Salomona: „Niemiecki kraj płonął w skołatanych umysłach. Niemcy zawsze byli tam, gdzie walczono, gdzie uzbrojone ręce sięgały po niemiecką własność, niemiecki kraj promieniował tam, gdzie walczący w jego obronie przelewali ostatnią krew” (WwmB, s. 125).

W Śmierci w Breslau Mock czyta Freuda Z psychopatologii życia codziennego, ale też Pułapki szachowe Überbranda. Anwaldt czyta pamiętniki Gustava Nachtigala, ale też pamiętnik bohaterki Lei Friedlӓnder, a w drodze do Rawicza czyta w oryginale Króla Edypa Sofoklesa. Bohaterowie w ramach śledztwa robią kopię fotograficzną brulionu: Die Chronik von Ibn Sahim. Übersetzt von Dr. Georg Maass. Leo Hartner, śledząc ten wątek, sięga po Geschichte der persischen Literatur Wilhelma Grünhagena i książkę Jeana Poye Les Yésîdîs.

W Końcu świata w Breslau Mock także czyta Pułapki szachowe Überbrandta. Bohater jako wielbiciel literatury starożytnej ma w swojej bibliotece całą literaturę klasyczną, np. Galen w wydaniu Kühna, a także klasykę niemiecką, np. Cierpienia młodego Wertera. Książki jednak pełnią nie tylko funkcję ornamentacyjną, nie tylko są elementami świata przedstawionego, nie tylko charakteryzują pośrednio postacie literackie, ale także biorą znaczący udział w rozwiązaniu zagadki. Bez nich Mock nie wpadłby na trop przestępcy. Ponieważ nie ma odcisków palców z liniami papilarnymi, trzeba zastąpić je logicznymi konstrukcjami, opartymi także na wiedzy książkowej. Przechytrzenie przeciwnika w tej grze na śmierć i życie zależy od znajomości historii miasta, od wiedzy na temat wybranych lektur, od oczytania i znajomości topografii, od biegłości w przeszukiwaniu dokumentów i umiejętności kojarzenia faktów. Stąd niezbędne w śledztwie są dawna praca Margrafa o ulicach Wrocławia, Antiquitates Silesiacae Barthesiusa i Świat przestępczy w dawnym Wrocławiu Hagena. Mock wpada na pomysł, że dawne dzieje mają wpływ na obecne zbrodnie, że współczesne przestępstwa są odpowiednikami morderstw sprzed wielu lat. Badania archiwalne, kwerenda biblioteczna, sporządzenie katalogu według haseł Śląsk–Kryminalistyka–Wrocław i zatrudnienie historyków stają się warunkiem sine qua non rozwiązania zagadki kryminalnej, stają się elementem śledztwa kryminalnego. Odkrycia archiwistów doprowadzą policję do przestępcy. Historia Wrocławia, a także literatura, np. słynny wiersz Wilhelma Müllera Der Glockenguss zu Breslau (Odlew dzwonu we Wrocławiu), wskazują kierunek poszukiwań (KśwB, s. 228). Z książkami związane są pewne przeżycia, które rzutują na postępowanie bohaterów, np. fotograficzny album Stare Miasto we Wrocławiu, a także widokówki z kamienicą „Pod Gryfami” wywołują lęk u Völlingera (KśwB, s. 57).

Oczywiście książki „uczestniczą” też w powieści w inny sposób, np. w prowadzeniu narracji. Znajdują się odwołana do Horacego, Lukrecjusza, Wergiliusza, Goethego. Cukiernia „Silesia” wypełniona jest cierpiącymi Werterami, pisującymi na serwetkach miłosne wyznania (KśwB, s. 252), a buchalterzy bez zrozumienia czytają Kapitał Marksa.

W Dżumie w Breslau: „Niekiedy Mock wpadał w pychę. Czuł się jak Nietzscheański übermensch, którego nie obowiązuje mieszczańska moralność” (DwB, s. 175). Kiedy Mock jest przesłuchiwany, odwołuje się także do literatury. Mówi bowiem, że jego rodzice nazywają się Hermann i Dorothea, ale strażnik nie daje się na to nabrać (DwB, s. 152–153). Oschewalla przyłapany w lupanarze błaga o wypuszczenie. „Równie skutecznie mógłby odwoływać się do litości napastników, deklamując Króla Olch Goethego” (DwB, s. 204).

W Widmach w mieście Breslau marynarz przesłuchiwany przez Mocka, Hermann Ollenborg, cytuje łacińskie sentencje i chwali się, że w czasie rejsu do Afryki czytał namiętnie Geflügelte Worte Bachmanna (WwmB, s. 41). Morderca doktor Cornelius Rühthgard prowadzi dziennik, w którym tłumaczy i interpretuje okultystyczne dzieło Augsteinera z łaciny, fragmenty tego diariusza są cytowane w książce na prawach osobnych rozdziałów, przerywających właściwą narrację. Rühthgard przyjmuje w ten sposób rolę narratora, zna idee Christiana Rosenkreuza i Gregoriusa Blockhusa, oczywiście czyta też Freuda. Wspomina się o wiedeńskim sukcesie Tkaczy Hauptmanna (WwmB, s. 118). Mock pyta, czy Mühlhaus czyta poezję Auweilera, gdyż ten nazywa podwładnego „wściekłym psem, mszczącym się za śmierć niewinnych ludzi…” (WwmB, s. 102).

Do tego, że książki w powieściach Krajewskiego o Breslau są ważne, nie trzeba nikogo przekonywać. Są ważne dla autora i są ważne dla niektórych jego bohaterów. W Festung Breslau to właśnie dzięki pisarstwu profesor Knopp będzie jednym z czterech, a w istocie jednym z dwóch, wybranych do ocalenia z Breslau. Zresztą ten drugi to też człowiek uczony, dr filozofii Brendel. Niewątpliwie wiedza ocala (FB, s. 267). Mock trzyma pudło z notatkami profesora: „W tym uchwycie była jakaś pieszczota – jakby w pudle znajdowały się nie materiały o Melitonie z Sardes, lecz relikwie świętych” (FB, s. 267). Błogosławieństwa na górze – a więc fragment Biblii – posłużyły jako pomysł na konstrukcję akcji w Festung Breslau. W zasadzie stało się to źródłem koncepcji utworu, na której opiera się cała intryga. Refleksja pogłębiona jest do tego stopnia, że Mock szuka błędów Lutra w tłumaczeniu (FB, s. 186–189). Niezbędne są zatem konsultacje z rzeczonym profesorem Knoppem, teologiem i paleontologiem, autorem pracy poświęconej biblijnej symbolice zwierząt.

Ktoś, kto niszczy książki, jest barbarzyńcą. Oprawcy Hans Gnerlich i Waltraut Hellner w domu Mocka palą jego książki, m.in. siedemnastowieczny Młot na czarownice i osiemnastowieczne wydanie Makbeta, aby rozgrzać pogrzebacz i torturować policjanta (FB, s. 252). Starodruki posłużą po wojnie jako opał w przedszkolu mieszczącym się w wilii zajmowanej wcześniej przez Leo Hartnera, dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej.

Wszelkie dokumenty, jak zwykło się nazywać w bibliologii książki, broszury, ulotki etc., można podzielić na dokumenty dwojakiego typu. Pierwsze (tj. np. arcydzieła literatury niemieckiej czy antycznej) istnieją obiektywnie, są niejako zewnętrzne, a drugie są tekstami wymyślonymi przez autora, mającymi rację bytu jedynie w świecie przedstawionym przez Krajewskiego, bo dotyczą na przykład głównego bohatera. Do tych drugich należy wykład inauguracyjny na rok akademicki 1944/1945 na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Erlagen pt. Samosąd w prawie niemieckim, gdzie omawia się jego samosąd na Klausie Robercie z 1927 roku, a Mock opisany jest jako „samotny mściciel”. Natomiast list, który otrzymał Mock od Ericha Krausa, jest „ozdobiony u góry pieczęcią z orłem trzymającym w szponach indogermański znak szczęścia” (FB, s. 96).

Książki istnieją także w pamięci i wyobraźni Mocka. Bohater słyszy głosy: „– Nietzsche powiedział w Tako rzecze Zaratustra: Bądźcie twardzi!” ( FB, s. 164) i dalej znów „– Nietzsche powiedział: Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!” ( FB, s. 164). Mock przypomina sobie słowa jakiegoś poety: „W chwili pożegnania wszystko jest inne i niezwyczajne” (FB, s. 94). Kiedy wchodzi po schodach, wyobraża sobie, że Karen „czyta dobrą niemiecką literaturę i wsłuchuje się w wycie wichru w noweli Schimmelreiter Theodora Storma” (FB, s. 93). Znajdujemy też cytat z Konfucjusza: „Cóż takiego możemy wiedzieć o śmierci, jeśli życia dobrze nie znamy” (FB, s. 196), a także z Maupassanta: „Alleluja, mam królewski syfilis” (FB, s. 205–206).

Okazuje się także, że kształt pisma gotyckiego (fraktury) nie tylko niesie ze sobą estetyczne względy, ale także pozwala rozwiązać praktyczne problemy. Oto Manfred Hartner, syn Leo Hartnera, może ukryć przed kapitanem Baniakiem istnienie Eberharda Mocka:

 

– Jakie to nazwisko? – Baniak podskoczył i spojrzał na kartkę. – Co to za pismo? Nie znacie normalnych liter?

– Tak nas uczyli. To pismo gotyckie. Tu jest napisane „Ekkehard Mark” (FB, s. 280).

 

Tak zatem znajomość fraktury i łaciny ratuje Mocka, bo dzięki temu doktor może oszukać tępego funkcjonariusza UB i ukryć nazwisko człowieka stojącego za całą sprawą. W Widmach w mieście Breslau pojawia się także kaligrafia Sütterlinowska (WwmB, s. 191) jako odniesienie do pisma Mocka.

W powieści Dżuma w Breslau morderca przegląda broszurę z instrukcjami dotyczącymi porozumienia się z sektą mizantropów. Książka „Anton Freyherr von Mayrhofer Zbrodnicze bractwo mizantropów. Nakładem autora. Naumburg 1903” ( DwB s. 110), w której zaznacza miejsce, gdzie czyta, „widokówką z rysunkiem stawu w Südpark w Breslau” (DwB, s. 109).

Obrazu miasta, pełnego szyldów, napisów, książek, tabliczek, dokumentów, dopełnia prasa, reprezentowana dość licznie. Nazw gazet jest odpowiednio 9 w Śmierci w Breslau: „Neues Deutschland” (s. 8), „Sturmer” (s. 27), „Schlesische Tageszeitung” (s. 28), „Vӧlkischer Beobachter” (s. 43), „Berliner Morgenpost” (s. 43), Breslauer Zeitung” (s. 43), „Zeitschrift für Parapsychologie und Metaphysik” (s. 64), „Semitische Forschungen” (s. 73), „Breslauer Neueste Nachrichten” (s. 196); 4 w Końcu świata w Breslau: „Süddeutsche” (tu Anwaldt zastanawia się nad znaczeniem tytułu pisma: „deutsche to niemieckie, ale süd?”, s. 10), „Breslauer Neueste Nachrichten” (s. 26), „Archiv für Kriminologie” (s. 164), „Wiesbadener Woche” (s. 194); 5 w Widmach w mieście Breslau: „Breslauer Zeitung” (s. 147), „Die Woche” (s. 154), „Ostdeutsche Sport-Zeitung” (s. 237), „Breslauer Neueste Nachrichten” (265), „Kӧnigsberger Allgemeine Zeitung” (s. 274); 3 w Festung Breslau: „Schlesische Tageszeitung” (s. 24), „Wörter und Sahen” (pismo naukowe, w którym publikował Knopp, s. 263) i „Wiener Kurier” (s. 281); 6 w Dżumie w Breslau: „Illustrierte Woche”, dodatek do „Breslauer Neueste Nachrichten” (s. 25, s. 26, skrót BNN), „Schlesische Zeitung” (s. 56) „Berliner Morgenpost”, „Der Basar” (s. 185), „Berliner Tageblatt” (s. 186). Razem jest to ponad 20 tytułów niemieckich gazet nie tylko lokalnych i regionalnych.

 

Wokół znaczeń i akcentów

Inwencja Krajewskiego nie kończy się oczywiście na stosowaniu cytatów z innych języków. W działaniu bohaterów, w komentarzach narracyjnych widoczna jest warstwa metajęzykowa, swoista lingwistyczna refleksja. Autor na przykład stosuje grę słów w celach humorystycznych. W Śmierci w Breslau, kiedy szef Heinrich von Grapersdorff wyrzuca z pracy Herberta Anwaldta, nazywa go Schnapswaldem (ŚwB, s. 46). Przepity głos Mocka to sznapsbaryton. Żartobliwa interpretacja nazwiska Schlossarczyk, dokonana przez bohatera Kurta Smolorza, brzmi: „– To mi się skojarzyło ze słowem Schlosser – «ślusarz». Proszę pomyśleć: kobieta ma na nazwisko «Ślusarz». Cha, cha… co to za ślusarz bez klucza albo wytrycha… cha cha…” (ŚwB, s. 157).

Refleksja nad językiem podana jest w sposób przystępny, bywa wpleciona w intrygę. Za przykład mogą tu posłużyć interpretacje nazw w proroctwach chorego Friedlӓndera. Doktor Weinsberg w Prognostykach Tanatologicznych Isidora F. zawiera analizę wyrazów pochodzenia starohebrajskiego wykrzykiwanych przez pacjenta. Skandowane przez chorego komunikaty profetyczne zawierają zaszyfrowane nazwisko i okoliczności śmierci. Profetyczne, bo w pewnej części dotyczą osób żywych. Nazwiska nieszczęśników rozszyfrowywane są za pomocą tłumaczenia słów ze starohebrajskiego na niemiecki. Podstawą wyjaśnień okazuje się brzmienie lub znaczenie wyrazów. Tak np. hebr. geled interpretowane jest jako Gold (złoto), hebr. hamad (hełm) to nazwisko Helm, czyli hełm, hebr. sair to kozioł, czyli Bock – nazwisko brzmi Beck, hebr. jawal adama to rzeka, pole, niem. Fluss, Feld, a zatem nazwisko należy interpretować jako Feldfluss lub Flussfeld (ŚwB, s. 65, pełny wykaz interpretacji jest w tabeli na s. 66–67). Proroctwa F. to pokaz umiejętności lingwistycznych – przekładu słów hebrajskich na niemiecki. Jest to zabawa, która stanowi klucz do rozwiązania zagadki, jaką jest znalezienie mordercy baronówny von der Malten. Interpretacje czynione przez bohatera ukazują bogactwo możliwości, choć oczywiście spowalniają śledztwo. Zabawy lingwistyczne nie mają jedynie rozrywkowego charakteru, gdyż poprzez sugerowane możliwości biorą udział w rozwoju akcji.

Refleksje lingwistyczne czasami jak małe perełki wplecione są w narrację. W Festung Breslau Mock zastanawia się, „Dlaczego szczypawka to po niemiecku ‘uszny robak’, a po łacinie forficula auricularia, ‘nożyczki uszne’”? (s. 159). Mock w domu uciech stosuje łacinę do nazywania różnych sposobów uprawiania seksu i jest zadowolony, kiedy kobiety znają sformułowania łacińskie. Wyjaśnia Hildzie: „Niemieckie wyrażenia są albo wulgarne, albo anatomiczne. Odwołajmy się do języka starożytnych Rzymian, którzy doskonale znali różne odmiany ars futuendi” (DwB, s. 31).

W Widmach w mieście Breslau Erika Kiesewalter zwraca się do Mocka: Herr Kriminalassistent (WwmB s. 193), a sama się przedstawia się jako Orgienassistentin (WwmB, s. 194). Myślenie bohatera jest poniekąd zakorzenione w niemczyźnie. W finałowej scenie debiutanckiej powieści nie wiemy, czy Mock popełni samobójstwo: „W uszach powtarzała się dawno niesłyszana niemczyzna. Syczał i wibrował czasownik ausfallen – wypaść. Ruszył w stronę otwartego okna” (ŚwB, s. 209). Dopiero z kolejnych powieści (Koniec świata w Breslau i Festung Breslau) dowiemy się, że tego nie uczynił.

Niektóre sformułowania, jak „Festung Breslau”, mogą nabrać przenośnego charakteru, co podpowiada następujący fragment: „Panna Jugendbauer nie była łatwym łupem; dopiero po dłuższym czasie przełamała zawstydzenie i pozwoliła von Rodewaldowi na zdobywanie kolejnych bastionów swojego ciała. W końcu generał poczynając sobie nader dzielnie zdobył ostatnią twierdzę, prawdziwą Festung Breslau jej wstydu” (FB, s. 238).

Krajewski jest także wyczulony na regionalne odmiany niemczyzny. W Śmierci w Breslau Anwaldt mówi: „– Panie Huber, przepraszam, że wyjąłem tę pukawkę. Był pan gliniarzem (jak to wy, wrocławianie, mówicie? Schkulle), a ja pana potraktowałem jak wspólnika podejrzanego” (ŚwB, s. 161). A zatem policjant z Berlina, wskazując regionalizm, uświadamia czytelnikowi zróżnicowanie regionalne języka niemieckiego. Nie dotyczy to zresztą tylko form leksykalnych, ale także fonetycznych, bo przecież w fonetyce w różnego rodzaju gwarach i dialektach znajdziemy najwięcej odstępstw od normy ogólnokrajowej, o ile w niemczyźnie coś takiego jak język ogólnoniemiecki istnieje. Śląską odmianę niemczyzny słychać na przykład na targu w Breslau (KśwB, s.159). Narrator snuje dalej refleksję na temat regionalnych odmian niemczyzny. W mieście nad Szprewą zamiast „g” wymawia się „j”, a w mieście nad Odrą na łóżko mówią „Poocht” (KśwB, s. 161). Na targu także słychać szelest polskiej mowy. Wilhelm Kleibӧmer natomiast mówi: „Grüss Gott, Mock [...] Tak mówią w moim Monachium” (KswB, s.275). W Widmach w mieście Breslau Achim Buhrack mówi „z silnym śląskim akcentem”, natomiast Wirth wypowiada się z austriackim zaśpiewem (WwmB, s. 212), a w piekarni w Darłówku rozmawia się w pomorskim dialekcie. W Festung Breslau pojawia się „niemczyzna o dziwnej, nieznanej Kridlowi melodii” (FB, s. 8). Chodzi oczywiście o mowę śląską. A zatem w warstwie leksykalnej, w warstwie fonetycznej języka, w akcencie i intonacji Krajewski widzi zróżnicowanie językowe. To zróżnicowanie zdecydowanie urozmaica tok narracji i wzbogaca świat przedstawiony o regionalne niuanse. Wśród wspominanych przez Krajewskiego odmian języka znajduje się jedna szczególna: „To był akcent rodzimy, gestapowski” (FB, s. 60).

W Dżumie w Breslau Mock rozpoznaje obce pochodzenie Hildy, dziewczyny lekkich obyczajów, pochodzącej z Salzburga, ale nie przez akcent, ale przez austriacki zwyczaj tytułowania policjanta o rangę wyżej, niż nakazywałby to stan faktyczny (DwB, s. 29). Po śląsku mówi szef Mocka: „– Ty mnie o to nie pytaj, człowieku! – zasyczał Mühlhaus, rozciągając po śląsku ostatnie słowo. Ty mi to powiedz” (DwB, s. 161).

 

Nie tylko cytaty

Bogdan Walczak wspomina o dwóch falach wpływów niemieckich na polszczyznę. Pierwszą wiąże z kolonizacją w XIII–XV wieku. Tu mieści się spory zakres słów związanych z życiem codziennym, zwłaszcza miejskim, w postaci zapożyczeń obecnych także u Krajewskiego: blacha, browar, burmistrz, cech, cegła, czynsz, dach, gmach, gmina, jarmark, knajpa, ratusz, rura, rynek, rynsztok[13]. Druga fala przypadła na wiek XIX i początek XX. Wtedy wprawdzie Polacy starali się unikać właściwych zapożyczeń leksykalnych z języków zaborców, ale nie ustrzegli się kalk leksykalnych: „oparłszy się banhofowi, nie ustrzegli się dworca kolejowego, usunęli z języka bryftrygiera, lecz nie ustrzegli się listonosza”[14]. Takie kalki powszechnie używane w polszczyźnie z natury rzeczy obecne są także u Krajewskiego.

Wpływy niemieckie tak kunsztownie i pomysłowo wykorzystywane przez autora w budowaniu świata przedstawionego nie kończą się na cytowaniu nazw własnych. Są też przecież wyrazy pospolite, zapożyczenia, które język polski w mniejszym lub większym stopniu przyswoił nie tylko w wymienionych przez Walczaka okresach. Są one często odmieniane według polskich paradygmatów, wchodzą w związki składniowe, są w polszczyźnie produktywne słowotwórczo i niejednokrotnie odczuwane jako rodzime. Np.: flaszka (KśwB, s. 248), sztaluga (KśwB, s.305), szwalnia (DwB, s. 95), lumpenproletariat (FB, s. 175), strudel (DwB, s. 202), szylkretowy (KśwB, s.249), szlauch (WwmB, s. 8), hochsztapler (ŚwB, s. 73), bruderszaft (FB, s. 146), hitlerowiec (ŚwB, s 155), fenig (ŚwB, s. 84), kinderbal (WwmB, s. 118), szlifibruk (DwB, s. 77), pener (włóczęga, DwB, s.72), sznaps (ŚwB, s. 74), bursz, burszowski (ŚwB, s. 120), biedermeierowskie (Kśwb, s. 205), burszenszaft (KśwB, s. 253), subiekt typu „glanc-pomada” (DwB, s. 98), tytka (DwB, s. 143), tyta z berlinkami (WwmB, s. 217), zglajchszaltowana (FB, s. 99). Są też inne wyrazy – obco brzmiące, używane w literaturze ze względu na ich wartość nominatywną lub nieprzetłumaczalność: Weltschmerz (KśwB, s. 64), weisswursty (KśwB, s. 129), kasselwursty (KśwB, s. 235), bratwursty (WwmB, s. 47), kulmbacher (WwmB, s. 50), geszeft (FB, s. 8), reński hattenheimer (FB, s. 116), königsbergczycy (DwB, s. 181), wasserklo (DwB, s. 195), ober (chociaż przecież bardziej zadomowiony jest też pochodzenia niemieckiego wyraz kelner, ŚwB, s. 85), tingel-tangel (KśwB, s.124), Hausfrau (KśwB, s. 67), kolor feldgrau (KśwB, s.151), lager (DwB, s. 178). Wiele z tych wyrazów zajmuje miejsce peryferyjne w języku polskim. Myślę, że jako zapożyczenia rzeczowe, czyli nazywające desygnaty reprezentujące germańską kulturę i występujące prymarnie w jej ramach, następnie przeniesione na polski grunt, pozostaną. Często ich obecność wymusza potrzeba nazwania różnych elementów obcej kultury. A powiązane jest to również ze strategią pisarską Marka Krajewskiego, który buduje świat przedstawiony, posługując się nie powszechnikami, lecz konkretami, szczegółami, detalami, które w dużej mierze decydują o wartości tej prozy. Przy czym znaczenie ma tu motywacja i realnoznaczeniowa, i stylistyczna[15].

O ile polszczyzna należy do języków w znacznym stopniu nasyconych elementami obcymi, o tyle w przypadku powieści Marka Krajewskiego to nasycenie jest zdecydowanie wyższe. Oprócz niemczyzny należy wspomnieć o olbrzymiej roli łaciny i greki, o zapożyczeniach rosyjskich i francuskich. Można powiedzieć, że jest to wynik wymiany dóbr materialnych i duchowych między kulturami, ale w przypadku niemczyzny jest to także wynik przesuwania się granicy i w niewielkim stopniu przesiedlenia Polaków na ziemie zachodnie, w tym do Wrocławia. Z pewnością te zapożyczenia mają wpływ na komunikatywność, ekspresywność i specyfikę stylu, dzięki któremu Marek Krajewski będzie zawsze rozpoznawalny[16].

Bogusław Nowowiejski pisał, że „w historii polszczyzny nie zdarzyło się, by w funkcji makaronizmów wystąpiły elementy niemieckiego pochodzenia”, nie było mody na język niemiecki, „który nie cieszył się nigdy społecznym prestiżem wyższej kultury”[17]. Wyjaśniają to uwarunkowania historyczne, zabory i okupacja. Jeśli wcześniej były cytaty z niemczyzny takie jak Kulturkampf, Blitzkrieg, Wunderwaffe, Drang nach Osten, Endlösung, to miały i mają one negatywne nacechowanie emocjonalne[18]. Niemczyzna w powieściach Krajewskiego, cieszących się przecież wielką popularnością, świadczy być może o przezwyciężaniu tej tendencji. Obok bowiem tych negatywnych wyrażeń, zwrotów i leksemów, pojawiają się także nacechowane pozytywnie bądź emocjonalnie obojętne. Krajewski nie jest tu wcale odosobniony. Duże nasycenie niemieckimi cytatami znajdujemy także w utworach Artura Daniela Liskowackiego czy Stefana Chwina. Za znamienne można uznać to, że bardzo krytyczny artykuł poświęcony kryminałom Krajewskiego też posiłkuje się niemieckimi barbaryzmami, takimi jak Hausfrau czy leitmotiv[19], przy czym, o ile pierwszy wyraz pisany jest zgodnie z pisownią niemiecką, o tyle drugi napisano małą literą, a więc zgodnie z zasadami polskiej pisowni rzeczowników, ale za to używając litery „v”, mimo że w naszym języku zadomowił się przystosowany do polskiej orografii wyraz lejtmotyw. Czyżby autorzy szkicu nieświadomie zaczynali mówić językiem tak mocno krytykowanego przez siebie autora?

 


[1] M. Czubaj, Miasto ukryte, „Polityka” 2006, nr 34, s. 95.

[2] A. Zawada, Czytając „Festung Breslau”, „Przegląd Polityczny” 2006, nr 79–80, s. 88–94.

[3] Zob. ciekawa charakterystyka Mocka w: J. Zimna, Filologia zbrodni. Dwóch bohaterów Marka Krajewskiego, „Czas Kultury” 2009, nr 1, s. 102–107.

[4] Używam następujących skrótów: ŚwB – Śmierć w Breslau, Wrocław 2007; KśwB – Koniec świata w Breslau, wyd. II, Warszawa 2007; WwmB – Widma w mieście Breslau, Warszawa 2005; FB – Festung Breslau, wyd. II, Warszawa 2007; DwB – Dżuma w Breslau, Warszawa 2007.

[5] Słownik literatury popularnej, red. T. Żabski, Wrocław 2006, s. 465.

[6] M. Czubaj, op. cit., s. 93.

[7] Ibidem, s. 96.

[8] K. Masłoń, Czy Eberhard Mock był nazistą?, „Rzeczpospolita”, 15–16 grudnia 2007, s. A 26. Dodatek „Plus Minus”.

[9] Zob. N. Davies, R. Moorhouse, Mikrokosmos. Portret miasta środkowoeuropejskiego Vratislavia – Breslau – Wrocław, przeł. A. Pawelec, Kraków 2002, s. 28–29.

[10] Ibidem, s. 379.

[11] Ibidem, s. 266.

[12] Ibidem, s. 319.

[13] B. Walczak, Kontakty polszczyzny z językami niesłowiańskimi, [w:] Współczesny język polski, red. J. Bartmiński, Lublin 2001, s. 530.

[14] Ibidem, s. 530.

[15] B. Nowowiejski, Zapożyczenia leksykalne z języka niemieckiego w polszczyźnie XIX wieku (na materiale czasopism), Białystok 1996, s. 67.

[16] Ibidem, s. 527–528.

[17] Ibidem, s. 43.

[18] Ibidem.

[19] E. Szybowicz, B. Warkocki, Mock w mieście potworów, „Krytyka Polityczna. Manifest komunistyczny i kryminał” 2010, nr 20–21, s. 74.