porno porno porno izle sex izle

„Misja: więcej o sobie wiedzieć”. Z Janem Andrzejem Dąbrowskim, Prezesem Zarządu Kolegium Europy Wschodniej, rozmawiają Waldemar Mazur i Jakub Walburg

Gdziekolwiek się u Państwa spojrzy, wszędzie można dostrzec egzemplarz „Tygodnika Powszechnego”. Kolegium Europy Wschodniej wydaje pismo, ale przecież nie to.

Jan Andrzej Dąbrowski: Z „Tygodnikiem Powszechnym” łączy nas kilka osób. Pierwsza to ksiądz Adam Boniecki, wieloletni redaktor naczelny krakowskiego tygodnika, który zasiada w Radzie KEW i z tej okazji często nas odwiedza. Są też oczywiście Andrzej Brzeziecki, naczelny wydawanej przez nas „Nowej Europy Wschodniej”, oraz jego zastępczyni, Małgorzata Nocuń. Oboje niegdyś pracowali w redakcji „Tygodnika Powszechnego”.

A numer pisma, który w takiej liczbie się u nas znajduje, zawiera dodatek poświęcony lwowskim korzeniom Wrocławia. Zredagowany został właśnie przez Andrzeja i Małgosię, a przy jego powstawaniu swój udział miało miasto Wrocław.

Właśnie, mit Wrocławia jako drugiego Lwowa jest często wykorzystywany, także przez waszą Fundację. A przecież, gdy spojrzymy na statystyki i porównamy procent mieszkańców przesiedlonych po wojnie do Wrocławia z Wielkopolski czy łódzkiego z tymi ze Lwowa i okolic, to okazuje się, że ci drudzy stanowią mniejszość. Wrocław wcale nie jest taki lwowski, jak niekiedy o nim myślimy.

Po wojnie we Wrocławiu ludność lwowska stanowiła zaledwie 15-20 procent ogółu. Jednak wśród tych kilkunastu procent znalazły się dwie bardzo istotne grupy społeczne: inteligencja, która nadała kształt i charakter tutejszemu szkolnictwu wyższemu, i tramwajarze, za sprawą których w mieście miał być słyszalny śpiewny wschodni akcent.

Rzeczywiście, gdyby kierować się tylko i wyłącznie danymi statystycznymi i nawiązaniami do wschodnich tradycji sprzed wojny, to Kolegium mogło powstać w każdym innym mieście. Zresztą w Polsce mamy kilka organizacji zajmujących się problematyką Europy Wschodniej, jednak my nieco różnimy się od nich. Nie chcę mówić, że jesteśmy lepsi czy gorsi, znaleźliśmy swoją niszę, co pozwala nam się wyróżnić.

Tę niszę pomógł odkryć Jan Nowak-Jeziorański?

Tak, on był inicjatorem powstania Kolegium. Wszystko rozpoczęło się wiosną 2000 roku, gdy wspólnie wybraliśmy się do Krzyżowej pod Świdnicą, gdzie już wtedy działał Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży, prowadzony przez Fundację „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego. To, co tam zastaliśmy, zrobiło na Janie Nowaku-Jeziorańskim bardzo pozytywne wrażenie. Niemal natychmiast po powrocie rzucił pomysł, aby powołać podobną instytucję dla kontaktów z naszymi wschodnimi sąsiadami. W jego rozumieniu najlepszą siedzibą dla takiej instytucji był Wrocław, który zdążył już bardzo polubić po swoim powrocie z emigracji, a który przyznaje się do swoich związków ze Lwowem. To przecież stamtąd do stolicy Dolnego Śląska przeniosły się tak ważne instytucje, jak choćby Zakład Narodowy im. Ossolińskich, także tutaj po 1945 roku swoją działalność kontynuowały uczelnie lwowskie. Mówi o tym choćby znajdujący się przed budynkiem Politechniki Wrocławskiej Pomnik Pomordowanych Profesorów Lwowskich, pod którym 4 lipca każdego roku obchodzone są uroczystości ku czci zamordowanych na Wzgórzach Wuleckich. Do lwowskiej tradycji odwołują się także Uniwersytet Wrocławski czy Akademia Medyczna, a przecież nie można jeszcze zapominać o duchowieństwie rzymsko-katolickim, które także stamtąd przybyło na ziemie zachodnie po drugiej wojnie światowej.

A skąd pomysł na nazwę dla nowo powstałej Fundacji? Teraz może się ona wydawać oczywista, ale czy tak samo było, gdy powoływaliście Kolegium do życia?

Nie, i muszę przyznać, że trochę się nad nią głowiliśmy. Nowak-Jeziorański nazywał nas po prostu Kolegium Wschodnim. Szybko jednak pojawiły się wątpliwości, bo Wschód to bardzo pojemne określenie i niektórzy pytali, czy w takim razie Chiny albo Indie też nas interesują, bo w końcu to Wschód. Gdy postanowiliśmy doprecyzować nazwę i zdecydowaliśmy się na Kolegium Europy Wschodniej, ponownie odezwały się głosy niezadowolenia, sugerujące, że znacznie lepszym pomysłem będzie Kolegium Europy Środkowo-Wschodniej. Nie daliśmy już się jednak zwariować. Została przyjęta nazwa Kolegium Europy Wschodniej, a po śmierci Jana Nowaka- Jeziorańskiego dołączyliśmy do nazwy imię inicjatora i współzałożyciela Kolegium.

Skoro była nazwa, należało sprecyzować obszar działalności.

Pierwszym pomysłem Nowaka-Jeziorańskiego była budowa domu spotkań na wzór tego z Krzyżowej. Szybko jednak postanowiliśmy zorganizować nowoczesną instytucję zajmującą się Europą Wschodnią, porzucając myśli o kolejnym Domu Spotkań.

Wspomniał Pan wcześniej o uroczystościach upamiętniających mord profesorów lwowskich. Skoro ten temat został już poruszony, chcielibyśmy zapytać o budowę na Wzgórzach Wuleckich Pomnika Pomordowanych upamiętniającego tamtą tragedię. Kolegium Europy Wschodniej było koordynatorem tego projektu. Takie przedsięwzięcie zapewne musiało wiązać się z wieloma trudnościami?

I tak, i nie. Prace przebiegały na szczęście zgodnie z harmonogramem, który przyjęliśmy na samym początku, choć tereny, na których stanął pomnik, są niezwykle trudne od strony robót budowlanych. Pewne ryzyko, że możemy nie zdążyć, istniało. Ostatecznie jednak 3 lipca 2011 roku nastąpiło uroczyste odsłonięcie Pomnika Pomordowanych z udziałem Prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza i Mera Lwowa Andrija Sadowego. Wielka w tym zasługa władz Lwowa i Rektora Politechniki Lwowskiej.

Mówi Pan, że nie było żadnych utrudnień. A co z atmosferą, jaka towarzyszyła temu przedsięwzięciu we Lwowie? W końcu nie bez przyczyny jest to dopiero pierwszy polski pomnik postawiony na Ukrainie.

We Lwowie ten pomnik nie budzi żadnych kontrowersji. W uroczystości odsłonięcia wzięło udział kilka tysięcy mieszkańców Lwowa, duchowieństwo katolickie obu obrządków z arcybiskupem łacińskim Mokrzyckim i biskupem grekokatolickim Woźniakiem na czele. W odsłonięciu pomnika uczestniczyli także przedstawiciele Nacjonalistycznej Partii Swoboda, obecny był Ambasador RP Henryk Litwin. Nie zapraszaliśmy Prezydentów obu krajów ani – ze względów oczywistych – ministra oświaty Ukrainy. Stało się tak, gdyż nie chcieliśmy dawać okazji do zaistnienia jakichkolwiek kontrowersji czy manifestacji niezwiązanych z powagą chwili.

A wątpliwości natury historycznej wokół tego morderstwa? Do dziś krąży przekonanie, że współwinna tej zbrodni jest strona ukraińska.

W tym wypadku wątpliwości nie ma. Istnieją jednoznaczne świadectwa historyczne, mówiące o tym, że było to morderstwo niemieckie. Karolina hr. Lanckorońska jako pierwsza napisała o tym wydarzeniu, uzyskując informacje od samego Hansa Krugera, oficera gestapo, który wręcz chwalił się przed nią swoją rolą, jaką odegrał w mordzie profesorów lwowskich. Można o tym przeczytać we Wspomnieniach wojennych, książce, którą ta ceniona historyk sztuki wydała stosunkowo niedawno, bo w roku 2001. Ostatnimi czasy ukazała się także znakomita praca Dietera Schenka, który przedstawia te wydarzenia w identyczny sposób.

Zatem za morderstwo profesorów lwowskich odpowiadają Niemcy, a informacje na temat list proskrypcyjnych, które miała stworzyć strona ukraińska, nie mają tutaj nic do rzeczy?

Wina niemiecka jest jednoznaczna. Spójrzmy, kiedy to się stało. W nocy z 3 na 4 lipca, w trzy dni po wkroczeniu wojsk niemieckich do Lwowa. Co więcej, inaczej niż to miało miejsce w Krakowie, polska elita intelektualna nie została wysłana do obozów koncentracyjnych, ale od razu zamordowana. To jest ewidentny element realizacji planu eksterminacji inteligencji polskiej.

Nie obawiacie się, że ktoś zarzuci wam wybielanie strony ukraińskiej?

Rolą Kolegium jest mówienie prawdy, a nie fałszowanie historii, stąd korzystamy tylko i wyłącznie z informacji sprawdzonych. IPN prowadził śledztwo w sprawie udziału strony ukraińskiej w mordzie profesorów lwowskich – umorzono je w roku 2006 z powodu braku jakichkolwiek dowodów.

Zatem zarówno postawienie pomnika, jak i całe tło historyczne temu wydarzeniu towarzyszące nie stanowiły najmniejszego problemu? To bardzo budujące.

To prawda, ale musimy też jasno coś powiedzieć. Inicjatywa związana z pomnikiem nie dotyka tak naprawdę spraw bardzo trudnych w relacjach polsko-ukraińskich. Chcemy upamiętnić wydarzenie dla strony ukraińskiej dość neutralne, gdyż sprawa tyczy się głównie Niemców i Polaków. Gdyby szło, załóżmy hipotetycznie, o mord ze strony nacjonalistów ukraińskich na Polakach, pewnie sprawy związane z pomnikiem nie przybrałyby tak korzystnego obrotu.

Relacjom polsko-ukraińskim można by poświęcić wiele godzin rozmów, tymczasem nas interesują też inne sprawy dotyczące Kolegium. Może nieco przekornie podzieli się Pan z nami porażkami, które musiały się przecież przydarzyć podczas dziesięciu lat funkcjonowania Fundacji.

Owszem, przytrafiło się nam kilka takich rzeczy. Zwłaszcza na początku działalności towarzyszyły nam problemy organizacyjne, a co za tym idzie, problemy finansowe. Nie będę ukrywał, że mieliśmy okres kryzysu. Jako Prezes biorę na siebie winę za ten trwający mniej więcej rok stan rzeczy. Popełniłem wtedy błędy, które jednak pozwoliły mi nauczyć się, jak zarządzać organizacją pozarządową.

Za pewnego rodzaju porażkę możemy też uznać brak kontynuacji programów kulturalnych, jak chociażby festiwali kultury ukraińskiej i białoruskiej, które na początku istnienia Kolegium były dla nas bardzo istotne. W pewnym momencie formuła tego typu imprez się wyczerpała, a my nie potrafiliśmy jej odświeżyć.

Boli też pewna niekonsekwencja w polityce wydawniczej.

A największy sukces, okręt flagowy działalności Kolegium Europy Wschodniej?

Teraz już mogę powiedzieć, że jednym z projektów, który naprawdę nam się udał, jest „Nowa Europa Wschodnia”. Pismo to jest bardzo ważne dla nas, a co też szalenie istotne, znalazło swoją niszę na polskim rynku wydawniczym.

„NEW” zaczęła ukazywać się w roku 2008, w siedem lat od rozpoczęcia funkcjonowania Kolegium. Wydawanie pisma, przynajmniej na początku, chyba nie było priorytetem waszej działalności?

Nie, pomysł na wydawanie czasopisma zrodził się gdzieś w połowie drogi. Pamiętam, że w roku 2007 miałem zarysowaną jego wizję. W moich wyobrażeniach miało być ono oczywiście tematycznie zorientowane na Europę Wschodnią, jednak jego charakter miał być bardziej społeczno-kulturalny, w odróżnieniu od obecnej postaci, z dużą ilością literatury i poezji. I mniej więcej w tamtym czasie poznałem Andrzeja Brzezieckiego i Małgosię Nocuń. Bartłomiej Sienkiewicz, gdy nie mógł pojawić się na jednej z organizowanych przez nas konferencji, polecił mi tę dwójkę młodych dziennikarzy „Tygodnika Powszechnego”, którzy jego zdaniem mieli go świetnie zastąpić. Oczywiście zgodziłem się.

Bardzo szybko stało się jasne, że z Andrzejem i Małgosią świetnie się dogadujemy. Zaprzyjaźniliśmy się i postanowiliśmy wspólnie powołać pismo pod nazwą „Nowa Europa Wschodnia”.

„NEW” to czasopismo dla Polaków bądź osób czytających po polsku. Od niedawna wydajecie także pismo w języku angielskim.

Owszem. W roku 2011 ukazał się już pierwszy numer drukowanego w języku angielskim kwartalnika „New Eastern Europe”. W powstaniu tego pisma duża jest zasługa Prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, którego intencją było, aby właśnie na Pomorzu zaczęło się tworzyć środowisko zorientowane na Europę Wschodnią. Nowy kwartalnik prezentuje polskie spojrzenie na problematykę środkowo- oraz wschodnioeuropejską i, mamy nadzieję, ciekawie pokazuje też autorów ze wschodniej części Europy.

Teraz zdobyć czytelników będzie jeszcze trudniej.

Jesteśmy gotowi podjąć wyzwanie. W Polsce „NEW” nie ma konkurencji. Owszem, są pisma akademickie o podobnej tematyce, ale mają one bardzo hermetyczny charakter. Teksty pisane naukowym językiem, słaba dystrybucja i mikroskopijny nakład sprawiają, iż ciężko z czymś takim trafić do odbiorców. Stąd jesteśmy ciekawi, jak poradzimy sobie na większym rynku, walcząc o czytelnika amerykańskiego, angielskiego czy niemieckiego. Myślę, że wydając właśnie taki tytuł, świetnie wpiszemy się też w inne polskie projekty dotyczące Europy Wschodniej, które stały się naszą wizytówką w Unii Europejskiej.

KEW wydaje też bardzo zróżnicowane pozycje książkowe. Jaki jest klucz waszej polityki wydawniczej?

Jednego klucza nie ma. Tym bardziej że w tym roku zmieniamy naszą politykę wydawniczą. W przypadku serii białoruskich do tej pory wspólnie z prof. Lawonem Barszczewskim z białoruskiego Pen Clubu wyznaczaliśmy, co jest ważne dla nas, a co dla nich. Działo się tak, gdyż część książek zostawała na rynku polskim, reszta trafiała na Białoruś. Inaczej wyglądała sprawa z Biblioteką Grodzieńską, serią, która w całości adresowana była do czytelnika białoruskiego. Stąd też w tym wypadku to nasi partnerzy decydowali, jakie pozycje powinny się ukazać, których tytułów oczekują.

W serii Biblioteka Nowej Europy Wschodniej od początku do końca sami decydowaliśmy o tym, co będziemy wydawać. Wydaliśmy Nową Ukrainę. Nowe Interpretacje Jarosława Hrycaka czy Patrząc na Wschód Zdzisława Najdera. Planujemy też uruchomić kolejną serię, Bibliotekę 20-lecia Myśli Ukraińskiej, która w tej chwili zaplanowana jest na 7 tomów, które najprawdopodobniej ukażą się w przeciągu 3 lat. Jeszcze przed końcem 2011 światło dzienne ujrzą dwie pierwsze pozycje z tej serii. Pomysłodawcą tego przedsięwzięcia jest Adam Michnik.

Mamy też serię książek wydawaną w Rosji. Na nią składają się m.in. Serce Europy Normana Daviesa, Rodzinna Europa Czesława Miłosza czy O Polakach i Rosjanach Adama Michnika.

I wszystkie książki z tej serii drukowane są po rosyjsku?

Tak, książki wydawane wspólnie z Letnim Sadem drukujemy w Moskwie, nie trafiają one na polski rynek.

Po „Nowej Europie Wschodniej” i seriach wydawniczych kolejnym powodem do dumy dla Kolegium są programy „Study Tours to Poland” i „Wschodnia Szkoła Zimowa”. Idea tych przedsięwzięć nasunęła nam skojarzenia z planami powołania do życia uniwersytetu dla przybyszów z Europy Środkowo-Wschodniej, jakie w latach pięćdziesiątych XX wieku snuł Jerzy Giedroyć i środowisko bliskie paryskiej „Kulturze”. Pierwsze wzmianki o tym przedsięwzięciu związane są z Kongresem Wolności Kultury z roku 1950, w którym uczestniczył Jerzy Giedroyć i Józef Czapski. Projekt nie został nigdy zrealizowany, lecz doprowadzono do fundowania przez Kongres stypendiów dla młodych emigrantów z bloku wschodniego. Czy w pewien sposób chcieli Państwo nawiązać do tamtych pomysłów?

Zaskoczyło mnie to porównanie. Nie myślałem nigdy o takiej genezie, byłaby ona fantastyczna, lecz nie będę udawał, że sięgaliśmy do takich idei. Pomysł tych programów narodził się inaczej. Wspólnie z dr. Adolfem Juzwenko i Janem Malickim doszliśmy do wniosku, że przydałaby się nam we Wrocławiu pewna platforma wymiany myśli adresowana do młodych ludzi z Europy Wschodniej. I tak powstała Wschodnia Szkoła Zimowa, która odbywa się każdego roku na początku marca, we Wrocławiu.

Dzięki takim projektom można zjednać sobie osoby, z którymi później przyjdzie współpracować.

Tak. Nam, Polakom, znacznie łatwiej przyjdzie porozumieć się z narodami (jak Ukraińcy), z którymi łączy nas tak trudna historia, pod warunkiem, że będziemy więcej o sobie wiedzieć, patrzeć na siebie z różnych punktów widzenia. I taka jest misja naszej instytucji.

 

 

Kolegium Europy Wschodniej

Idea powołania Kolegium Europy Wschodniej narodziła się wiosną 2000 roku podczas pobytu Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu oraz podróży do Międzynarodowego Domu Spotkań Młodzieży w Krzyżowej. Niedługo potem na łamach „Tygodnika Powszechnego” inicjator powołania Fundacji napisał: „Opuszczałem Krzyżową przeświadczony, że jest to strategiczna reduta w walce o szczęśliwą i bezpieczną przyszłość Polski, a także w przekonaniu, że muszą powstać odpowiedniki Krzyżowej jako miejsca spotkań Polaków i Ukraińców, Polaków i Rosjan, Białorusinów i Litwinów”.

Dla realizacji tego zadania 9 lutego 2001 roku powołano do życia Fundację Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Ma ona charakter pozarządowy, niedochodowy, nie jest związana z żadnymi ugrupowaniami politycznymi i związkami wyznaniowymi.

Fundacja działa na rzecz współpracy pomiędzy narodami Europy Środkowej i Wschodniej. Swoje cele statutowe realizuje poprzez działalność edukacyjną, kulturalną, programy rozwojowe wspierające transformację w krajach Europy Wschodniej, organizację spotkań, wykładów i konferencji. Kolegium Europy Wschodniej jest wydawcą dwóch czasopism (dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia” oraz kwartalnika „New Eastern Europe”) oraz licznych publikacji książkowych wydawanych zarówno w Polsce, jak i krajach byłego bloku wschodniego. Siedziba Kolegium znajduje się we Wrocławiu.