porno porno porno izle sex izle

Piotr Kulpa Między wschodem a zachodem. Andrzej Stasiuk i Michał Książek na drodze do samokolonizacji

Polska to jeszcze nie zachód, ale już nie wschód. Przez obecność w Unii Europejskiej i silną więź polityczną łączącą nas ze Stanami Zjednoczonymi bliżej nam do zachodu, choć jedną nogą wciąż stoimy na wschodzie, do którego nie musieliśmy zdążać, bo po 1945 roku sam do nas przyszedł nieproszony. Żyjemy w środku Europy na obszarze „pomiędzy”. Zdaniem Jana Sowy kraje Europy Środkowo-Wschodniej są zbyt silne, by ktokolwiek mógł narzucić im własny system wartości i sposób postrzegania świata, ale jednocześnie są zbyt słabe, aby o sobie samostanowić. Niektóre państwa, takie jak na przykład Polska, zmuszone są więc do samokolonizacji – poszukiwania obcych wzorców kulturowych i wcielania ich w życie bez jakiegokolwiek, a przynajmniej bez wyraźnego przymusu z zewnątrz[1].

Bardzo obrazowo w podobnym tonie wypowiada się Andrzej Stasiuk, który stwierdza, że najlepszym herbem dla Europy Środkowej byłoby jednoczesne umieszczenie na rysunku o niewyraźnych konturach półmroku i pustki jako symboli nieoczywistości i nieoswojonej  przestrzeni. Wszystko to, co niewyraźne lub puste należałoby zatem dookreślić i uzupełnić. Skoro mamy wspólny herb, to posiadamy w pewnym sensie również wspólną tożsamość, która samodzielnie nie jest wystarczająco wyrazista[2]. Stasiuk podpowiada, że brakujące elementy można uzupełnić wyobraźnią albo snem. Zdaniem autora Dziennika okrętowego wschód jest zwierciadłem zachodu. W tym kontekście Polska wydawać się może lustrzanym odbiciem obu kierunków geograficznych, które, w zależności od naszych dążeń i aspiracji, wypełniają luki „niedokończonego” herbu.  Dopiero w spotkaniu z silniejszymi sąsiadami nabieramy realnych kształtów marząc o wysokim poziomie życia zza Odry i śniąc od czasu do czasu o sile potężnego kraju zza Buga. Jan Sowa zatem słusznie podkreśla, że rozdarcie między Wschodem a Zachodem powoduje trudność w kształtowaniu jednoznacznej tożsamości, co w naszym kraju zdecydowanie najlepiej widoczne jest, jak mi się zdaje, na wschodnich rubieżach.

Współcześnie od dłuższego czasu, by nie powiedzieć od wieków, żyjemy w poczuciu niższości wobec Zachodu. Wszystko, co jest „tam”, jest lepsze od czegokolwiek „tu”. Kiedy jednak oczy wszystkich zwrócone są ku zachodowi, nasi rodzimi literaci często idą w przeciwnym kierunku. Inność konstytuowana przez kraje zachodnie oznacza dla nas bowiem zwykle obcość, natomiast inność wschodnia kojarzy się nam ze swojskością. To właśnie przede wszystkim w poszukiwaniu swojskości w podróż na wschód udają się Michał Książek i Andrzej Stasiuk. Droga na wschód wydaje się w ich przypadku, jak starałem się już sygnalizować, drogą do samokolonizacji, która przybiera formę nostalgicznego powrotu do lat dzieciństwa lub sentymentalnej obserwacji ostatnich przejawów od dawna wypieranych wpływów wschodniej kultury, ale i chęci życia bliżej drugiego człowieka i w zgodzie z naturą. Książek i Stasiuk chcą ratować to, czego już właściwie nie ma, a po czym zostały tylko niewyraźne ślady. Obaj udają się na tereny, które współcześni socjologowie chętnie nazywają „Polską B”, ja natomiast chciałbym je określić mianem polskiego Sybiru[3]. Aby go poznać, trzeba wyruszyć w drogę, ponieważ, jak zauważył James Clifford, we współczesnej nauce badacz znajdujący się w drodze (routed researcher) zastąpił badacza zakorzenionego (rooted researcher)[4]. Książek i Stasiuk z przemierzanej trasy czynią więc najlepsze narzędzie badawcze – najkrótszą drogę do określenia własnej tożsamości, która, jeśli można tak powiedzieć, będzie wołaniem o przywrócenie wschodu na mapę Polski i Europy. Autor Drogi 816 podczas swojej podróży wzdłuż polskiej granicy wciąż pisze bowiem o pokusie wyprawy w głąb wschodu, „ku prawej stronie mapy, która wystawała z kieszeni. Jakby ten wschód nie chciał się w niej zmieścić”[5]. Wydaje się zatem, że ta część świata jest czymś trudnym do objęcia, czymś osobnym i odmiennym. Można odnieść wrażenie, że jest odrębną częścią mapy, którą Książek na nowo pragnie połączyć w całość[6].

Współcześnie wschód został nam odebrany. Najwyraźniej widać to w przygranicznych miejscowościach takich jak Horodło, Bereźnica czy Matcze, gdzie brakuje dróg prowadzących na wschód. Michał Książek pisze, że „amputowano im kierunek geograficzny i ich mieszkańcy nie mogą podróżować swobodnie, jak większość ludzi. Świat ma tu jak gdyby trzy strony. Czwarta niby jest, ale jakaś taka zakazana”[7]. Andrzej Stasiuk z kolei słusznie zauważa, że żyjemy w środku Europy na lądzie, który przypomina niestałą wyspę spychaną przez prądy morskie i wiatry raz to w jednym, a raz w innym kierunku. Wschód w pewnym sensie nigdy dla nas nie istniał, ponieważ zawsze staraliśmy się wyprzeć go ze swojej świadomości, natomiast zachód istniał aż zanadto[8]. Jako Polacy pozostajemy więc zagubieni z powodu przesytu jednych idei i niedoboru drugich. Zachód od zawsze wydawał się nam jedyną drogą ucieczki, nadzieją na lepsze jutro, ale, jak podkreśla Czesław Miłosz, jest on ucieczką od czegoś, nie ku czemuś, a to wciąż o wiele za mało[9].

Od 1951 roku, czyli momentu napisania Zniewolonego umysłu, nasza sytuacja geopolityczna zdecydowanie się zmieniła. Wielki Brat ze Wschodu stracił swoje nieograniczone wpływy, które stały się dla nas jedynie już dość odległym wspomnieniem. Uciekać nie za bardzo jest przed czym. W jednej z książek Stasiuka pojawia się szczególnie interesujący opis rozmowy syna z matką, która doradza swojemu dziecku tak popularny wśród wielu współczesnych wyjazd na zachód. Kojarząca się z dobrobytem i szczęściem, a będąca ucieczką przed przerażającym wschodem podróż jest jednak dla niego jawną zdradą nadbużańskiej krainy i wyparciem się samego siebie. Serce i instynkt podpowiadają Stasiukowi inne kierunki wypraw, odmienne od propagowanych przez mainstreamowe media i obieranych przez społeczności, które „muszą żyć w tyranii kierunków”[10].

Książek i Stasiuk wybierają drogę na wschód, by dopomnieć się o pogardzany fragment naszej tożsamości. Zdaniem autora Drogi 816 z każdym rokiem stajemy się ubożsi kulturowo, czego symbolicznym przykładem jest przygraniczna Włodawa – dawniej miasto trzech kultur, z których dziś pozostała w zasadzie tylko jedna. Sprawia to wrażenie, jakby w tym miejscu „współczesna historia nie mogła się zacząć”. Miejscowy kościół „do wschodu stał bokiem. Jak gdyby lekceważąc go nieco”[11]. Z krajobrazu wschodniej części Polski powoli znikają kolejne wyburzane lub zamieniane na kościoły cerkwie, systematycznie niszczone lub kradzione są prawosławne krzyże, a z biegiem czasu coraz rzadsze będą relikty minionej epoki w ogromnej części stworzone w osławionej dekadzie Gierka. W tamtych czasach, jak mówi Stasiuk, na polskich peryferiach „działała tektonika, której epicentrum znajdowało się zupełnie gdzie indziej”[12]. Dzieciństwo pisarza minęło w cieniu Rosji, która jest dla niego duchową ojczyzną jego pegeeru. Na południowo-wschodnich krańcach tego ogromnego kraju Stasiuk dostrzega obraz wschodniej Polski, tyle że nieco „rozcieńczony bezkresem”[13]. Podlasie zatem skupia w sobie wizerunek dzikiej Rosji. Jest realnym odzwierciedleniem niezmierzonego i odległego wschodu, który był tak silnie u nas obecny, że mało komu przychodziło do głowy, by udać się tam w podróż. Jest całym wschodem zamkniętym w małej pigułce. Dawniej wciąż marzono o krajach europejskich i Ameryce, chociaż „ucieczka od przeznaczenia wydawała się niemożliwa, bo przecież nie dało się wydobyć z uścisku geografii”[14]. Dziś to się zmieniło. Współczesna podróż do Rosji jest dla Stasiuka sentymentalnym powrotem do dzieciństwa. I choć niedawno marzył, by jeszcze raz odwiedzić Stany Zjednoczone i przemierzyć je wzdłuż i wszerz, to kiedy udał się na wyprawę na wschód, zyskał pewność, że tylko tu jest jego miejsce.

Podobne odczucia towarzyszą Michałowi Książkowi podczas wędrówki wzdłuż granicznej rzeki Bug, która przepełniona jest licznymi sensami i w pewien sposób toczy swoją własną opowieść. Kiedy jednak bez żadnego ostrzeżenia za wsią Bubel rzeka skręca na zachód, nagle opuszczają ją wszystkie znaczenia. Jedna opowieść się kończy, a zaczyna się kolejna, o wiele mniej interesująca. Wraz ze zwrotem Bugu nie zmienia się krajobraz, ale zmienia się znaczenie wytyczonej przez niego granicy, w efekcie czego Książek przestaje cokolwiek notować. Moment rozstania ze wschodnią granicą jest dla niego zadziwiająco trudny. Rozłąkę nazywa „małą katastrofą”, która w duszy „sprawia fantomowy ból”, dlatego wydłuża ją w nieskończoność. Autor Drogi 816 twierdzi, że wraz z nadbużańskim pograniczem tworzy doskonałą całość, a zerwanie kontaktu ze wschodnimi rubieżami kraju sprawia, że tracimy własną tożsamość – przestajemy istnieć naprawdę, znikamy i pogrążamy się w niebycie…[15]

Z tej perspektywy niewielkie miejscowości ulokowane na krańcach wschodnich odgrywają niezwykle istotną rolę. W zapiskach Michała Książka i Andrzeja Stasiuka wręcz emblematyczną rangę zyskują szerzej nieznane podlaskie Siemiatycze. Zdaniem Książka posiadają one dwoistą naturę – są wielopłaszczyznowym miejscem spotkania Wschodu z Zachodem. W Siemiatyczach prawosławie współistnieje z katolicyzmem, wieś z miastem i drewno z kamieniem. W myśl autora Drogi 816 to miejsce na kształt Istambułu, które jednak, zamiast być bramą Wschodu, bardziej przypomina nawet nie furtkę, ale prowadzącą w tym samym kierunku „dziurę w płocie”[16]. Niewielka i zapomniana dziura musi nam jednak wystarczyć, by uratować różnorodność, jaka pozostała jeszcze z czasów wielowiekowego i czasem nawet otwartego życia na styku kultur i cywilizacji. Siemiatycze to miasto, w którym wschód zacięcie rywalizuje z zachodem, dzięki czemu inaczej niż w wielu sąsiednich miejscowościach prawosławie nie zostało jeszcze wyparte.

Stasiuk z kolei przywołuje Siemiatycze podczas swojej wyprawy do Irkucka, która bardzo szybko okazała się ironicznym, by nie powiedzieć złośliwym, żartem geografii. Syberyjska miejscowość do złudzenia przypomina bowiem autorowi Wschodu rozrośnięte Siemiatycze lub Węgrów. Po pokonaniu wielu tysięcy kilometrów można byłoby spodziewać się spotkania z krajem tak dla nas egzotycznym, jak Indie czy Kongo. Stasiuk po długiej podróży ma wrażenie, że wszystko, co ogląda po raz pierwszy, doskonale już zna z czasów dzieciństwa[17]. Wschód ciąży głęboko ukryty w naszej podświadomości. Biegnąc w pogoni za zachodem staramy się wyprzeć jego przeciwieństwa, które nie pasują do uładzonego krajobrazu, co okazuje się całkowicie niemożliwe, ponieważ podobne, jak w Siemiatyczach, dziury w płocie oddzielającym nas od wschodu można spotkać o wiele częściej.

Przekroczenie bariery oddzielającej nas od sąsiadów nie zawsze jest łatwe. Wschód od zachodu przez wiele kilometrów oddziela rzeka Bug. Nietrudno dostrzec także setki słupów granicznych. Michał Książek przywołuje pobudzający do myślenia przykład postępowania jednego z „mieszkańców” nadbużańskiej krainy – dzierzby srokosza. Ptak gromadzi zapasy polując na gryzonie, które nabija później na kolce głogów lub dzikich grusz, co wydaje się brutalną symboliczną karą za przekroczenie granicy[18]. Życie w miejscu spotkania dwóch różnych światów nie jest więc łatwe. Można się nawet zastanawiać, czy pogodzenie tych dwóch skrajności jest możliwe do urzeczywistnienia. Książek jednego dnia na drodze do Horodła otrzymał od polskiej policji mandat za pieszą wędrówkę prawą stroną jezdni, która okazała się być jej wschodnią częścią[19]. Dążenie o nieodpowiedniej orientacji przestrzennej wydaje się być zatem społecznie nieakceptowane, przez co prawie zawsze podlega mniej lub bardziej surowej karze.

Autor Drogi 816 z ulgą odnotowuje jednak przykład innej symbolicznej zależności zaobserwowanej w świecie zwierząt. Otóż w przyrodzie występują jeże nazywane zachodnimi lub europejskimi oraz jeże wschodnie, które na zasadzie analogii można określić azjatyckimi. Oba gatunki, choć nieco od siebie odmienne, czasem się krzyżują, co oznacza, że zgodne współistnienie tych dwóch odrębnych światów jest możliwe.[20]

Czesław Miłosz trafnie dostrzega, że wszyscy Polacy bez wyjątku mają na punkcie Rosjan obsesję, którą koniecznie trzeba odpowiednio zdiagnozować. Zaskakujące jest to, że mimo wzajemnych nieprzychylnych uczuć Polacy i Rosjanie odczuwają wobec siebie niewyjaśniony pociąg.[21] Dziś jest on raczej dobrze maskowany. Peany są pisane na cześć Zachodu. Mimo to Polska jest i będzie częścią środka Europy, który, by nie zagubić własnej tożsamości, powinien stabilnie opierać się na dwóch filarach – wschodnim i zachodnim. Michał Książek i Andrzej Stasiuk stają w obronie wschodu, ponieważ tylko zachowanie zdrowego balansu między przeciwstawnymi kierunkami geograficznymi pozwoli nam pozostać państwem centrum Europy. Samokolonizacja w przypadku obu pisarzy-podróżników jest w efekcie wołaniem w obronie ostatnich śladów wschodniej kultury, które dają nam poczucie swojskości i prawdziwego zakorzenienia w naszej historii, geografii, a nawet w przyrodzie.

Wschód to także odpowiedź na nasze niespełnione marzenie o potędze. Stasiuk pisze o swoich wyobrażeniach, że być może „wszyscy Polacy są Ruskami”, co od razu obliguje do odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie przedstawicielami potężnych państw Zachodu, które jednak nie są dla nas aż tak atrakcyjne. Autorowi pomocna okazała się w tym przypadku metafora szkolnej klasy. Dla przykładu Niemcy są dla Stasiuka zdolnym i dobrze przygotowanym uczniem, od którego bardzo chętnie chcielibyśmy ściągnąć, ale z którym niekoniecznie chcielibyśmy się kolegować. Z Rosją jest inaczej. Ona przede wszystkim nam bardzo imponuje. Zdaniem Stasiuka jest jak „przerośnięty drugoroczny”, który „nikogo się nie boi i chodzi własnymi drogami”, dlatego w rzeczywistości Niemiec zawsze będzie nam przydatny, ale marzyć będziemy nieodmiennie o byciu Rosjaninem, choć otwarte przyznanie się do tego przez rodaków z pewnością będzie odbierane jak zdrada.[22]

Autorowi Osiołkiem Wschód zawsze kojarzy się z ogromną, bezkształtną, nieokreśloną masą. Charakterystyczny dla tego regionu świata krajobraz stepu kojarzy się natomiast z wolnością. Na Zachodzie ogranicza nas nadmierny rozwój cywilizacji – nie da się tu nawet obserwować wschodu słońca, ponieważ zawsze przesłania go jakiś budynek albo drzewo. Stasiuk pisze, że cywilizacja zachodnia już się wyczerpała i choć dobrze się na nią nie załapał, to w pewnym sensie jest ona mu wstrętna, dlatego podczas podróży lubi patrzeć, jak „Europa zmienia się w Azję”[23].

Ogrom Wschodu skrywa w sobie wiele tajemnic. W Osiołkiem pojawia się szczególnie interesująca, symboliczna scena, w której Stasiuk wraz z pewnym Rosjaninem w stanie upojenia alkoholowego udają się na step, by pośpiewać. Brzmienie ich głosu sprawiło, że z wydm zaczęły powstawać kości Polaków pochowanych w Rosji w latach trzydziestych, czterdziestych i w czasach carskich. Były to szczątki bohaterów, którzy oddali życie za wolność współczesnych, a mimo to Stasiuk nie mógł znieść ich widoku. Zdaniem Loszy Polska nie dała światu żadnych wartościowych idei, jak choćby te wymyślone przez Nikołaja Fiodorowa – XIX-wiecznego rosyjskiego filozofa prawosławnego, który głosił za pomocą naukowych metod potrzebę wskrzeszenia umarłych i konieczność podboju kosmosu, dzięki któremu mielibyśmy uniknąć przeludnienia naszej planety. W galaktyce powstałyby druga Polska i druga Rosja, które niekoniecznie musiałyby ze sobą sąsiadować, będąc oddzielone na przykład Gwineą Równikową. Dla rodaków Stasiuka, choć niekoniecznie dla niego osobiście, istotna jednak zawsze była okupiona licznymi ofiarami idea wolności. Podbój kosmosu byłby nam dany dopiero wówczas, gdy zbratalibyśmy się z Rosjanami i wzięlibyśmy udział w ich programie kosmicznym. My Polacy, zdaniem Stasiuka, wciąż żyjemy przeszłością, kierujemy się uprzedzeniami i wciąż snujemy utopijne plany, przez co nasza kultura wydaje się całkowicie jałowa. Prawdziwe życie tętni jedynie na Wschodzie[24].

Z pewnością warto na zakończenie wyeksponować jeszcze jedno symboliczne miejsce – przywołany przez Stasiuka Jarmark Europa. Pisarzowi jest żal bazaru, ponieważ jego zdaniem był on żywym tworem, dzięki któremu nie były konieczne wyprawy do Azji, a został on zastąpiony martwym, reprezentującym zachodni system wartości stadionem[25]. Wschód stopniowo zaczyna być pomijany przez kartografów, przez co w pewnym sensie uchodzi z nas życie, a nasza kultura staje się coraz mniej urozmaicona. Zdaniem Książka i Stasiuka to ostatni moment, by przywrócić go na mapy i wytyczyć nowe drogi, które doprowadzą nas we wszystkie strony świata bez wyjątku. W miejscu dziury w płocie z Siematycz musimy postawić szeroką i przestronną bramę na wschód. Pytanie tylko, czy nie straci on wówczas dla nas na wartości?

Póki co zafascynowany wschodem i znudzony zachodem Michał Książek przemierza wąską i połataną wojewódzką drogę 816, która pełni funkcję graniczną i gdzie obie strony świata można mieć na wyciągnięcie ręki[26]. Andrzej Stasiuk natomiast zamiast krajową siódemką z północy na południe woli wybrać się w podróż na wschód „pustą i dziurawą osiemset jedynką”[27]. Obaj starają się udowodnić, że Polacy nie muszą bezmyślnie kroczyć wyłącznie na zachód. Dowodzą, że istnieje jeszcze jeden kierunek geograficzny, który należy uratować przed zapomnieniem.



[1] J. Sowa, Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą, Kraków 2011, s. 20-25.

[2] A. Stasiuk, Dziennik okrętowy, [w:] J. Andruchowycz, A. Stasiuk, Moja Europa. Dwa eseje o Europie zwanej środkową, Wołowiec 2000, s. 102.

[3] Cezary Wodziński mianem „Sybiru Europy” określa Rosję, gdzie od wieków zsyłano rzesze niechcianych i z różnych względów niewygodnych ludzi i odpadów. Stasiuk i Książek podczas swoich podróży odwiedzali Syberię, której krajobraz i kultura bardzo często przypominają pisarzom krajobraz polskiej wsi ze wschodniego pogranicza, dlatego jestem przekonany, że wykorzystane przeze mnie określenie jest jak najzupełniej trafne. Zob. C. Wodziński, Trans, Dostojewski, Rosja czyli o filozofowaniu siekierą, Gdańsk 2005, s. 9-10.

[4] J. Clifford, Praktyki przestrzenne: badania terenowe, podróże i praktyki dyscyplinujące w antropologii, [w:] Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej. Kontynuacje, red. M. Kempny, E. Nowicka, przeł. S. Sikora, Warszawa 2004, s. 156.

[5] M. Książek, Droga 816, Białystok 2015, s. 24.

[6] Według Andrzeja Stasiuka zainteresowanie mapą jest zwykle początkiem i końcem wszystkiego. To z analizy mapy wynika późniejsze pragnienie odkrywania nowych obszarów. Stasiukowi rozwijana na lekcji geografii mapa przypominała świętą księgę judaizmu – Torę. Z tej młodzieńczej fascynacji, jak podkreśla autor, wynika jego pragnienie podróży odbywanej bez określonego powodu. Nie liczy się dla niego sensowność wyprawy ani cel podróży, lecz sam fakt obserwacji zmieniającej się rzeczywistości. Odkrywanie mapy jest odkrywaniem świętych tajemnic rządzących światem. Dla Stasiuka jest z pewnością także badaniem tajemnicy wschodu. Zob. A. Stasiuk, Osiołkiem, Wołowiec 2016, s. 16.

[7] M. Książek, op. cit., s. 21.

[8] A. Stasiuk, Dziennik okrętowy, s. 136.

[9] Cz. Miłosz, Zniewolony umysł, Kraków 1999, s. 57.

[10] A. Stasiuk, Wschód, Wołowiec 2014, s. 55.

[11] M. Książek, op. cit., s. 61.

[12] A. Stasiuk, Wschód, Wołowiec 2014, s. 32.

[13] Ibidem, s. 28.

[14] A. Stasiuk, Wschód, s. 176.

[15] M. Książek, op. cit., s. 92-100.

[16] Ibidem, s. 140-141.

[17] A. Stasiuk, Wschód, s. 118.

[18] M. Książek, op. cit., s. 64-65.

[19] Ibidem, s. 121.

[20] Ibidem, s. 118.

[21] Cz. Miłosz, Rosja. Widzenia transoceaniczne, t. 1, Dostojewski – nasz współczesny, Warszawa 2010, s. 19.

[22] A. Stasiuk, Osiołkiem, s. 65-66.

[23] Ibidem, s. 130.

[24] Ibidem, s. 100-111.

[25] A. Stasiuk, Wschód, s. 274.

[26] M. Książek, op. cit., s. 64.

[27] A. Stasiuk, Wschód, s. 58.