porno porno porno izle sex izle

Tadeusz Różewicz – Karl Dedecius: Z listów 1975-1980. Opracował i do druku podał Marek Zybura.*

 

*

Na przełomie 2016/2017 ukaże się w Wydawnictwie Warstwy Wrocławskiego Domu Literatury korespondencja Tadeusza Różewicza z Karlem Dedeciusem z lat 1961-2013. Jej przygotowanie do druku pisarz i tłumacz powierzyli Andreasowi Lawatemu, długoletniem zastępcy Dedeciusa w Instytucie Kultury Polskiej w Darmstadt, Janowi Stolarczykowi, wydawcy dzieł poety od lat 80-tych i redaktorowi jego Utworów zebranych, oraz Markowi Zyburze, profesorowi Uniwersytetu Wrocławskiego i znawcy niemieckiej recepcji twórczości Różewicza, współpracującemu od lat z darmstadzkim Instytutem. Przygotowany przez niego poniższy wybór listów jest kontynuacją prezentacji projektu edycyjnego, rozpoczętą w czerwcowym numerze ODRY w 2015 r. (Red.)

  

1.

[Tadeusz Różewicz→Karl Dedecius; list odręczny]

Dn 6.XI.1975 r.

Drogi Karolu,

no i nie porozmawialiśmy. Ty byłeś jak zwykle „rozrywany”. Bóg raczy wiedzieć, kiedy się znów spotykamy. Nie spotkaliśmy się – boć przecież gadanie „przy wódeczce” u Jerzego L.[isowskiego] przyjemne było, ale obaj mieliśmy „w czubie” i raczej „smaliliśmy cholewki” do dam obecnych przy stole. Jednym słowem niby spotkaliśmy się, ale właściwie to nie wiem, czy Cię dobrze obejrzałem? Wydałeś mi się ożywiony, pogodny i szczupły…[1]

Z jesienią staję się ociężały; zjadam dużo klusek, sosów, kartofli, smalcu, chleba, kaszanki…. (z apetytem zjadam, czego mi lekarz zabronił). Z jesienią powoli czuję nadchodzący sen zimowy – jak zapadnę w ten sen, to pewnie przed nowym rokiem do Ciebie się nie odezwę. Teraz jeszcze resztki myśli mam (w głowie), więc się z Tobą nimi podzielę. Najpierw wrażenia z lektury ostatniego (Oktober 1975) „Merkura”. A więc pełen „uczoności” szkic Thomasa Kielingera o Jüngerze[2] (ci różni docenci i profesorowie zamordują wreszcie literaturę!), a potem nudny, tępy jak drewniana piła kawałek prozy Jüngera[3] (toć to wypracowanie – pewnie, że mistrz stary… ale po co te sztubackie kawałki drukują w sąsiedztwie tak uczonych – wydumanych – „naukowych” rozpraw?!).

Druga propozycja, na którą zwróciłem uwagę, to Wernera Rossa Der neue Realismus in der Lyrik[4]  Karol – bardzo Cię proszę, przeczytaj ten artykuł. Szczęśliwi młodzi! Nie wiedzą, że już te rzeczy ktoś robił i zrobił przed 25 laty… cytują się i badają „nowe propozycje”.

Podobna historia u nas z parą młodych – „uczonych” (napisali studencką nudną książeczkę – i powstał dokoła tej książeczki w naszej prasie „literackiej” niebywały zgiełk).[5] Tymczasem – bodaj w roku 1938! – Ignacy Fik napisał to wszystko – bez pretensji pseudo-filozoficznych (jasnym językiem).[6]  Cała ta gadanina o poezji „lingwistycznej”, którą u nas uprawia jakoby (jeszcze jeden uniwersytecki poeta) Barańczak, jest niewiele warta… Ten sam człowiek układa wierszyki na wzór – zwykłych (ha ha) wierszy, które przed nim pisywało wielu innych… cała ta „dyskusja” jest częściowo fikcyjna. Ja nie biorę w tym wszystkim udziału, bo mi szkoda już czasu. Wszędzie pełno jest tych poetów – „profesurków” (jak mawiał św. pamięci Przyboś).[7]

Ciekawe, czy też taki pan Ross (ten wasz, z „Merkura”) czytał, co też przed choćby 10 laty pisałeś Ty na temat mojej poezji? Wszystko idzie na śmietnik – trzeba przecież ciągle drukować, ogłaszać „manifesty”… albo być bokserem! Murzynem. Karolu, czy wydałeś Córkę – za mąż? Co u Ciebie, co z Tobą? Może Ci się kiedyś zbierze i napiszesz parę słów.

Ściskam Cię

Tadek

 

P.S. Jak tam było na Targach Książki?[8] Też żałosny cyrk!

 

2.

[Karl Dedecius→Tadeusz Różewicz; list odręczny]

17.11.75

Kochany sąsiedzie,

 

właśnie chciałem do Ciebie pisać (długo się zbierałem: Gałczyński jednak miał rację – literatura byłaby zajęciem zupełnie znośnym, gdyby nie zmuszała do pisania) – wyprzedziłeś mnie (jak zwykle, ze wszystkim). Po tych porodach długich i ciężkich (ostatniej mojej książki) absolutnie się rozleniwiłem i – już w Warszawie – zdezorganizowałem. Ubolewałem również nad tym, że widzieliśmy się, rozmawialiśmy, a w gruncie rzeczy, to ani zobaczyliśmy się, ani wypowiedzieliśmy się naprawdę. Warszawa nie sprzyja koncentracji i konwersacji.

„Merkura” nie czytam od dawna. Główny (jedyny) redaktor[9] choruje (i to na nerwy) i z tego wychodzą właśnie takie i temu podobne rzeczy. Nie chciałbym się również rozchorować na pomieszanie zmysłów. Dość mi tej jednej nieuleczalnej choroby, której nabawiłem się dotykając się bez środków antyseptycznych polskiej liryki. Zapisałem sobie długi okres absolutnej karenteny [kwarantanny].

Wernera Rossa również czytać nie muszę, znam go osobiście z PEN-Klubu (emerytowany dyrektor Goethe-Instytutu). Ale jeśli namawiasz, to nawet – być może – przeczytam. Kiedyśmy „razem” ongiś przed laty uprawiali poezję, o której pisze Ross, to on wtedy cały ten okres przespał przy swojej administracji tego mamutowego światowego przedsiębiorstwa. A teraz ozdabia sobie lata emerytury starczą wynalazczością (rzeczy od dawna wynalezionych).

Córki za mąż jeszcze nie wydałem (właśnie siedzi u nas na kawce), powodzi jej się znakomicie. Kawaler jej[10] za to haruje od siódmej rano do północy – siedem egzaminów ma już poza sobą (same piątki), jeszcze siedem przed sobą (doktorat, medycyna). Jak to się wszystko pomyślnie skończy, to „dzieci” sobie odsapną i pomyślą o przyszłości. Zaproszenie na wesele obiecałem, więc na taniec z Tobą liczymy.

Na targach nie byłem – tylko raz na ekskluzywnym dość przyjęciu mojego wydawcy w gronie kilku „gwiazdorów” literatury i krytyki. Stałem się strasznym sknerą czasu – pilnuję każdej sekundy, żeby na darmo nie przepadła. A te wszelkie towarzyskie przypadkowości (albo te jeszcze gorsze, te oficjalne, związkowe itp.), to świadome trwonienie czasu i życia.

Nie zdążyłem nawet pokazać Ci w Warszawie mojej książki, którą potem zostawiłem u Wasilewskiego. Być może PIW wyda, jak nie znajdą czegoś takiego nieprzyzwoitego, niezdrowego w tej niemiecko-polskiej potrawie. [11] Wtedy przeczytasz sobie to swobodnie po polsku. Bo niemczyzna moja w tej książce dość chaotyczna. Z premedytacji.

Zresztą jesteś jedyną osobą, którą potraktowałem po sąsiedzku, po rodzinnemu, bez dystansu literackiego – właśnie w formie korespondencji osobistej. W tej formie miałem możliwość do bezpośredniej czułości i do bardzo przyjacielskiej polemiki (w gruncie rzeczy z samym sobą – ale na tym właśnie polega urok naszego stosunku, że każdy mógłby być tym drugim, i każdy z nas traktuje tego drugiego jak siebie samego, a siebie jak tego drugiego – rodzeństwo [pokrewieństwo] pokoleniowe nie określa tego wyczerpująco.

Pytania, które stawiam Tobie w szkicu (listach), są pytaniami stawianymi sobie samemu, a odpowiedzi, które znajduję u Ciebie, są jakby odpowiedziami moich własnych przeżyć.

Nie posyłałem Ci książki, bo sam nie lubię, jeśli mi ktoś nieproszony przysyła swoje. Zawsze to tak wygląda jak namawianie do wypowiedzenia się itd., itp. Kto chce i tak dotrze inną drogą do tego, czego chce. Lubię sprawiać trudności (sobie i innym: bo od trudności zaczyna się sztuka).

Dla odsapnięcia (a jednak, psiamać) przetłumaczyłem sobie z ineditów Leca nowy (czwarty) tom myśli nieuczesanych i Obłok w spodniach (a może lepiej w portkach?) Majakowskiego – tego ostatniego zastępczo, w rodzaju pokolacyjnej łamigłówki (radzi trudności semantycznych, rymotwórczych no i radzi tego rzygającego na bruk słownika – doskonały relaks po wszelkiego rodzaju lirycznych niedomaganiach – ale sława Bohu – i to przejdzie: i co potem?!)[12]

Jakiś uniwersytet tutejszy (Bonn), słyszę, [że] przygotowuje wystawę książek we Wrocławiu (bodajże w maju), na którą mnie zapraszają jako współorganizatora. Kontakty są nawiązane z prof. Szyrockim (Instytut Filologii Germańskiej) – więc nie jest rzeczą wykluczoną, że zobaczymy się na twoim podwórku. Ale w międzyczasie, mam nadzieję, Ty zawitasz do nas, nie czekając na jakieś oficjalne okazje (nagroda Nobla itp.) – bo wtedy znów ze spokojnej przyjacielskiej rozmowy nic nie wyjdzie!

Chowajmy się więc na piec (pieczkę[13]), kożuch na uszy i pa – byle do wiosny.

Kłaniam się Żonom, Babciom, Synom i kogo czego jeszcze masz na Januszowickiej. A propos – jak się Wam teraz mieszka – lepiej?[14]

Serdecznie

Twój Karol

 

3.

[Tadeusz Różewicz→Karl Dedecius; list odręczny]

 

Carolus Magnus von und zu Reichsforststrabe,

Romanorum, Germanorum et Polonorum Civis!

Illustre Vir et Traditore!

 

Thadeus do Carolusa, A.D. XXII. JAN. VRATISLAVIA URBS CELEBERIMA[15],

Twoja ogromna epistoła z listopada wprawiła mnie w zachwyt i zdumienie! Książkę (którą zostawiłeś Wasilewskiemu) przyślij mi w prezencie noworocznym (jak wiesz „meine gebrochene deutsche Sprache”[16] – wystarcza, żeby zrozumieć jasne i jędrne oraz dostępne teksty niemieckie – a te trzy zalety posiada Twoja „pisanina”). Czekam. Ja, w rewanżu rzucę Ci na pożarcie (?) Białe małżeństwo, które w tych dniach ujrzało światło dzienne.[17] Piszę trochę niewyraźnie, bo moja ręka w ciągu ostatnich lat (i miesięcy) odwykła od pisania, szybko się męczy… a nawet odmawia – palce nie chcą trzymać długopisu – serio! –

Ale teraz „muszę” Ci napisać parę słów, co się ze mną działo w ostatnich tygodniach. Otóż po Tobie, Kolumbie, Karpowiczu, Międzyrzeckim, Żukrowskim, Mazowszu, Konwickim, Kisielewskim, Tyrmandzie, Herbercie, Agnieszce Osieckiej, Zanussim, Foggu, Malickiej, Teatrze Dramatycznym, Zemście (za mur graniczny), a także po milionach Polaków i Niemców – odkryłem Amerykę! Skromniej mówiąc, mały kawałek między New Yorkiem i Washingtonem. Stopa moja dotknęła ziemi Buffallo Billa, Toma Mixa i Bucka Jonesa[18] – dnia 4 grudnia o godz. 15.00 (czasu amerykańskiego).

Co tam robiłem? Zaproszono mnie (oraz reżysera wrocławskiego przedstawienia Białego małżeństwa i scenografkę). Wystawiano w Port Jefferson (Uniwersytet Stony Brook itd.) mit grobem Erfolg[19] tęże sztukę – w wersji angielskiej.[20] Natomiast 30.XII miałem w Academy of American Poets w N. Yorku: „U.S. Debut of distinguished Polish Poet at Bi-Lingual Poetry Reading”[21] – wieczór wspólny z poetą amerykańskim Strandem (tu miałem też grober Erfolg – dużo publiczności itd., itd.). Odwiedziłem w Washingtonie Library of Congress – gdzie pokazano mi pozycje T. R., w tym także przekłady – Offene Gedichte von Karl Dedecius – Blicke[22] – itd. Jest nawet odnotowany Serocki (Vier Sätze für Sopran und Kammerorchester nach Gedichten von T.R. Deutsch von Karl Dedecius[23])… piszę Ci o tym abyś wiedział, że Twoja praca nie mija bez śladu… i żebyś całkiem nie zgorzkniał… Myślałem, że ten Ross, o którym Ci wspominałem, to jakiś młody człowiek (w rodzaju naszego Kornhauserozagajewskiego), ale jeśli jest to stary pierdoła (my też się zbliżamy do tego), to niech bredzi co mu ślina – erudycji – na język przyniesie. O Ameryce więcej Ci nie piszę, bo byłeś tam przede mną. Odleciałem z N. Yorku 2 stycznia – via Londyn – do Warszawy. W „Nowym Świecie” obejrzałem największą sensację sezonu filmowego – film o rekinie który zjada młode dziewczyny i marynarzy… ponieważ rekin był z plastyku (?), wiec bawiłem się wybornie… choć jest to film „grozy”.[24] Na tym kończę opis mojej Amerykańskiej Podróży. Czekam na książeczkę. Ściskam Cię serdecznie. Może rzeczywiście uda nam się jeszcze kiedyś spotkać na łące, albo w lesie (a nie na kongresie, festiwalu, wieczorze autorskim itd.) i pogadamy. Bywaj zdrów, ukłony pozdrowienia dla Twojej Rodziny – i Dobrego, Zdrowego Nowego Roku!

Tadeusz

22.I.1975[25]

Wrocław

 Błagam: podaj mój nowy adres Klettowi Verlag („Merkur”) a także „Akzente” i Inter Nationes. Pisałem do nich trzy razy, że mam nowy adres! (Koszt znaczków zwrócę Ci naturalnie). Piszą na stary!

4.

[Tadeusz Różewicz→Karl Dedecius; list odręczny]

Wrocław. Dn 6.VII.1976 r.

Drogi Karolu,

Twój szkic – z Polnische Profile kończy dla „Odry” – p. Przybylak. Umówiłem się z redaktorem – że zredaguję „odpowiedź” – również w formie listów.[26] Oczywiście poruszę tylko pewne (wybrane) tematy z Twoich „listów”. Drobne – rzeczowe – korekty dotyczące pewnych informacji biograficznych – wprowadzę do tłumaczenia. (O tym Ci poprzednio wspominałem). Co z tego wyjdzie, nie wiem. Siedzę jeszcze w domu, ale jutro wyjeżdżam na wieś. Wracam do domu na początku sierpnia.

Otrzymałem zaproszenie do Erlangen, może przyjadę po drodze do Ciebie. Oni mi pisali, że Ty do Erlangen nie możesz przyjechać; więc postaram się – w jedną albo drugą stronę – zatrzymać się parę dni we Frankfurcie, bo zebrało się trochę spraw do omówienia.[27] No i dawno już nie oglądaliśmy – wzajemnie – swoich twarzy (masek?).

U mnie nic nowego. Starzeję się – spokojnie – czasem napiszę sztukę lub kawałek prozy, czytam stare książki (które czytałem przed 25 laty) jeszcze raz, pewnie więcej do nich nie „powrócę”.

W Anglii wyszedł II wybór moich wierszy[28] – w związku z tym „udzieliłem” wywiadu… w formie kalekiej (ułomnej), bo wypowiedziałem się „spontanicznie” (wszystko to poszło – z taśmy – razem z błędami wymowy). Jest ten wywiad w „Oficynie poetów”[29] (chyba otrzymujesz to pismo?). Chciałbym, żebyś przeczytał. Wydaje mi się, że poruszyłem tam jakieś interesujące sprawy. Tylko nie poddawaj się powierzchni „stylo-twórczej” mojej wymowy… staraj się dotrzeć przez gadaninę do ziarna… (jeśli znajdziesz czas i ochotę). Jeśli chodzi o inne nowości, to ukazał się wybór moich wierszy po fińsku i po łotewsku…[30] Ponieważ Ty znasz wszystkie języki obce – w przeciwieństwie do mnie – więc mogę Ci taki wybór łotewski przesłać. Jeśli chodzi o teatr, to Stara kobieta będzie realizowana w tym sezonie w Rzymie, a kilka innych sztuk w małych – ale dobrych teatrach „eksperymentalnych” (niekomercyjnych) w Madrycie, Bari itd. Tyle, Karolu, jeśli chodzi o sprawy zawodowe.

Dziś była w TV i Radio wiadomość o tragicznym wypadku i śmierci A. Słonimskiego.[31] Z grupy „Skamandra” został więc senior Iwaszkiewicz… Z „awangardy”[32] Kurek i Brzękowski… Przenieśli spory o poetyki przez wojnę i okupację… i ciągle ożywiają we wspomnieniach, choć to są sprawy umarłe już śmiercią wielokrotną. Jeśli chodzi o „młodą” poezję, to wstyd powiedzieć (?), ale nie czytam; czasem coś w gazetach… ale to są przeważnie próbki bez wartości, choć dość zręczne i elegancko wyprodukowane. Młodych, którzy do mnie zgłaszają się z wierszami, proszę, aby się uczyli i „zabrali do jakiejś pożytecznej roboty” (zresztą już Ciotka Witkacego z Pożegnania jesieni o to… bez-skutecznie prosiła w roku 1926!) W teatrach (u nas) widziałem dwa przedstawienia, które uważam za najlepsze – w ostatnim „sezonie” – jest to Umarła klasa Kantora w Krakowie i Anna Livia (wg. Joyce’a) w reżyserii Brauna we Wrocławiu.

Napisz do mnie – jeśli zbierzesz siły – z końcem lipca, to akurat zastanę list po powrocie – do domu. Napisz, jak Twoje zdrowie, jak Rodzina, czy już jesteś teściem (a może dziadkiem?).

Przesyłam pozdrowienia i ukłony

dla Pań Twojego Domu,

a Ciebie ściskam

Tadeusz

 5.

[Tadeusz Różewicz→Karl Dedecius; pocztówka: Warszawa, Stare Miasto; tekst odręczny]

Drogi Karolu,

 

Czas tak szybko leci! Napisz parę słów. Jak żyjesz? Często o Tobie myślę – niekoniecznie jako o tłumaczu i literacie, ale koledze z tego samego rocznika 1921 – boż to razem się starzejemy. Myślę o naszych spacerach zamglonymi, jesiennymi uliczkami – i naszych „występach”. Ja ostatnio pisałem wspomnienie o Wyce – ale przerwałem. Myślę, że gdybyś kiedyś wznawiał Polnische Profile, powinieneś (może) dołączyć sylwetkę Wyki; mógłbym Ci ułatwić trochę pracę – mam listy, kartki itd.

Stary Rzymianie Deciuszu – ściskam Twą prawicę – pozdrów ode mnie Elwirę, Dzieci i Babcię[33] – i napisz jak Twoje zdrowie i prace

Tadeusz

25.I.77

 

6.

[Karl Dedecius→Tadeusz Różewicz; list pisany na maszynie]

4. 2. [1977]

Drogi Tadeuszu,

dziękuję Ci za ciepłe słowa przyjacielskiego współczucia – kartkę z tym pięknym znaczkiem z bykiem (mój patron). Proszę, naklej na następne listy jeszcze raz tego byka (Dzień znaczka – 4.20 zł.), który mi się bardzo podoba.[34]

I ja często o Tobie myślę – o naszych wspólnych wycieczkach, pracach, „występkach”, problemach – starczych i innych. Trzymajmy się kupy i tej rzadkiej, szczerej, męskiej przyjaźni – bo to jedna z tych rzeczy rzadkich, którymi nas życie uszczęśliwia (dość rzadko).

Przed tygodniem czytałem Twoje wiersze na występie w Augsburgu (na uniwersytecie – piękne miasto!). Dziś po południu jadę z wykładem (i Twoimi wierszami) do Kolonii – również uniwerek. Jak widzisz – ciągle pracuję na Ciebie i Twoją wieczność.

U mnie wszystko po nowemu-staremu. Dużo pracy, dużo wyjazdów (i dobrze tak), człowiek nie rdzewieje. W domu ten sam, co zawsze, porządek, spokój – z małymi okolicznościowymi grzmotami i namiastkami burzy – dzieci, każde na swój sposób – szczęśliwe – zajęte sobą i swoim szczęściem (i dobrze tak). – A stary Rzymianin, jak powiadasz, stoi nad Rubikonem i waha się – przekroczyć, nie przekroczyć? Ta ciągła rozterka – między sumieniem, przyzwyczajeniem, odpowiedzialnością, konwencją – a ideałami innej miary: prawdą, szczerością, pragnieniem prawdziwego szczęścia, jedności niewymuszonej, bez „ale”…

Ciągle jeszcze prowadzę te swoje na zewnątrz doskonałe, a wewnątrz liche pół-życia, to tu, to tam.

Jestem nadal szczęśliwy – i jestem nadal z siebie niezadowolony. Ciągle jeszcze w stadium szukania rozwiązania zagadki życia – bez bólu jakiegokolwiek dla innych, co chyba jest pobożnym życzeniem, ale nierealną iluzją.

Dom cały od Ciebie pozdrowiłem – proszę i dla Twojego klanu przekazać od nas najlepsze życzenia i pozdrowienia – jakoś się uporamy z naszymi wspomnieniami, uczuciami, nadziejami, więc nie martw się i bądź dobrej woli i nadziei. I zachowaj wobec starego przyjaciela wierność i zrozumienie (które tylko nas dwóch obchodzi i dotyczy).

Moje zdrowie – na marginesie goworja[35] – jeszcze nigdy nie było w takim stanie euforycznej wydajności. Rośnie moja olbrzymia antologia poezji polskiej XX wieku (100 autorów, 700-800 wierszy, połowa już gotowa – udają mi się niektóre „poiski”[36] (piękne wiersze Leśmiana, Staffa, Zegadłowicza i. in. – niektóre mniej). Zobaczysz, jak przyjedziesz.

(Na Wielkanoc wyjeżdżam na 2-3 tygodnie dokądkolwiek – incognito – więc w tych tygodniach mnie nie szukaj).

Ściskam

stary byk

7.

[Tadeusz Różewicz→Karl Dedecius; pocztówka: Kazimierz Dolny, Kamienica Celejów, tekst odręczny]

 

Krynica 17.II.77

Drogi Karolu,

 

nie wiem, czy Ci o tego byka (na znaczku) chodziło? Od kiedy zostałeś filatelistą? Ja przyjechałem tutaj trochę pooddychać, bo jeszcze nie byłem na „urlopie”. Wracam do domu 28.II. Osobną pocztą wysyłam Ci „Przekrój” (jest taki tygodnik w Krakowie) ze wspomnieniem (a raczej fragmentem wspomnienia) o K. Wyce.[37]

Myślę o Tobie często. Tam w tym „profilu”[38] wspomniałeś o pewnych podobieństwach naszych losów (rocznik 1921) – nie wiem czy te podobieństwa rozciągają się również na życie biologiczne. Czasem mam chęć napisać komedię o mężczyznach w naszym wieku… Ale komedię współczującą, nie złośliwą! Gada się o młodzieży, emerytach, kobietach, dzieciach… ale kto potrafi zrozumieć mężczyzn w naszym wieku? Oto jest pytanie.

Co nowego? Ano dużo. Była premiera Kartoteki w Genewie, a w kwietniu Białe małżeństwo będzie robił Wajda w Ameryce[39], no i będzie też grane w Belgradzie…[40] jak widzisz mój flirt z Melpomeną nabiera cech małżeństwa. Pisz do mnie dużo i ciągle, to będę Ci przesyłał ładne znaczki. Pozdrowienia

T.

8.

[Tadeusz Różewicz→Karl Dedecius; list odręczny]

Dn 1. marca 77.

Drogi Karolu,

wróciłem wczoraj do domu z Częstochowy, z pogrzebu Ojca. Ojciec był starym człowiekiem, przeżył 90 lat[41]; dla ludzi umarł jeszcze jeden stary człowiek, ale wiesz jak to jest dla bliskich. Pożegnałem go kiedy leżał już w trumnie, potem droga do kościoła, msza żałobna, po mszy droga na cmentarz; potem dół, zapach ziemi, potem modlitwy księży, ziemia wali się na trumnę, grabarze (pełni optymizmu) oklepują mogiłę łopatami. Zostałem na cmentarzu z Bratem; popatrzyliśmy sobie w oczy i poszli. Była śnieżna zadymka, zerwał się wiatr. W ziemi został kawał naszego życia. Była rodzina ze wsi Gabryjelów, gdzie Ojciec przyszedł na świat, i z Osjakowa, Wielunia, Częstochowy. Z kolegów Ojca, urzędników sądowych, nie było już nikogo, powymierali wcześniej. 90 rocznicę urodzin obchodził Ojciec w październiku, był wesoły, wypił, pożartował. Ale ja nie byłem na tych urodzinach bo w tym czasie czytałem w Rostocku, Erlangen, Regensburgu poezje – w tym wierszu o Ojcu – „idzie przez moje serce Stary Ojciec”… nie pamiętam już jak to pisałem, czytałem po polsku i po niemiecku dla Waszej młodzieży. „Tak to się wszystko plecie na tym bożym świecie”…

Siedzę w domu na kupie papierów, listów, recenzji, książek, fotosów, słowników… Posyłam Ci wspomnienie pośmiertne o Wyce (a raczej fragment wspomnienia), może Ci się to kiedyś do Twojej pracy przyda.[42] Bądź zdrów i odezwij się jeszcze przed wyjazdem na kwietniowy urlop

Ściskam Cię

Tadeusz

 

9.

[Karl Dedecius→Tadeusz Różewicz; list napisany na maszynie]

[14.02.1978]

Drogi Tadeuszu,

dzięki za list i wiersz, który natychmiast przetłumaczyłem (Widzisz, jaki jestem posłuszny).

Wszystko, co od Ciebie dostaję, bywa natychmiast, albo przy najbliższej okazji wykorzystane.

Wybór dla Heyne-Taschenbuch nie jest mi jeszcze we wszystkich szczegółach jasny.[43] W gruncie rzeczy nie mam nic przeciwko temu – jeszcze jeden nowy teren: autorowi to zaszkodzić nie może – tylko ładniej byłoby, gdyby się w sprawie wyboru i honorarium porozumieli z autorem i ze mną. Hanser to załatwia na własną rękę[44] – jak widzisz, progresywna młodzież ma swoje własne obyczaje.

Na jesień przygotowuję się do posiedzenia polsko-niemieckiego forum w Warszawie[45], w którym wezmę udział. Przy tej okazji będę się starał z Tobą zobaczyć. Może nawet dojdzie do skutku prelekcja we Wrocławiu przed germanistami, do czego mnie od dawna namawiają Szyrocki, Honsza, Koziełek (profesorowie katedry wrocławskiej). Zobaczymy.[46]

Do wierszy nie przyjęto u nas (tylko w wydaniach szkolnych) dawać komentarzy. Więc Macocha-zakonnika uwzględnię – co do Dziadka Piłsudskiego, [to] nie sądzę, aby był potrzebny komentarz. Tylko – jeśli zostawimy Dziadka, to Niemcy będą częściej mieli na myśli Stalina niż Piłsudskiego. Więc chyba lepiej (bo i Hitlera i Franca nazywasz prozaicznie po imieniu) napisać:

dann hörten wir die namen

Hitler

Piłsudski starb

general Francos legionäre  itd.

Jeśli nie będzie zastrzeżeń z Twojej strony, to tak zrobię.[47]

„Under” sprawdzę, ale sądzę, że dobrze zapamiętałeś.[48] Z drugiej strony rozumiem i korektorkę – bo i w Niemczech większość przeczyta dziś „under” jako błąd ortograficzny, nie znając już wcale starej niemczyzny. Więc pytanie: pozostawić tak, ażeby sens był „szeroko” zrozumiany „dziś”, albo cytować ściśle filologicznie – dla garstki wtajemniczonych.

Kochany, naturalnie interesuje mnie teatr – w ogóle, a Twój w szczególności. Tylko – na taki luksus brak mi prawie zawsze czasu. Wiesz, jak jestem zalatany już ze względu na moje codzienne sprawy. Od lat nie byłem w żadnym teatrze, nie widziałem żadnych, nawet niemieckich sztuk. Albo wiersze, albo teatr – na wszystko razem brak sił. A o Gombrowiczu pisałem tylko „z książką w ręku” – na błagalne zamówienie dobrych przyjaciół dawno temu.[49] (Co nie znaczy, że chodzę na jego teatr). Cieszę się, że pomyślisz o mnie, jak tylko wyjdą nowe książki (Twoje i o Tobie) – Ściskam, naprawdę szczerze oddany

Twój Karol

10.

[Tadeusz Różewicz→Karl Dedecius; list odręczny]

Dn 12.IV.78 r.

Drogi Karolu,

dziękuję Ci za 3 egzamplarze Schild aus Spinngeweb.[50] Otrzymałem też przekłady 2 wierszy – jeśli chodzi o drobne poprawki, dotyczące przekładów wierszy (dla wyboru), to zrób tak, jak uważasz. Zamiast „komentarzy” poza tekstem – jaśniejsze formuły dla niemieckiego czytelnika (Macoch – Dziadek – itp.).

Zapytujesz mnie w liście[51], czemu nie przyjeżdżam do Was – kiedy „wszyscy” jadą przez Frankfurt. Nie wiem. Widocznie są potrzebniejsi ode mnie i podróżowanie nie sprawia im trudności. Moja korespondencja z Ruhrbergiem na temat stypendium w Berlinie skończyła się listem z 18.Oktober 1974.[52] Jak wiesz, nie miałem pozwolenia na wyjazd – potem się to odblokowało i szereg „kolegów po piórze” skorzystało z tego stypendium (Lem i inni). Ostatni list w tej sprawie – pisany przez Barbarę Richter (w imieniu Ruhrberga) – kończył się słowami: „unsere Einladung an Sie bleibt selbstverständlich weiterhin bestehen; Sie können Ihren Berlin–Aufenthalt zu jedem späteren Zeitpunkt nachholen – wir freuen uns darauf…”[53]

Mogę więc w każdym czasie wykorzystać zaproszenie – jesienią tego roku, od października, lub zima po Świętach… nie wiem, jakie Oni mają teraz terminy. Możesz im powiedzieć, że rzecz jest dla mnie aktualna. Zresztą i ja sam napiszę – choć nie wiem, czy te sprawy Ruhrberg załatwia, czy ktoś inny? Napisz mi, czy wreszcie otrzymałeś książki (Wyki – i moją).[54] Ściskam Cię

Tadeusz

 

11.

[Tadeusz Różewicz→Karl Dedecius; pocztówka: Olsztyn, Ratusz, tekst odręczny]

Wrocław 28.V.1978

Drogi Karolu,

zgodziłem się z tym, ze nie można liczyć na szybkie doręczanie poczty – książkę trzeba liczyć na 2-3 tygodnie, list 10 dni… pocieszam się tym, że np. włoska albo francuska poczta doręcza czasem przesyłki z miesięcznym opóźnieniem. Myślę jednak, że książki wreszcie otrzymałeś?

Ja otrzymałem zaproszenie z DAAD na rok 1979 – odpisałem. Ale nie chcę zbyt wiele o tym mówić i planować, bo często, zbyt często z planów nic nie wychodzi. W każdym razie dziękuję Ci. Ciekaw jestem, jak udało się wesele Octavii? U mnie żadnych nowin. Pracuję. Chodzę na spacer. Czytam…

A u Ciebie? Jak żyjesz? Nad czym teraz pracujesz? Co słychać z naszym „kieszonkowym” wyborem poezji, czy to robią? Dzisiaj jadę na kilka dni do Krakowa pogadać ze „starymi kolegami” – których jest coraz mniej. Na Targi Książki w Warszawie nie wybrałeś się – więc napisz – kiedy będziesz. We wrześniu mnie nie będzie; chcę jechać na „urlop”, ale nie wiem czy się wybiorę. Ściskam Cię mocno

Tadeusz

12.

[Karl Dedecius→Tadeusz Różewicz; list napisany na maszynie]

[styczeń 1979]

Drogi Tadeuszu,

co tu dużo gadać w papier: czas najwyższy, żebyśmy się rozgadali na żywo. Milczę, bo nie daję sobie rady z czasem: coraz go mniej, coraz więcej „interesów”. Od 1.1. jestem zajęty przygotowaniami organizacyjnymi Instytutu Polskiej Kultury w Darmstadt, jest to diabelnie czasochłonna krzątanina. Oprócz tego książki, do których jestem umowami zobowiązany (tłumaczenia itd.). Oprócz tego wykłady, które zaczynam na uniwersytecie w Moguncji[55] na Wielkanoc.

17.1. przyjeżdżam do Warszawy na kilka dni (do niedzieli). 19.1. w piątek będę w ZAIKSie (Hipoteczna 2) o 12.00 – wręczenie nagrody literackiej.[56] Gdzie będę mieszkał jeszcze nie wiem – chyba można się dowiedzieć u gospodarzy (ZAIKS). W każdym razie przylatuję samolotem w środę około 12.00 (Okęcie). Potem jadę do hotelu, który mi chyba zarezerwuje ZAIKS. Potem szwendam się po mieście, wydawnictwach, instytucjach. Potem śpię. Potem wracam do Frankfurtu.

WROCŁAW przewidziałem – 4 dni – w maju, kiedy to odbędę dłuższą podróż do Polski (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań). Wszystko inne ustnie – albo za dwa tygodnie w Warszawie, albo za cztery miesiące we Wrocławiu.

Tymczasem ściskam

Twój

Karol

13.

[Tadeusz Różewicz→Karl Dedecius; list odręczny]

23.IV.1979

Berlin

Drogi Karolu,

deszcz śnieg deszcz… dzwoniłem do Ciebie przedwczoraj, nikt się nie odezwał – dzwoniłem wczoraj, Babcia powiedziała mi, że jesteś w Köln… Ponieważ nie mogę Cię złapać telefonicznie, piszę list. Myślę, że 28.IV. będziesz w Berlinie – tak jak mówiłeś – zobaczymy się więc w DAAD… ale zadzwoń do mnie po przylocie do Berlina (Tel. 8684-216), żebyśmy się mogli umówić – w godzinach dla Ciebie dogodnych…

Upływa dziesiąty dzień mojego pobytu w Berlinie…[57] kaszlę, kicham, smarkam – łykam różne antygripiny, polopiryny, aspiryny + C itp., itd. Gdybyś miał większą ilość wolnych egzemplarzy tego nowego wyboru wierszy[58], to mi przywieź 2 egzemplarze (zabiorę ze sobą do Amsterdamu, przydadzą się). Przywieź też 5 egzemplarzy tych przecenionych tomików – przeznaczonych na potępienie przez wydawcę (Suhrkampa). [59] Resztę egzemplarzy odbiorę przy innej sposobności, bo na razie mam taki prowizoryczny pokoik – od kwietnia mam dostać wygodniejszy.

Widziałem jeszcze w kraju Twoje krótkie wspomnienie o Wyce (napisane do „księgi” wspomnień).[60] Ze Szwecji przysłali mi odbitkę nowego wyboru wierszy – tytuł sam wymyśliłem (po polsku), a po szwedzku brzmi dość dziwnie PÅ DIKTENS YTA OCH I DESS CENTRUM.[61] (Na powierzchni i w środku wiersza).

Ale dość tej literatury… muszę zabrać się do gotowania i prania… jako, że jestem starym kawalerem… Trochę to już za późno na dłuższe wyjazdy, ale wcześniej nie dali… a teraz jestem stary i smutny. Pogadamy o „wszystkim”.

Ściskam prawicę

Tadeusz

14.

[Tadeusz Różewicz→Karl Dedecius; list odręczny]

Dn 10.VII.1979.

Drogi Karolu,

miesiąc zleciał (dosłownie) od naszego ostatniego spotkania (czytania).[62] U mnie nic nowego. Siedzę w Berlinie, czytam gazety, starzeję się, siwieję, głupieję…

Rozmawiałem z Piotrem Lachmannem, mówił, że napisałeś do niego przyjacielski, serdeczny list. Ucieszyłem się… Ja mu powierzę tłumaczenie małego wyboru (starych i nowszych wierszy) dla Hansera… może też kilka tekstów dla Literarisches Colloquium (Höllerera + Bissingera)…[63]  Nie wiem, bo nic nie mam… wszystko muzyka przyszłości. Może i to jakoś pomoże Piotrowi, którego lubię, choć mi czasem tak dokuczy jak żaden znajomy – czy nieznajomy – kolega „po piórze”. Jestem czasem na niego taki wściekły… no, ale dosyć.

Drogi Karolu, jestem w bardzo kiepskim stanie ducha i umysłu… Mój Drogi, myślałem o Tobie, o Twoich licznych pracach, trudnościach i radościach… (może mnie wyśmiejesz… ale myślałem z zazdrością… wiesz nagle poczułem się od Ciebie starszy…). Twojego wiersza z rosyjskiego albumu jeszcze nie „spolszczyłem”, jest tak prosty i czysty… że prawie niemożliwy do przetłumaczenia… (chyba, że napiszę nowy utwór na tej kanwie… ale za mało wiem o Twoich przeżyciach w obozie jenieckim… nigdy mi nic nie opowiadałeś… bo nie miałeś czasu, jak byłem u Ciebie).[64] Czy nie będziesz znowu w Berlinie, kiedy? Może byś mi trochę czasu „poświęcił”? Jak planujesz lato, urlop, gdzie i kiedy? Napisz do mnie. Może ja jeszcze wpadnę na 1-2-3 dni do Ciebie… przed moim wyjazdem z Berlina (kończę tu pobyt we wrześniu, chyba nie przedłużę).

Pani Sommer wysłała sztuki p. Sabais. Może się coś ruszy? Ale jestem raczej sceptyczny.[65]

Karolu, Karolu… no, bywaj! Bądź zdrów. Jesteś.

Tadeusz

P.S. Chciałbym Cię zobaczyć – ale nie zapracowanego – bo wtedy nie  można pogadać…

1 Anlage: Foto (Renate von Mangoldt).[66]

15.

[Tadeusz Różewicz→Karl Dedecius; pocztówka: Lucas van Valckenborch, Winterlandschaft,Kunsthistorisches Museum Wien; tekst odręczny]

 

20.III.80

Drogi Karolu,

pada śnieg z deszczem. Siedzę w pokoju (Professorenwohnung – 4. Stock[67]), tak samo jak w roku 1973. W sobotę (22.III.) wracam do domu – via Warszawa. Twój ostatni list (w którym piszesz o otwarciu Instytutu)[68] był urzędowy (prawie) i mam wrażenie, że „w sercu” masz do mnie jakiś ukryty żal… czy rzeczywiście?! Nie chcę aby nasza dobra 20-letnia znajomość i przyjaźń ucierpiała ze względu na jakieś nieporozumienia. Jeżeli uważasz, że sprawiłem Ci czymkolwiek przykrość, napisz, o co chodzi? Oczywiście, nie chodzi mi, abyś pisał „listy miłosne” – jesteśmy obaj zbyt „mężczyznami”… ale, wiesz jak to jest… przyjaźnie się psują, znajomości zrywają (pamiętam jak bardzo przecierpiałem nieporozumienia z Przybosiem).

Wiem że masz swoje troski, problemy, ale muszę przyznać, że Ci zazdroszczę naprawdę! Książka – (Vorbereitungen für Dichterlesung[69]) została moim zdaniem pogrzebana (Twoje „proroctwo” sprawdziło się…) i wydawnictwo przyczyniło się do tego… Trudno!

Teraz zabieram się do gotowania parówek i jajek na obiad – bo mam tu… kuchnię. Trochę brak kucharki… od biedy mogłaby to być Muza! (np. Melpomena?) Ściskam Cię serdecznie

Tadeusz

Poza tym bardzo mi się podoba, Ech, Karolku, Karolku… ten obraz… oglądając tutaj kilka odmian św. Hieronimów myślałem o Tobie – ale pewnie nie zbierasz – bo to jak ze znaczkami z dzieciństwa.[70]

16.

[Karl Dedecius→Tadeusz Różewicz; list napisany na maszynie]

23.3.80

Po Twojej krótkiej kartce przed 3 dniami dostałem dłuższą – z Wiednia obie[71] … na pierwszą natychmiast odpowiedziałem, na drugą odpowiadam również stante pede[72], bo nie chciałbym, żeby ten Twój stan niepewności, bolesny, jak każda niepewność, trwał dłużej z mojej winy.

Otóż Drogi, Kochany Tadeuszu –

absolutnie nic, ale to nawet ździebełka jakiegoś nic przeciwko Tobie nie czuję, nie myślę, nie ukrywam. Ale nastrój Twój rozumiem – pada śnieg z deszczem. Siedzę w pokoju… sam – takie nastroje wtedy szybko nas nawiedzają.

Żalu żadnego w sercu nie czuję – jestem po prostu coraz częściej przepracowany, roztargniony i dlatego powierzchowny w załatwianiu korespondencji. Nabawiłem się idiotycznej biurokratitis[73] z organizacją tego – niepotrzebnego mi na starość wcale – instytutu. Co minuta dzwoni telefon, puka ktoś do drzwi, pisze ktoś listy – tracę czas tzn. życie na załatwianie absolutnie zbytecznych rzeczy, od których już teraz oderwać się nie sposób.

Die Geister, die ich rief, die werde ich nicht mehr los.[74] A miałem na myśli cele „wzniosłe“, budowanie lepszej przyszłości – a tu bardzo prozaiczne zmartwienia szarej codzienności, załatwianie spraw, od których minimalnie roztropny cwaniak już w kołysce się całkowicie uwolnił, kradną resztę energii. Nie wiem, jak z tego wybrnę… ale powiedziałem „a”, więc chyba muszę co najmniej do „b” wytrzymać. A „c” to już niech diabli wezmą.

Bez żartów – pomoc mam jeszcze bardzo kiepską, więc zamiast mieć wszystko trochę łatwiej, pracuję za innych (co najmniej 5) i tracę na siłach i duchu. Czy naprawdę tak mało [jest] ludzi wokół „spraw Polski” (z grubsza mówiąc), którzy byliby do czegoś zdatni?

Ale instytut, jak dotąd (abstrahując od pracy), urządziliśmy ładny. I cała ściana za moimi plecami pełna różnych Hieronimów.[75] Zobaczysz. Wcale nie przestałem zbierać. Bo jestem chorobliwie uparty.

Co do Twojej książki[76] – nie chciałem Cię wtedy martwić, albo wywołać niewłaściwe (antykoleżeńskie) wrażenie. Ale – choć głowa moja nietęga – to przecież niektóre rzeczy intuitywnie [intuicyjnie] „czuję” – jak reumatyk nadciągające deszcze. Niestety – na Twoją książkę nikt nawet ogonem nie kiwnął. Wiedziałem – bo praca ta jest zbyt zarozumiała, sztuczna, przeładowana niewspółmiernymi ambicjami. Każdy ślepy to czuje, już przy kartkowaniu, a ponieważ nikt autorowi szanowanemu  przykrości sprawić nie chce, więc milczy każdy. Tak to sobie co najmniej tłumaczę.

A ja do P.[iotra Lachmanna] mam naprawdę stosunek – tutaj już właśnie „w sercu” – jak ojciec do syna marnotrawnego. Adoruję, żeby go wyleczyć z jego kompleksów, rekomenduję, rezygnuję z ofert na jego korzyść – i nic z tego. Oprócz listów bez końca i ordynku – nic nie wychodzi.

Popatrz więc na życie pogodniej – nie z naszej winy wszystko się dzieje, jak się dzieje,

i nie zazdrość mi mojego życia, które może jest i „bogate” i „dramatyczne” – ale z kolei ja tęsknię za – Twoim żywotem, za spokojem, bezludziem, pustynią i puszczą… Co za piękny sen…

Nasza przyjaźń stoi.

Chciałem Cię zaprosić do Darmstadt na prelekcję, ale forsy nie mieliśmy nawet na lekarstwo – teraz oszczędzają na sekretarce i asystencie i dlatego wszystko, ciągle jeszcze, muszę robić sam. Ale to, mam nadzieję, przejdzie jak świnka albo inna dziecięca choroba.

Trzymaj się prosto, słuchaj synów, pielęgnuj Żonę

i myśl pogodnie o

Karolu

 

 


[1] Dedecius przebywał w Warszawie w dniach 25.09.-1.10.1975 w związku z prezentacją swojego świeżo wydanego tomu esejów o współczesnych pisarzach polskich Polnische Profile, Frankfurt/M.: Suhrkamp, 1975.

[2] Der schlafende Logiker. Über Ernst Jüngers Surrealismus, w: „Merkur” , 1975, nr. 10, s. 930-946

[3] Portugiesische Troppen, w: tamże, s. 947-955. Jest to fragment dzienników Ernsta Jüngera, który wszedł później do  pierwszego tomu Siebzig verweht. Die Tagebücher 1965-1996, Stuttgart: Klett-Cotta, 1980.

[4] Der neue Realismus in der Lyrik, w: tamże, s. 970-979.

[5] Chodzi o Świat nie przedstawiony Juliana Kornhausera i Adama Zagajewskiego (Kraków: WL, 1974), nad którym dyskusję rozpoczął w listopadzie 1974 r. Tadeusz Drewnowski w „Polityce” (nr 38). Wzięło w niej udział około siedemdziesięciu krytyków, historyków  literatury w kraju i na emigracji. Po roku Kornhauser i Zagajewski podsumowali ja w artykule Jak nie będziemy dyskutowali, to będziemy spali („Polityka” 1976, nr 6). Najważniejszych uczestników dyskusji wymienia Marta Fik: Kultura polska po Jałcie. Kronika lat 1944-1981, London: Polonia, 1989, s. 552 n.

[6] Różewicz ma na myśli Rodowód społeczny literatury (1938) Fika.

[7] Cały ten akapit stawia pytanie o miejsce Różewicza w krajobrazie literatury lat 70., zwłaszcza jego postawę wobec „młodych” (czyli generalizując: „Nowej Fali”), bo wpłynęło to później na jego postrzeganie w następnej dekadzie. „Nowofalowcy” (w tym Kornhauser, Zagajewski, Barańczak, Karasek) przyznali mu w 1971 r. Nagrodę Poetów miesięcznika „Poezja” (nr 12, s. 25-29). Różewicz pozostawił wtedy za sobą m.in. Tymoteusza Karpowicza, Witolda Wirpszę, Mirona Białoszewskiego czy Zbigniewa Herberta. Ale głosy jury rozłożyły się nader ambiwalentnie. Przyznając nagrodę poecie (co wymownie świadczy o jego ówczesnej randze literackiej), jurorzy dali  wyraz swoim mocnym zastrzeżeniom.  Przytoczmy tytułem przykładu dwa głosy –Zagajewski:  „Twórczość Różewicza jest w wielu miejscach odrażająca, w innych płytka, miejscami wydaje się w ogóle pomyłką”; Karasek: „Różewicz wykazał kompromitującą głuchotę poetycką na wydarzenia ostatniego – przynajmniej – pięciolecia, wydarzenia nabrzmiałe dramatyzmem ludzi i zjawisk, a jako ‘poeta pokolenia’ do zareagowania na nie był zobligowany”, w: „Poezja” , 1971, nr 12, s. 25 i 26. Różewicz na pewno nie zapomniał tych opinii, ale bezpośrednim powodem emocjonalnych epitetów pod adresem tego środowiska z listu do Dedeciusa był fakt, że w Świecie nie przedstawionym Kornhauser i Zagajewski zaostrzyli jeszcze swoją wobec niego krytykę. Nazwanie go w latach 80. w „Pulsie” przez Barańczaka „poetą przecenionym”  (Lato 1985, nr 26, s. 55) także w młodofalowych polemikach lat 70. miało swoje źródło.

[8] We Frankfurcie nad Menem.

[9] Hans Paeschke, publicysta, który założył to czasopismo w 1947 r. i kierował nim do 1978 r.

[10] Mężem Octavii Dedecius został lekarz Horst Baas.

[11] Polnische Profile, Frankfurt/M.: Suhrkamp, 1975. – Andrzej Wasilewski był wówczas dyrektorem PIW. Do polskiego wdania Polskich profili, w których znajdował się także esej poświęcony Różewiczowi, nie doszło.

[12] Książki te ukazały się w następnym roku – Stanisław Jerzy Lec: Spätlese unfrisierter Gedanken. Herausgegeben und aus dem Polnischen übertragen von Karl Dedecius, München: Hanser, 1976; Vladimir Mjakowskij: Oblako w sztanach. Wolke in Hosen. Russisch-Deutsch. Neu übersetzt und herausgegeben von Karl Dedecius u.a., München: dtv, 1976.

[13] Ros. – cipkę.

[14] Z ul. Glinianej, gdzie mieszkał od 1968 r., Różewicz przeprowadził się na Januszowicką w czerwcu 1975 r.

[15] Łac. – Karolu Wielki von und zu Reichsforststrabe, Obywatelu Rzymian, Niemców i Polaków! Sławny Mężu i Tłumaczu! – Tadeusz do Karola, dan R.P., 22 stycznia we Wrocławiu, sławnym mieście. Żartobliwa łacina poety pełna jest błędów, z których niezamierzonym (?) przez niego, jest nazwanie Dedeciusa Traditor, czyli zdrajcą (!) Być może jednak świadomie uczynił w łacińskim tekście aluzję do włoskiego porzekadła: traduttore – traditore – tłumacz (to) zdrajca.

[16] Niem. – moja łamana niemczyzna. Dyrektorowi PIW Andrzejowi Wasilewskiemu Dedecius pozostawił egzemplarz Polnische Profile (1975).

[17] „Światło dzienne” sztuka ujrzała już wcześniej:  „Dialog” 1974, nr 2, s. 5-33. Różewicz ma tu na myśli jej wydanie książkowe: Białe małżeństwo i inne utwory sceniczne, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1975.

[18] Gwiazdy popkultury amerykańskiej.

[19] Niem. – z wielkim sukcesem.

[20] Białe małżeństwo w reżyserii  Kazimierza Brauna wystawione zostało w Slavic Cultural Center w Port Jefferson 3.12.1975 r.

[21] Ang. – amerykański debiut wybitnego polskiego poety w dwujęzycznym wieczorze poezji

[22] Tomy wierszy Różewicza w przekładzie Dedeciusa z 1969 i 1966 r.

[23] Chodzi o kompozycję opracowaną przez Kazimierza Serockiego do tekstów Różewicza  w przekładach Dedeciusa. Wydanie – Celle: Moeck Verlag, 1971.

[24] Chodzi o thriller Stevena Spielberga Szczęki, który swoją premierę miał w czerwcu 1975 r. (w Polsce w 1978).

[25] W oryginale błędnie datowanie roczne przez Różewicza, który pisał ten list już w 1976 r.

[26] Swój esej o Różewiczu Formen der Unruhe. Tadeusz Różewicz. In der rauhen Umarmung der Wirklichkeit Dedecius napisał w formie fikcyjnych listów do poety. W oczekiwaniu na odpowiedź Różewicza przekład fragmentów poświęconego mu eseju tłumacza, dokonany przez Feliksa Przybylaka, przeleżał się w redakcji dwa lata. Kiedy stało się jasne, że poeta tej odpowiedzi już nie napisze, przekład opublikowano pod (skróconym) tytułem: Formy niepokoju, „Odra” 1978, nr 9, s. 36-45.

[27] Poeta otrzymał zaproszenie na wieczór autorski od Biblioteki Miejskiej w Erlangen, która  w ramach organizowanego przez siebie cyklu „Begegnungen mit Polen”, chciała tam zaprezentować jego twórczość. Dedecius wziął w tym wieczorze ostatecznie udział i wygłosił wprowadzenie.

[28] Selected poems. Translated with an introduction by Adam Czerniawski, Harmondsworth: Penguin Books, 1976. Również w USA ukazał się wtedy wybór wierszy poety:  . Translated and introduced by Magnus Jan

[29] Tadeusz Różewicz w rozmowie z Adamem Czerniawskim, w: „Oficyna Poetów” 1976, nr 2, s. 5-14; teraz: Wbrew sobie, s. 97-116.

[30] Obydwie „nowości” ukazały się już przed rokiem:  Ja niin edelleen, Helsinki: Tammi, 1975; Dzīves centrā: dzejas izlase, Rīgā: Liesma, 1975.

[31] Antoni Słonimski zmarł w następstwie wypadku samochodowego.

[32] Chodzi o tzw. Awangardę Krakowską.

[33] Elvira Dedecius – żona Karla Dedeciusa, Octavia i Clemens – dzieci małżeństwa Dedecius, Martha Roth (z domu Agather), matka Elviry Dedecius.

[34] Tak zareagował Dedecius na pocztówkę Różewicza z 25.01.1977 r., na którą nakleił on okolicznościowy znaczek wydany przez Pocztę Polską  w 1976 r. Postać byka zaopatrzona została w podpis: „Korynt, VII wiek p.n.e.”. Poeta, pamiętając o prośbie Dedeciusa, długo jeszcze frankował wysyłaną mu pocztę tym znaczkiem, naklejając go po raz ostatni na pocztówkę z 10.01.1979 r.

[35] Ros. – mówiąc.

[36] Ros. – znaleziska.

[37] Dusza z ciała wyleciała… Zielone łąki… W druga rocznicę śmierci Kazimierza Wyki, w: „Przekrój” 1977, nr 1661, s. 9.

[38] W poświęconym Różewiczowi eseju w Polnische Profile (1975).

[39] Białe małżeństwo (White Marriage) w reżyserii Andrzeja Wajdy miało swoją premierę w  New Haven, na scenie Yale Repertory Theatre, 15.04.1977 r.

[40] W przekładzie zaprzyjaźnionego z Różewiczem Petara Vujičića Białe małżeństwo miało swoją prapremierę w Jugosławii nie w Belgradzie, lecz w Sarajewie, w Kamerni Teatar’55  w reżyserii Tadeusza Minca 20. 11. 1979 r.

[41] Władysław Różewicz, urodzony w  1885, zmarł 26 lutego 1977 r.

[42] Dusza z ciała wyleciała… Zielone łąki… W druga rocznicę śmierci Kazimierza Wyki, w: „Przekrój” 1977, nr 1661, s. 9. Por. kartkę Różewicza z 17.02.1977 r.

[43] Projektowane kieszonkowe wydanie wierszy Różewicza dla Wilhelm Heyne Verlag w Monachium: Schatten-Spiele. Gedichte 1945-1969, które miało się ukazać w 1979 r. z posłowiem Dedeciusa.

[44] Schatten-Spiele było wydaniem licencyjnym, opartym na wcześniejszych wydania poezji Różewicza w przekładach Dedeciusa w wydawnictwie Carl Hanser Verlag. W porozumieniu z Hanserem przgotował je redaktor serii „Heyne Lyrik” w wydawnictwe Heyne Verlag, Manfred Kluge. Pisząc „progresywna młodzież”, Dedecius ma na myśli Michaela Krügera, redaktora naczelnego wydawnictwa Hansera.

[45] Po podpisaniu w czerwcu 1976 r. wspólnego komunikatu o rozwoju stosunków pomiędzy Polską Rzecząpospolitą Ludową a Republiką Federalną Niemiec obydwie strony uzgodniły, że będą organizować „Fora Polsko-Niemieckie” na przemian w Polsce i w Niemczech. Pierwsze, z udziałem Edwarda Gierka, zaproszonego przez Helmuta Schmidta, odbyło się 14.–16.06.1977 r. w Bonn, gdzie Karl Dedecius przedstawił swoją ideę działalności  Niemieckiego Instytutu Kultury Polskiej. Drugie odbyło się 17.–19.10.1978 nie w Warszawie, lecz w Olsztynie.

[46] Do wykładu Dedeciusa we Wrocławiu nie doszło.

[47] Dedecius nawiązuje tu do sugestii Różewicza, dotyczących przekładu poematu Acheron w samo południe.

[48] Chodzi o cytat z nyskiego epitafium w wierszu Kamienni bracia.

[49] Ein Drama als Parodie eines Dramas. Über Witold Gombrowicz’ Die Trauung, w: „Akzente” 1971, z. 4, s. 296-309.

[50] Niemieckie wydanie wyboru prozy poetyckiej Różewicza oraz poematu Et in Arcadia ego  w przekładzie Piotra Lachmanna w wydawnictwie Suhrkampa z 1967 r.

[51] Nie zachowany.

[52] 18.10.1974. Karl Ruhrberg, szef przedstawicielstwa DAAD w Berlinie Zachodnim.

[53] Niem. – „nasze zaproszenie dla Pana, pozostaje oczywiście nadal w mocy; pobyt w Berlinie może Pan zrealizować w każdym późniejszym terminie – cieszymy się z góry na Pański przyjazd…”

[54] Chodzi o Różewicz parokrotnie Wyki oraz II, rozszerzone wydanie Przygotowania do wieczoru autorskiego – obydwie książki: PIW 1977.

[55] Na zaproszenie prof. Gottholda Rhodego, dyrektora Instytutu Historii Europy Wschodniej Uniwersytetu Gutenberga w Moguncji, zajmującego się historią stosunków polsko-niemieckich.

[56] Karl Dedecius został jej laureatem za rok 1978.

[57] Ostatecznie Różewiczowi udało się wyjechać na stypendium Niemieckiej Centrali Wymiany Akademickiej (DAAD) w ramach programu „Artyści w Berlinie” (Zachodnim), o którym pisał do Dedeciusa w liście z 12.04.1978 r.

[58] Chodzi o Schatten-Spiele, kieszonkowe wydanie wierszy w Wilhelm Heyne Verlag (1979).

[59] Schild aus Spinngeweb (1967), którego niesprzedane egzemplarze Suhrkamp Verlag postanowił przemielić na makulaturę.

[60] Moja bardzo osobista sesja z Kazimierzem Wyką, w: Kazimierz Wyka. Charakterystyki, wspomnienia, bibliografia. Red. Henryk Markiewicz, Aleksander Fiut, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1978, s. 423-428.

[61] På diktens yta och i dess centrum: valda dikter, Stockholm: Wahlström & Widstrand, 1979.

[62] Podczas wieczoru autorskiego w Darmstadt, zorganizowanego z inicjatywy nadburmistrza (i poety) Heinza Winfrieda Sabais’a, który podejmował następnie Różewicza i Dedeciusa obiadem u siebie w domu.

[63] Walter Höllerer utworzył w 1963 r. Dom Pracy Twórczej  Literarisches Colloquium Berlin (LZB), do którego zapraszał przez lata m.in. wielu polskich autorów. LCB powadziło (i prowadzi nadal) działalność wydawniczą, promującą swoich autorów

[64] Za komentarz do „rosyjskiego albumu” niech posłużą tu słowa samego Karla Dedeciusa, który w liście do Marka Zybury z 19.8.2014 r. tak opisuje jego historię: „W Rosji próbowałem pisać dziennik, kilka razy mi przy „filcowaniu” wszystkie zapisane kartki papieru konfiskowano. Trochę później, jak wyzdrowiałem i zacząłem tłumaczyć rosyjskie wiersze (nawet to popierano), dostawałem na te cele białe kartki papieru, które potem zszywałem w „album”. Jednak w grudniu 1949 roku przed wyjazdem do Niemiec i tak mi wszystkie zapiski zabrano. Po latach dopiero, po ukazaniu się kilku moich książek (dobre opinie prasy niemieckiej), „rozgłos” spowodował cud. Związek Pisarzy Sowieckich, w którym moje dzienniki, albumy (jakimś „cudem”) wylądowały, zwrócił mi taki zszyty „album” – jedyną pamiątkę „czarno na białym” moich poetyckich wyczynów w Rosji. Różewicz album przeglądał i „podziwiał”.” – Wspominany przez poetę „prawie niemożliwy do przetłumaczenia” wiersz Dedeciusa nie pochodził jednak z tego albumu. W cytowanym powyżej liście tłumacz wspomina:  „[Różewicz] wziął ze sobą, „buchnął” mi grzecznie dwa wiersze, które leżały [obok] na biurku, bo obiecał jeden z nich przetłumaczyć. Nie przetłumaczył ani jednej zwrotki i nie zwrócił.”  Różewicz przeglądając album, mylnie przypisał do niego maszynopisy z biurka. Do przekładu wybrał sobie przedwojenne juvenalium Dedeciusa  Kirmes, mylnie kojarząc go z jego poetyckimi próbami w albumie z czasów niewoli. Tymczasem jest to w świetle uwag Dedeciusa na kopii przesłanej Zyburze utwór powstały po lekturze Chłopów Reymonta, prawdopodobnie w 1937 r., na wsi w okolicach Lipców (Reymontowskich).

[65] Heinz Winfried Sabais (z urodzenia wrocławianin) był nadburmistrzem Darmstadtu, znanym mecenasem kultury i polonofilem, który w sposób decydujący przyczynił się do powstania darmstadzkiego Instytutu Kultury Polskiej. Maria Sommer, kierująca berlińską Agencją Teatralną wysłała mu sztuki Różewicza w nadziei na to, że znajdzie on środki na ich zebrane wydanie, ponieważ w latach 1971-1981 był prezydentem Deutscher  Bühnenverein (Niemieckiego Związku Teatralnego).

[66] Anlage (niem.) – załącznik. Na odwrocie swojego zdjęcia wykonanego przez Renate von Mangoldt  (artystkę-fotografika, żonę Waltera Höllerera, twórczynię archiwum fotograficznego w Literarisches Colloqium) zdjęcia, Różewicz wpisał dedykację: „Karolowi na pamiątkę z Ravenna-Haus (Ap. 202)(zdjęcie – komentarz – do listu) / Tadeusz / Berlin 10 lipiec 1979”. U dołu fotografii autograf złożyła artystka.

[67] Niem. – mieszkanie profesorskie, 4 piętro.

[68] List z 18.02.1980 r. Pocztówka Dedeciusa z·14.03.1980 r., w której wspominał o otwarciu Instytutu, wysłana została  na adres wrocławski, więc przebywający w Wiedniu Różewicz nie mógł jej znać.

[69] Vorbereitungen zur Dichterlesung. Ein polemisches Lesebuch. Herausgegeben, übersetzt und mit einem Nachwort versehen von Peter Lachmann, München: Hanser, 1979. Różewicz ma na myśli niedostateczne jego zdaniem zaangażowanie wydawnictwa w promocję książki (Przygotowanie do wieczoru autorskiego), wskutek czego jej sprzedaż była nikła.

[70] Dopisek a recto pocztówki.

[71] Chodzi o pocztówki Różewicza z 18.03. i 20.03.1980 r.

[72][72] Łac. – z miejsca. Odpowiedź Dedeciusa na pierwszą kartkę nie zachowała się.

[73] Żartobliwie: choroby biurokracyjnej.

[74] Niem. – Parafraza z ballady Goethego Zauberlehrling (Uczeń czarnoksiężnika). Fraza ta jest bardzo popularna w języku niemieckim. Dosłownie w oryginale: „Herr, die Not ist groß! / Die ich rief, die Geister, / Werd‘ ich nun nicht los.“ W tłumaczeniu Hanny Januszewskiej: „Jesteś, mistrzu: słuchaj, / Rozhulałem brać, / Warcholą się duchy, / Jak im radę dać?”; cytat według: Johann Wolfgang Goethe, Dobre jednak jest życie. Wybór przekładów i posłowie Marek Zybura. Wrocław: Wydawnictwo Dolnośląskie 1999, s. 81.

[75] Umeblowanie gabinetu Dedeciusa w Instytucie Kultury Polskiej w Darmstadt nie podległo zmianom podczas całego okresu jego urzędowania. Siedząc za biurkiem miał Dedecius za sobą na ścianie, również niezmiennie, zbiór Hieronimów.

[76] Chodzi o niemieckie wydanie Przygotowania do wieczoru autorskiego. Por. poprzedni list z 20.03.1980 r.