porno porno porno izle sex izle

Aleksandra Wagner Bezpieczny–niebezpieczny. Pytanie, czy opłacalny. Niewiedza, ryzyko, zagrożenie w medialnym dyskursie o gazie łupkowym

Artykuł referuje wyniki badań sfinansowanych przez Narodowe Centrum Nauki na mocy decyzji nr 2011/03/D/HS6/05874.

 

Wprowadzenie

Kształtowanie polityk publicznych coraz częściej staje się przedmiotem konsultacji społecznych. W założeniu ma to zwiększać kontrolę demokratyczną i, uwzględniając jak najszerzej głosy interesariuszy, sprzyjać lepszym rozwiązaniom i zwiększać poziom ich społecznej akceptacji.

Choć praktyczne realizacje tej idei, w postaci np. konsultacji społecznych, często spotykają się z krytyką, nie przeszkadza to ogólnej akceptacji postulatów normatywnych, które za nimi stoją.

Tymczasem szerokie konsultowanie polityk, które nie tylko są kompleksowe, ale i wymagają określonej wiedzy, rodzi szereg praktycznych problemów. Do kluczowych należą kwestie: reprezentatywności uczestników owych konsultacji w stosunku do ogółu społeczeństwa, dostępu do informacji, mechanizmów włączania i wykluczania aktorów społecznych, stopnia ich poinformowania, kompetencji obywatelskich i komunikacyjnych, wreszcie mechanizmów uznawania podnoszonych przez nich argumentów za ważne. Szczególnie istotne, a powszechnie niedoceniane, wydaje się znaczenie nie tylko wiedzy w jej różnych formach i z uwzględnieniem różnorodnych źródeł, ale także niewiedzy i związanych z tym problemów ryzyka. Dlatego choć teoretycy deliberacji kładą nacisk przede wszystkim na komunikację bezpośrednią i poddają współczesne media masowe surowej krytyce[1], trudno nie zgodzić się z faktem, że reprezentacje medialne danych problemów wpływają na sposoby myślenia o nich przez obywateli i jako takie są istotnym kontekstem dla procesów dialogu społecznego. Wiele nowych badań dowodzi, że nie ma bezpośredniej zależności między sposobami opisywania zjawisk przez media a tym, w jaki sposób myślą o nich obywatele[2]. Znana jest jednak zależność miedzy samą obecnością w dyskursie medialnym problemu czy zjawiska a społecznym dostrzeganiem problemu (agenda setting).

Polityka energetyczna i szczegółowe kwestie z nią związane wydają się interesującym przykładem w kontekście deliberacji społecznej. Z jednej strony bowiem bezpośrednio (np. budowa nowych inwestycji) i pośrednio (np. ceny energii elektrycznej) wpływają one na świat życia obywateli, z drugiej dyskutowane są najczęściej na poziomie makrozjawisk życia społecznego: polityki, ekonomii. Mają wymiar międzynarodowy i globalny, a zarazem lokalny. Wiedza potrzebna do dyskutowania takich problemów, a raczej jej brak u obywateli niebędących ekspertami, często okazuje się tu barierą dla efektywnej deliberacji. Stąd właśnie szczególna rola mediów masowych w organizowaniu przestrzeni owej szerokiej deliberacji oraz zapewnieniu jej warunków jak najbardziej zbliżonych do ideałów inkluzyjności, transparentności, perspektywy dobra wspólnego, mapowania różnic stanowisk oraz dialogicznego rozwoju argumentacji. Postulat ten ma nie tylko charakter normatywny; wydaje się, że wymaga to przeobrażenia systemowego w postaci odejścia od modelu komunikacji charakterystycznego dla demokracji reprezentatywnej na rzecz modelu wpisanego w demokrację partycypacyjną[3].

 

Rola mediów w modelu demokracji deliberatywnej

Przegląd prac dotyczących deliberacji prowadzi do konkluzji, że o ile tematyka ta silnie powiązana jest z pojęciem komunikacji w ogóle, co wynika z wpływu myśli Habermasa, o tyle zjawisko komunikacji masowej traktowane jest tu marginalnie. Rola mediów masowych w tworzeniu sfery publicznej, stymulowaniu procesów partycypacyjnych, jak również ich znaczenie jako aktorów politycznych, jest zauważana i podnoszona dość rzadko. Jeśli już się pojawia, to najczęściej w rozumieniu kanałów komunikacji – wówczas najczęściej w odniesieniu do możliwości prowadzenia procesów deliberacji przez Internet (fora dyskusyjne, ankiety internetowe, sondaż deliberatywny on-line etc.). Drugim nurtem refleksji, w którym media znajdują swoje miejsce, jest krytyka ich funkcjonowania w reprezentatywnej demokracji liberalnej, której słabościom przeciwstawiane są właśnie mechanizmy deliberacji społecznej. Tymczasem dyskursu medialnego nie da się wykluczyć z problematyki kształtowania polityk publicznych, ani tym bardziej z procesu deliberowania społecznego nad ich kluczowymi kwestiami. Powstające w toku owego dyskursu reprezentacje medialne nie tylko wywierają pewien (choć jak zauważono wyżej – ograniczony) wpływ na sposoby problematyzowania zjawisk przez obywateli, ale także definiują kluczowych aktorów i podstawowe procesy związane z polityką energetyczną. Wpływają więc na kształt dyskursu w sferze publicznej.

Teorie normatywne budują więc uzasadnienie dla istotnej roli mediów w procesach deliberacyjnych. Warto zaznaczyć, że wychodzą one poza traktowanie mediów wyłącznie jako nośników komunikacji, ale nadają im rangę instytucjonalnych aktorów społecznych o wyspecjalizowanych funkcjach i zadaniach. Rola mediów może i powinna więc być aktywna, wykraczająca poza samo obserwowanie i informowanie o przebiegu debat społecznych. Dziennikarze i wydawcy mają możliwość kształtowania warunków uznawanych za optymalne dla dialogu społecznego: równości udziału w debatach, reprezentatywności poglądów, dystrybuowania informacji. Co więcej, to oni mogą i powinni inicjować debaty na tematy sygnalizowane przez ich odbiorców jako ważne. Kluczowe założenie deliberacji rozumianej jako proces kolektywnego, racjonalnego namysłu nad istotnymi społecznie kwestiami[4] w szczególnym świetle stawia funkcje edukacyjne mediów. Przy czym edukacja nie może zostać sprowadzona do procesu dystrybuowania wiedzy eksperckiej, lecz musi uwzględniać włączanie do dyskursu wiedzy pochodzącej z różnych źródeł. Rola ekspertów w tym świetle ulega przedefiniowaniu – zgodnie z założeniami deliberacji eksperci stają się raczej reprezentantami różnych obszarów wiedzy oddanymi do dyspozycji obywateli (możliwość zadawania pytań, wyjaśniania wątpliwości) niż przedstawicielami elit symbolicznych, którzy arbitralnie definiują problemy i rozwiązania. Media mogą i powinny służyć integrowaniu procesów deliberacji zachodzących na poziomach mikro i makro.

Ta normatywna perspektywa nie obejmuje jednak tematu silnych interesów ekonomicznych i politycznych aktorów zaangażowanych w kształtowanie owej polityki. Dodatkowym wyzwaniem dla dyskursu medialnego jest kompleksowość i szeroki zakres problematyki, specjalistyczna wiedza związana z implementacją innowacji technologicznych, a do tego znaczące obszary niepewności i ryzyka, które owa wiedza implikuje. Postulat integrowania różnych źródeł wiedzy, a także włączenie w proces deliberacji obszarów niewiedzy, wiąże się z otwarciem procesów deliberowania dla różnych aktorów społecznych. Deliberacja staje się w takim ujęciu kolektywnym procesem społecznego negocjowania wiedzy i niewiedzy mających stać się podstawą działań w wybranym obszarze życia społecznego. Dziennikarz staje więc w obliczu problemu kompleksowego, złożonego, którego przyczyny często mają uwarunkowania historyczne, a konsekwencje są trudno przewidywalne. Zmierzyć się musi z różnorodnymi zasobami wiedzy (czasem sprzecznymi konkluzjami), wartościami i interesami. Wiąże się to z wykonaniem ogromnej pracy mapowania stanowisk, argumentów i interesów, z przeglądem aktorów, których problem dotyczy, i podjęciem próby włączenia ich w dialog.

 

Narracje medialne dla gazu łupkowego

Przedmiotem referowanych tu badań była analiza narracji medialnych powstałych na temat gazu łupkowego w prasie głównego nurtu (kryterium doboru był zasięg terytorialny oraz nakład). Wybrano tematykę gazu łupkowego jako zagadnienie nowe w komunikacji masowej, którego przedstawienie angażuje różne zasoby wiedzy, a z drugiej strony wiedza ta nie jest jeszcze ugruntowana – można więc nie tylko obserwować dynamiczny proces tworzenia owych narracji, z ich aktorami, rekwizytami i działaniami, ale także przyglądać się temu, jak media konstruują zasoby wiedzy i niewiedzy społecznej w odniesieniu do nowego zjawiska. Jak referują zagrożenia i potencjalne ryzyka związane z dyskutowanymi działaniami.

Do badań w I etapie włączono wszystkie artykuły na temat gazu łupkowego opublikowane w latach 2009–2012 w: „Gazecie Wyborczej” i jej lokalnych dodatkach, „Rzeczpospolitej” i jej dodatkach tematycznych, „Fakcie”, a także „Newsweeku”, „Wprost” i „Polityce”.

 

Nowy obraz

 

 

 

Z tak uzyskanej puli wylosowano proporcjonalnie z każdego roku określoną ilość artykułów, uzyskując w sumie 324 teksty, które następnie poddano dalszej jakościowej analizie. W pierwszym etapie wykorzystano metodę list frekwencyjnych oraz przeprowadzono analizę częstości występowania przyjętych kategorii kodowych oraz ich wzajemnych relacji.

Analiza list frekwencyjnych polegała na stworzeniu list najczęściej występujących rzeczowników, czasowników i przymiotników w celu ogólnej charakterystyki zawartości leksykalnej analizowanych tekstów. Metoda ta, jako pierwszy krok w procesie data mining, posłużyła celom eksploracyjnym oraz stała się przyczynkiem do konstrukcji kategorii kodowych.

W drugim etapie badań jakościowa analiza relacji pomiędzy elementami dyskursu zainspirowana była metodologią analizy sytuacyjnej wg Adeli Clark[5] – wyłonione w etapie pierwszym kategorie wykorzystano do budowy map ilustrujących powiązania pomiędzy nimi.

 

Narracje medialne

Temat gazu łupkowego w prasie ogólnoinformacyjnej pojawił się pod koniec roku 2009, wkrótce po opublikowaniu przez firmy konsultingowe raportów dotyczących szacunkowych zasobów gazu łupkowego na terenie Polski (raporty Advanced Resources International oraz Wood McKenzie). Temat ten coraz częściej poruszany był w polskiej prasie w kolejnych latach, stając się chwilami najczęściej dyskutowanym tematem w obszarze energetyki. Specyfikę sytuacji określa fakt, że w przeciwieństwie do pozostałych tematów, mocniej lub słabiej zakorzenionych w medialnych narracjach, problematyka gazu łupkowego była nowa i w dodatku wiązała się w znacznym stopniu z niewiedzą. Potencjalne ryzyko, kontrowersje wokół tego tematu, obejmujące wymiary ekonomiczny, środowiskowy, geopolityczny, wszystko to z jednej strony czyniło z łupków gorący temat medialny, z drugiej temat trudny do zaprezentowania szerszemu gronu czytelników. Najważniejsze wyzwania owego dyskursu dotyczyły następujących wymiarów:

świadomość czytelników – dziennikarze stanęli przed wyzwaniem prezentowania możliwych zagrożeń, a z drugiej strony budowania poparcia społecznego dla decyzji, które – zdaniem ekspertów – mogły okazać się dla Polski opłacalne;

– tworzenie warunków do deliberacji poprzez zapewnianie transparentności, stymulowanie dialogu, włączanie różnych aktorów społecznych, a z drugiej strony ochrona przed dominacją partykularnych interesów i stanowisk w debacie;

– dramatyzacja, sensacyjność tematu zapewniające wysoki poziom czytelnictwa i zainteresowanie odbiorców, z drugiej strony racjonalność i ważenie argumentów;

– wreszcie wypełnienie wymogów związanych z funkcjami edukacyjnymi, unikając jednocześnie jednostronnego promowania określonych rozwiązań.

 

Największe wyzwanie dla dyskursu medialnego o łupkach odnosi się do kwestii podejmowania decyzji: kluczowe pytania dotyczą tego, kto ma prawo podejmować decyzje w istotnych sprawach, zwłaszcza wtedy, gdy wymagają one kompleksowej wiedzy, oraz tego, kiedy takie decyzje podejmować należy. Model ekspercki zakłada oddanie decyzji w ręce wąskiej grupy polityków i ekspertów, którzy, opierając się na dostępnej wiedzy, podejmują decyzje dla ludzi i za ludzi. Z drugiej strony specyfika sytuacji, polegająca na tym, że przedstawiane zagadnienie w znacznym stopniu jest problemem nierozpoznanym, sprzyja tezie o konieczności szerszej debaty, opartej nie tylko na upowszechnieniu tego, co już wiadomo, ale i tego, co na razie pozostaje niewiadomą, by w toku deliberacji zmierzyć się z niepewnością i ryzykiem.

Władza, dyskurs i wiedza tworzą więc zasadnicze osie, wokół których snute są narracje medialne dotyczące gazu łupkowego. I pewnie nie byłoby w tym nic nowego, ani tym bardziej zaskakującego, gdyby nie fakt, że w owym dobrze już zakorzenionym w mediach modelu wiedza, będąca w założeniu fundamentem elitystycznego modelu złożonego z polityków, mediów i ekspertów, tutaj często okazywała się komunikowaną niewiedzą[6]. Najbardziej rozpowszechniony w mediach sposób budowania wiarygodności – sięgnięcie po wiedzę ekspercką – tutaj zawiódł. Eksperci bowiem najczęściej koncentrowali się na tym, czego nie wiadomo, co więcej, mówili, że dopóki działania praktyczne nie zostaną podjęte, wielu rzeczy wiedzieć nie będą. W ich wypowiedziach, licznie cytowanych przez prasę, pobrzmiewa echo Sokratejskiego „wiem, że nic nie wiem”, co w przypadku modelu eksperckiego, pomimo dominującego entuzjazmu dla projektu łupkowego w pierwszym okresie rozwoju dyskursu medialnego, okazało się słabym punktem, podkopywało bowiem zaufanie do wiedzy eksperckiej, przywoływanej często w celu uzasadnienia podjęcia konkretnych działań.

 Co mówili przedstawiciele górników? – że wszystko jest super bezpieczne. Tylko że nie mają na to żadnych dowodów (wypowiedź członka społeczności lokalnej cytowana przez „Gazetę Wyborczą”, 23.03.2011).

 Nie chodzi tutaj o to, że błąd polega na komunikowaniu niewiedzy przez ekspertów, lecz o to, że przyjęty w mediach model komunikacji eksperckiej nie radzi sobie z ryzykiem i niepewnością będącymi jej konsekwencjami.

Artykuły prasowe opublikowane w analizowanym okresie pozwalają wyodrębnić cztery typy narracji, w jakie wpisuje się temat gazu łupkowego (ryc.1). Pierwszy z nich, mocno umocowany w tradycji przedstawiania zagadnień energetycznych[7], opisuje technologie energetyczne w kontekście rozwoju cywilizacyjnego. Na przykład:

 Nawet jeśli okaże się, że skala wydobycia gazu nie będzie wielka, to już polepszy sytuację naszego kraju. Rozpoczęte teraz inwestycje muszą być kontynuowane przez kolejne rządy („Fakt”, 11.06.2010).

 Kluczowe pojęcia dla tej narracji to właśnie rozwój, postęp, cywilizacja oraz wzrost gospodarczy. Podstawowym zagrożeniem czy ryzykiem jest zaniechanie, które prowadzić ma do zapóźnienia, zwolnienia tempa rozwoju, zastoju i kryzysu.

 Dziś potrzebne są wzorce. Prawo powinno wyprzedzać inwestycje, a nie wlec się za nimi. Czas więc pomyśleć, na kim chcemy wzorować model biznesowy. Czy chcemy w przyszłości zarabiać na gazie tyle, co Kanadyjczycy, tyle, co Norwegowie, a może tyle, co Amerykanie? Komfortowa chwila, gdy będziemy mieli twarde dane, dające możliwość sporządzenia dokładnych kalkulacji, na­dejdzie dopiero, kiedy spłyną do Ministerstwa Środowiska wyniki poszukiwań gazu sporządzone przez prywatnych in­westorów. Gdybyśmy mieli do tego czasu czekać, oznaczałoby to, że nie wcześniej niż za 4–5 lat finansiści i prawnicy zabio­rą się do rozpisania strategii zagospoda­rowania tego dobra. Potencjalnie będzie to ogromna rozgrywka finansowa. Wy­gląda jednak, że nasi stratedzy przysia­dają się do partii już rozpoczętej. Gambitu – decydującego o dalszym przebiegu par­tii – nie będzie im już dane rozegrać („Polityka”, 1.06.2011).

 

Do drugiej kategorii narracji włączyć można te wypowiedzi, które kwestie gazu łupkowego osadzają w kontekście geopolitycznym. Kluczowe pojęcie tutaj to bezpieczeństwo energetyczne, jednak rozumiane w kategoriach nie bezpieczeństwa technologicznego czy bezpieczeństwa dla środowiska lub zdrowia, lecz w kategoriach niezależności energetycznej od innych państw, przede wszystkim od Rosji.

 

Do przełomu prawdopodobnie dojdzie także na rynku energii. W 2013 roku znacznie przyspieszy rozwój gazu łupkowego w skali globalnej i ten nowy trend może zmienić globalny układ sił w perspektywie dekady („Rzeczpospolita”, 29.12.2012).

 

Narracja ta wyostrza się wtedy, gdy mowa bezpośrednio o Rosji, dyskurs o gazie łupkowym korzysta tu z metaforyki militarnej:

 

Irytację Rosjan wywołał desant amerykańskich koncernów do szukania gazu z łupków w Polsce traktowanej przez Gazprom jak własna strefa wpływów („Gazeta Wyborcza”, 14.06.2010).

Ostateczne zwycięstwo rosyjskich władz nastąpi, gdy nie osiągniemy w Polsce porozumienia w sprawie gazu łupkowego („Rzeczpospolita”, 26.11.2012).

Porozumienie w sprawie łupków nie oznacza, że bitwę o eksploata­cję tego surowca wygramy (przeciwnicy, czyli Rosjanie i zachodnie lobby energetyki odnawialnej, pozostają silni i nie zrezygnują) („Rzeczpospolita”, 27.09.2011).

 

Kolejny typ narracji dotyka partykularnych interesów określonych aktorów społecznych. Wypowiedzi budują tu atmosferę spisku, ukrytych interesów, fasadowych działań, za którymi rozgrywa się polityka i interesy wielkiego kapitału. Powracają tu zarzuty lobbowania za określonymi rozwiązaniami, konfliktów interesów, manipulacji i niejasnych powiązań.

 

Francja nie zgadza się na eksploatację gazu łupkowego i jest za zakazem w całej Unii Europejskiej. Jest to sprzeczne z polskimi interesami („Rzeczpospolita”, 16.11.2012).

Potencjalnie będzie to ogromna rozgrywka finansowa. Wygląda jednak, że nasi stratedzy przysiądą się do partii już rozpoczętej. Gambitu – decydującego o dalszym przebiegu partii – nie będzie im już dane rozegrać („Polityka”, 1.06.2011).

Do czwartej wreszcie kategorii, najsłabiej eksponowanej w dyskursie na temat łupków, należy narracja proekologiczna. Charakterystyczna jest dla niej perspektywa ochrony środowiska, aktorzy często wypowiadają się z pozycji sprzeciwu wobec perspektywy poszukiwań i eksploatacji gazu z łupków.

 

 

Nowy obraz (1)

 

 

Ryc. 1. Typy narracji medialnych nt. gazu łupkowego – oprac. własne.

Niezależnie od wyróżnionych typów narracji dyskurs o łupkach opisać można także, odnosząc się do dwóch jego zasadniczych poziomów (tu rozróżnionych analitycznie dla celów opisu w nawiązaniu do Habermasowskiego systemu i świata życia):

– Dyskurs systemowy – ma charakter komunikacji między poszczególnymi systemami, np. między polityką i gospodarką. Omawiane kwestie dotyczą poziomu makro, np. kształtowania polityki państwa, relacji międzynarodowych czy globalnych mechanizmów gospodarczych.

– Dyskurs odnoszący się do codzienności, dyskurs świata życia. W założeniu miałby przyjmować perspektywę tak zwanego „zwykłego człowieka”, członka społeczności lokalnej, obywatela.

W analizowanej prasie ten drugi poziom jest zdecydowanie marginalizowany. Choć obecność „zwykłego człowieka” jest w narracjach medialnych wszystkich czterech kategorii pożądana, zazwyczaj występuje on raczej w roli biernej, jako potencjalny adresat działań, np. edukacyjnych, niż aktywnie zabiera głos. Często także przypisywane mu są arbitralnie pozycje niewiedzy czy irracjonalnych lęków. Na tym poziomie często prezentowany jest konflikt oraz akcentowane kontrowersje, dzięki czemu budowane jest dramaturgiczne napięcie tekstów.

Dyskurs pierwszego poziomu, nazwany tu systemowym, ma charakter samoodnoszący się. Oznacza to, że w dających się wyodrębnić polach argumentacyjnych (np. przyjmujących perspektywę ekonomiczną czy technologiczną) odnosi się sam do siebie. Cechuje go niski poziom dialogiczności oraz konstruktywności rozumianej jako zdolność do generowania czy dyskutowania rozwiązań uwzględniających różne perspektywy. Przypomina on swoiste ogniska dyskursywne tworzące punkty odniesienia przede wszystkim dla systemu politycznego. Zamiast więc „służby jednostce” czy „perspektywy zwykłego człowieka” mamy do czynienia z samoreprodukujacą się maszynerią generowania otoczenia komunikacyjnego dla decyzji politycznych.

Podstawowym zabiegiem służącym wiarygodności tego dyskursu jest wykorzystanie figury „eksperta”. Reprezentujący świat wiedzy ekspert przedstawiany jest jako przeciwwaga dla partykularnych interesów ekonomicznych i politycznych, wyznaczających zasadnicze osie dyskursu medialnego wokół łupków.

W odniesieniu do gazu łupkowego interesujące jest to, skąd rekrutowani są medialni eksperci i jakie zasoby wykorzystują, by uprawomocnić prezentowane stanowisko. W przeciwieństwie do np. dyskursu na temat energetyki jądrowej, gdzie przez lata role ekspertów odgrywali naukowcy (głównie fizycy jądrowi – teoretycy i badacze), łupki są przedmiotem wypowiedzi specjalistów rekrutujących się z obszarów ekonomii (firmy konsultingowe, działy badawcze firm – inżynierowie, analitycy biznesowi). Rzutuje to bezpośrednio na sposoby konceptualizowania ryzyka i dostrzegane wymiary niepewności.

 

Gaz łupkowy: ryzyko czy niebezpieczeństwo

Gaz łupkowy dyskutowany jest przede wszystkim przez pryzmat technologii jego wydobycia. Nie była ona dotąd stosowana w Polsce i wiąże się z nią wiele niewiadomych.

Wypowiedzi wskazujące na odczuwany deficyt informacji pojawiają się w dyskursie prasowym. Dotyczą one jednak nie tylko samej technologii, lecz także działań związanych z poszukiwaniem i ewentualną eksploatacją łupków. Deficyt informacji w sferze publicznej jest wypełniany samodzielnie przez ludzi – sięgają oni po różne źródła wiedzy, nie tylko wiedzy eksperckiej.

 

W naszym kraju jest tak, że najpierw coś się stanie, a dopiero potem się pyta ludzi, czy oni tego chcą, czy to jest bezpieczne i ma sens – mówi sołtys Niestkowa Bogdan Żabiński. – Jeśli ktoś już wyłożył 20 mln na szukanie, to normalne, że nie odpuści i zrobi wszystko, żeby wydobywać i na tym zarobić. My nie chcemy kłaść się na drodze, blokować. Chcemy tylko informacji, a takiej od władz nie otrzymujemy, więc ludzie biorą wiedzę z Internetu. A tam jest opisana masa różnych sytuacji. Widział pan film Gasland? Ja obejrzałem z zaciekawieniem. Czy to wszystko prawda, co pokazują, do końca nie wiadomo. Ale jest się czego bać („Gazeta Wyborcza”, 28.04. 2011).

 

O ile więc medialne komunikowanie o gazie łupkowym opiera się na symbolicznym triumwiracie: politycy–eksperci–media[8], o tyle podstawowym wyzwaniem jest właśnie tradycyjny sposób legitymizowania decyzji politycznych z wykorzystaniem wiedzy (eksperci) i opinii publicznej (media). Zarówno w jednym, jak i drugim obszarze wyraźne są niedostatki wiedzy oraz znaczenie niewiedzy i związanego z tym ryzyka oraz niepewności.

W tej sytuacji kluczowe wydaje się pytanie o to, jak media radzą sobie z komunikowaniem owej niepewności i niewiadomego. Dotyczy to nie tylko przedstawiania zagrożeń związanych z gazem łupkowym, ale także swoistego diagnozowania i następnie zamykania luk niewiedzy (closing knowledge gaps[9]) z pomocą medialnych i politycznych ekspertów.

Jeśli zdefiniujemy niebezpieczeństwo jako zagrożenie niespodziewane lub nieakceptowane, niemożliwe do oszacowania prawdopodobieństwo, a ryzyko jako zagrożenie uświadamiane lub akceptowane, kwantyfikowalne[10], to można postawić tezę, że funkcją dyskursu medialnego o zagrożeniach jest transformacja postrzeganego niebezpieczeństwa w ryzyko. Operacja taka wymaga jednak zmobilizowania zasobów wiedzy oraz deliberacji nad sposobami radzenia sobie z ryzykiem czy też ryzykami, które mogą wystąpić.

Tymczasem operowanie niewiedzą na systemowym poziomie dyskursu wydaje się mieć charakter strategiczny, czyli wykorzystywane jest celowo i instrumentalnie dla osiągnięcia określonych korzyści[11].

Do obszarów tradycyjnie wiązanych z niewiedzą należy przyszłość. Współczesne media stosunkowo często przedstawiają wizje przyszłości. Być może wynika to z odejścia od sposobu tłumaczenia zjawisk poprzez poszukiwanie ich przyczyn (refleksja nakierowana na przeszłość) na rzecz przewidywania skutków. Ta, wydawać by się mogło, pragmatyczna orientacja współgra z dramatycznie kurczącym się momentem teraźniejszości, która w momencie, w którym się wydarza, przestaje być teraźniejszością. Jak zauważał niemiecki socjolog Niklas Luhmann[12], odnosząc się do komunikacji medialnej: news w momencie podania przestaje być newsem, ulega natychmiastowej dekonstrukcji. Wizje przyszłości mają także swój wymiar perswazyjny – obrazują możliwe konsekwencje podjętych lub zaniechanych działań.

Ten rodzaj przedstawiania zagadnienia eksploatacji gazu łupkowego w Polsce jest dość często spotykany w prasie. Z jednej strony prezentowane są wizje przyszłych zysków, z drugiej straty związane z niewykorzystanymi szansami.

 

Nowy obraz (2)

 

 

 

Jak już wspomniano wcześniej, komunikowane ryzyka odnoszą się przede wszystkim do wymiarów ekonomicznych i politycznych. Ryzyka technologiczne dotyczą więc głównie tego, czy wydobycie będzie możliwe, czy będzie opłacalne, czy przepisy unijne nie zagrożą owej opłacalności, a decyzje polityczne nie przyczynią się do spowolnienia procesów wdrożeniowych.

Sposób przedstawiania ryzyka w mediach może zostać zakwalifikowany jako specyficzne wyrażanie niewiedzy językiem wiedzy. Wiemy, czego nie wiemy. Wiemy, czego ewentualnie możemy się spodziewać. Wiemy, kiedy i w jaki sposób potrzebną wiedzę pozyskamy. To, co kluczowe tutaj, to ryzyko lub niebezpieczeństwo, które komunikowane nie jest. W pierwszej fazie rozwoju dyskursu o łupkach, w ogólnym klimacie entuzjazmu dla tego rozwiązania niezwykle rzadko podnoszono kwestie kontrowersyjne, związane z zagrożeniem dla środowiska czy zdrowia ludzkiego. Nie chodzi tu o to, że tego rodzaju argumenty nie zyskały uznania lub zostały zdyskredytowane – w ogóle nawiązywano do tego wątku niezwykle rzadko.

Obserwujemy tu więc pewną sprzeczność: z jednej strony akcentowane potencjalne zyski i wielkie szanse rozwojowe dla Polski (to głównie wypowiedzi polityków), z drugiej podkreślane obszary niepewności związane z zastosowaniem technologii, ryzyko ekonomiczne i polityczne. Na taki obraz składają się zarówno wypowiedzi ekspertów, jak i przedstawicieli głównych aktorów biznesowych zabierających głos w dyskursie o łupkach. Ten pozornie sprzeczny dyskurs zyskuje inne znaczenie, gdy pomyślimy o nim w kategoriach strategicznego użycia niewiedzy[13]. Mowa tu o sytuacji, w której obszary niewiadomego eksponowane są w dyskursie równie silnie, a czasem nawet silniej niż to, co w danej chwili wiadomo na ten temat.

I taka sytuacja charakteryzuje właśnie pierwsze dwa lata rozwijającego się dyskursu medialnego o łupkach.

Przykładowo:

 nie ma żadnej pewności, iż wydobycie gazu z łupków będzie opłacalne. Także szef PGNiG zastrzega, że podawanie jakichkolwiek szacunków czy prognoz dotyczących wydobycia jest dziś przedwczesne („Rzeczpospolita”, 27.07.2010).

 W dodatku stwierdzana niewiedza nie jest interpretowana jako bariera w podejmowaniu działań, wręcz przeciwnie, właśnie podjęcie działań praktycznych – poszukiwań, eksploatacji – może dopiero przynieść rozstrzygnięcia.

 No i nie zapominajmy, że technologia wydobywania gazu z łupków jest eksperymentalna. Nikt przez dłuższy czas tego jeszcze nie robił, więc co się tam naprawdę stanie pod ziemią, to wciąż w dużym stopniu teoria („Gazeta Wyborcza”, 23.03.2011).

 Dopóki koncerny nie zakończą poszukiwań, nie będzie wiadomo, jakie faktycznie mogą być zasoby gazu łupkowego w Polsce i ile z nich można eksploatować w opłacalny sposób („Gazeta Wyborcza”, 17.03.2011).

 Strategiczne wykorzystanie niewiedzy zakłada instrumentalny cel. Co mogłoby być takim celem w analizowanym przypadku? Jaki sens może mieć roztaczanie pełnych optymizmu, kuszących wizji potencjalnych zysków i korzyści przy jednoczesnym sygnalizowaniu istotnego ryzyka, niepewności i niewiadomego. Być może poniższy cytat rzuci na te kwestie dodatkowe światło:

 Zdaniem posła Czerwińskiego nie ma żadnych argumentów przemawiających za wprowadzeniem takiego podatku. – [...] nie wiemy, czy produkcja gazu będzie dochodowa ani jak ukształtują się koszty w porównaniu z zyskiem („Rzeczpospolita”, 25.05.2011).

 nie ma żadnej pewności, iż wydobycie gazu z łupków będzie opłacalne. Także szef PGNiG zastrzega, że podawanie jakichkolwiek szacunków czy prognoz dotyczących wydobycia jest dziś przedwczesne („Rzeczpospolita”, 27.07.2010).

 Przedstawianie wydobycia gazu z łupków jako technologii eksperymentalnej, koniecznej lub przynajmniej bardzo potrzebnej dla rozwoju, postępu i bezpieczeństwa państwa, a jednak obarczonej dużym ryzykiem niepowodzenia, pozwala definiować ją w kategoriach innowacji i na tej podstawie ubiegać się o dotację lub przynajmniej ulgi podatkowe.

Interpretacji tej nie należy wpisywać w ramę teorii spiskowych. Ma ona swój potencjał krytyczny, zwracając uwagę na dominację perspektywy ekonomiczno-politycznej w przedstawianiu i dyskutowaniu ryzyka oraz potencjalnych korzyści. Dominacja ta sprzyja reprezentacji interesów ekonomicznych oraz politycznych i w efekcie prowadzi do marginalizowania lub nawet wykluczania perspektyw alternatywnych. Nie jest to wynikiem racjonalnej debaty, ważenia i rozwijania argumentów, lecz wstępnego ograniczania pola debaty do wybranych wątków i zapełniania sceny komunikacyjnej wybranymi aktorami – tu silnie związanymi z pozycjami władzy.

Komunikacja medialna o łupkach w analizowanym okresie ma charakter przede wszystkim systemowy, tj. odnosi się do poziomu makro. Aktorzy kształtujący ten dyskurs reprezentują określone interesy ekonomiczne i polityczne, wiedzę, ale także niewiedzę traktują jako zasoby w grze o wpływ na decyzje. Media stają się naturalną przestrzenią prowadzenia owej gry. Podczas konstruowania silnych pozycji w obszarach związanych z władzą – polityce i ekonomii – wyparci zostają przedstawiciele pozycji słabszych – mieszkańcy, ekolodzy. Co więcej, występują oni nadal w dyskursie, jednak na pozycjach biernych – główni aktorzy wspominają o nich, przypisując im określone motywacje, poglądy i działania, rzadko jednak dając im przestrzeń do samodzielnego ich określenia. Skłonność mediów do operowania opozycjami binarnymi daje obraz, w którym wiedzy eksperckiej przeciwstawiony zostaje irracjonalny strach mieszkańców, a pragmatycznym ekonomistom – niepoprawnie idealistyczni, a przez to często szkodliwi, ekolodzy. Ewentualne ryzyko wdrożenia nowej technologii sprowadzone zostaje do ryzyka ekonomicznego, przeciwstawia mu się zarazem ryzyko zaniechania. Sprzyja temu, często pozbawiona racjonalnego uzasadnienia, kolonizacja przyszłości, polegająca na przedstawianiu jej pożądanych wizji jako stanu pewnego. Wszystko definiuje komunikowanie o łupkach jako przestrzeń działań przede wszystkim perswazyjnych, w której aktorzy nie tyle szukają rozwiązań optymalnych, ile usiłują zdominować innych przez silną ekspozycję własnego punktu widzenia.

 

Abstract

Aleksandra Wagner, Safe-unsafe. The question is whether profitable. Ignorance, risk, danger in media discourse about shale gas

The energy policy and specific issues connected with it seem to be an interesting example of social deliberation. On the one hand, they directly (e.g. building of new investments) and indirectly (e.g. prices of electricity) influence the world of citizens. On the other hand, they are discussed on the macro-level of social life: politics and economy. They have international and global as well as local dimension. The knowledge needed to discuss such problems or rather the lack of it is shown by citizens who are no experts in this field, and it often proves an obstacle for effective delibaration. That is why mass media play a special role in organizing the space for wide deliberation and providing the best possible conditions as far as transparency, the perspective of common good and the development of argumentation is concerned.

 


[1]              J.S. Fiskin, When the People Speak. Deliberative Democracy and Public Consultation, Oxford 2009; J. Bohman, The Division of Labour in Democratic Discourse: Media, Experts, and Deliberative Democracy, [w:] Deliberation, Democracy and Media, eds. S.Chambers, A. Costain, Oxford 2000.

[2]              S. Brondi, A. Armenti, P.Cottone, B.M. Mazzara, M. Sarrica, Parliamentary and Press Discourses on Sustainable Energy in Italy: No More Hard Paths, Not Yet Soft Paths, „Energy Research & Social Science”, vol. 2 (2014).

[3]              O modelach sfery publicznej w różnych typach demokracji: F. Marx M., W.A. Gamson, J. Gerhards,  D. Rucht, Four Models of the Public Sphere in Modern Democracies, „Theory & Society”, vol.. 31 (2002), no. 3.

[4]              Ibidem.

[5]              A.E. Clark, Situational Analyses: Grounded Theory Mapping after the Postmodern Turn, „Symbolic Interaction”, vol. 26 (2003), issue 4, s. 553–576.

[6]              A. Wagner, Shale Gas: Energy Innovation in a (Non-)Knowledge Society: A Press Discourse Analysis, „Science and Public Policy”, http://spp.oxfordjournals.org/content/early/2014/08/07/scipol.scu050.full.pdf+html.

[7]              W. Gamson, A. Modigliani, Media Discourse and Public Opinion on Nuclear Power: A Constructionist Approach, „American Journal of Sociology”, vol. 95 (1989), no. 1, s. 1–37.

[8]              J. Bohman, op. cit.

[9]              N. Stehr, Knowledge and Non-Knowledge, „Science, Technology & Innovation Studies”, vol. 8 (2012), no. 1.

[10]             Ch. Tannert, H.-E. Elvers, B. Jandrig, The Ethics of Uncertainty, „EMBO Reports”, vol. 8 (2007), no. 10, s. 893.

[11]             A. Wagner, op. cit.

[12]             N. Luhmann, The Reality of Mass Media, Stanford 2000.

[13]             L. McGoey, The Logic of Strategic Ignorance, „The British Journal of Sociology”, vol. 63 (2012), issue 3.